
7 sierpnia 2025, 10.25
Źródło: Teatrzyk Absurdów Politycznych
Kiedy Donald Trump mówi, że przejmie kontrolę nad policją w Waszyngtonie, bo jest za dużo graffiti, wszyscy kiwają głową – wiadomo, klasyczny czwartek u Donalda. Natomiast gdy Karol Nawrocki zaczyna kwestionować, kto w Polsce powinien prowadzić politykę zagraniczną, robi się ciekawiej. Nie dlatego, że to mądre. Po prostu rzadko oglądamy sequel Wojny o Krzesło, z tak kiepską obsadą i tak uroczym złudzeniem grandeur.
Obaj panowie – Trump i Nawrocki – wyraźnie coś przegapili. Prawdopodobnie był to moment, w którym cywilizacja ustaliła, że prezydent to nie dyktator. Jeden grozi wysłaniem Gwardii Narodowej, bo ktoś napisał „BLM” na murze, drugi – że pojedzie do Brukseli z własnym zdaniem i ewentualnie walizką pełną broszur o Centralnym Porcie Komunikacyjnym.
Oczywiście, każdy z nich chce „wielkości” – Trump wielkiego muru, Nawrocki wielkiego portu. Problem w tym, że jeden już raz zrujnował Amerykę, a drugi jeszcze nie zdążył rozpakować się w Belwederze, a już rzuca się z paragrafami na konstytucję jak pies na paragony.
Ale spokojnie. W tym całym marszu autorytaryzmu w rytmie disco-polo mamy też bohatera. Premier Donald Tusk – człowiek, który miał już do czynienia z jednym prezydentem, który nie wiedział, gdzie kończą się jego kompetencje i zaczynają cudze. Tusk nie tylko wie, gdzie się kończą – on potrafi tam jeszcze zostawić ładną, europejską wizytówkę. Ze złoconym brzegiem.
Tusk z gracją człowieka, który wie, gdzie w Brukseli podają najlepszą kawę, nie musi krzyczeć, że reprezentuje Polskę. On po prostu to robi. Bez zjazdów w Kolbuszowej, bez pustych przemówień o „suwerenności z zawieszeniem logiki”, bez roszczeń do tronu, którego nigdy nie dostał w zestawie z funkcją.
A że 45,4% Polaków w sondażu uważa, że to rząd powinien mieć decydujący głos w polityce zagranicznej? Cóż, pozostali pewnie jeszcze nie wytrzeźwieli po orędziu prezydenta o Polsce, która nie jest Unią, ale w Unii jest, ale nie jako Unia. Bo wiadomo – Polska to taka Unia solo. Samowystarczalna w logice i geopolityce jak pieczarka w pustyni.
Nie zapominajmy, że konstytucja, ta stara i raczej nudna książka, mówi wyraźnie: rząd prowadzi politykę zagraniczną. Prezydent może reprezentować, owszem – może się pokazać, pomachać, zapozować do selfie z Charlesem Michelem. Ale to premier mówi, co Polska myśli. A Tusk, jako jedyny z całej tej trójki, naprawdę potrafi myśleć.
Dlatego, jeśli ktoś tu ma reprezentować Polskę w Europie, to niech to będzie ten, kto wie, że Bruksela to nie zlot czarodziei, a Berlin to nie wróg, tylko partner. Nawrocki może sobie walczyć o krzesło, ale oby nie pomylił go z elektrycznym.
A Trump? Trump pewnie też chciałby swoje krzesło przy unijnym stole. Może z amerykańską flagą, może z wbudowanym bidetem, może z przyciskiem „zamknij Kongres”. Ale niestety – miejsce dla clowna mamy już zajęte. Nawrocki zameldował się jako pierwszy.
Niedługo: kto zgubił instrukcję do systemu demokratycznego i dlaczego obaj panowie uważają, że są jej autorami.

Dodaj komentarz