TRUMPOLOM DZIĘKUJEMY, CZYLI JAK POLSKA MA ZOSTAĆ CHRZEŚCIJAŃSKĄ PROWINCJĄ FLORYDY

Warszawa

Gdyby Jarosław Kaczyński miałby wybrać między polityczną racjonalnością a religijnym kultem Donalda Trumpa, to bez wahania założyłby togę Ku Klux Klan i wsiadł do Air Force One z plastikowym orłem na czole. Polska, w jego wyobraźni, nie jest częścią Europy. Polska to przedmurze Trumplandii, ostatni bastion chrześcijaństwa, burgerów i baniek informacyjnych.

Zamysł Rady Pokoju Trumpa — ten geopolityczny kabaret, w którym Trump mianował sam siebie dożywotnim Mirotwórcą świata — został przez Kaczyńskiego przyjęty z takim entuzjazmem, jakby właśnie ogłoszono, że Smoleńsk był zamachem. I to nie byle jakim, tylko zorganizowanym przez Merkel, Sorosa i Grzegorza Schetynę.

Jarosław, jak przystało na samotnego demiurga wśród politycznych klonów z zerowym poziomem ironii, zaproponował, by Polska wpłaciła miliard dolarów do tej groteskowej organizacji. Miliard! Cztery miliardy złotych – czyli jakieś dwa programy „Termomodernizacja+”, połowa KPO, albo siedem milionów terapii psychiatrycznych dla ludzi, którzy po ośmiu latach rządów PiS-u próbują wrócić do rzeczywistości.

Ale spójrzmy głębiej. Ten entuzjazm dla Trumpa nie bierze się znikąd. Dla polskiej prawicy — od PiS-u po Konfederackie gady — Trump to nie tylko polityk. To apostoł. Mesjasz. Idol, który może wszystko, bo nie rozumie nic. To człowiek, który pokazuje, że ignorancja może być stylem zarządzania światem.

Europa? Phi. Niemcy? Wróg numer jeden. Unia Europejska? Brukselska dyktatura tęczowych pedantów, którzy chcą nam zabrać węgiel, płeć i papieża. Kaczyński w tym świecie woli siedzieć pod parasolem ochronnym Ameryki – tej Ameryki, którą Trump chce przemienić w korporację religijno-militarną. Kto nie jest z nami, ten nie zasługuje na wsparcie militarne. A kto nie zapłaci miliarda – ten agent Putina, lewaka i Niemca.

I tu wchodzi nasz Nawrocki – cały na biało, choć bardziej pasuje tu kolor brunatny – który nie tyle pełni funkcję prezydenta, co testera autorytaryzmu w wersji demo. Gdyby mógł, zorganizowałby codzienną pielgrzymkę na Jasną Górę połączoną z bitwą kiboli o krzyż z plastiku. I to wszystko przy akompaniamencie hasła „raz sierpem, raz młotem”. Taki klimat: „Młodzież Wszechpolska, ale po liftingu”.

Rada Pokoju, z Trumpem na tronie i Jarosławem w roli kasjera, to nie tylko żart geopolityczny. To realna próba przekształcenia Polski w przedłużenie chorej wizji świata, gdzie demokracja ma być folwarkiem wodzów, a prawo instrumentem wykluczenia. Tęsknota za „twardą ręką” ma tu swoją kaplicę – z przybitym orzełkiem, posypaną kadzidłem i okraszoną hasłem „Bóg, Honor, Trump”.

I choć cały świat patrzy na to z niedowierzaniem, to w Polsce znajdą się tacy, którzy naprawdę uwierzą, że oddanie miliarda dolarów Trumpowi przyniesie pokój. Tacy, co myślą, że amerykańska flaga to lepszy symbol niż unijne gwiazdki. Tacy, którzy nie chcą Europy, bo wolą być prowincją Florydy.

Tylko że my tu żyjemy. My – obywatele. My, którzy nie chcemy być ani gubernią, ani protektoratem. My, którzy pamiętamy, że państwo to nie partyjna parafia, a polityka zagraniczna nie polega na pielgrzymce do Mar-a-Lago.

Polska nie musi być wasalem. I nie będzie – jeśli tylko przestaniemy słuchać tych, którzy uważają Trumpa za proroka, a Kaczyńskiego za jego namiestnika.

Nie, dziękujemy. Bierzcie swoją Radę, swoje miliardy i swoje banialuki. My chcemy Europy. Prawa. Rozsądku.

I kawy, bez piany z ust.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights