
Donald Trump wrócił na scenę światową i – jak to ma w zwyczaju – zrobił z niej cyrk. Gdzie inni mówią o pokoju, wartościach i prawach człowieka, tam Trump wnosi własny prompter (który i tak mu się zepsuł), swoje niekończące się ego i przekonanie, że Nobla powinni mu wysyłać co roku kurierem, najlepiej z fakturą VAT.
Wystąpienie 45. i 47. prezydenta USA (bo tylko on potrafi być sobą dwa razy) na forum ONZ było mieszanką stand-upu, kazania teleewangelisty i promocji własnej marki. „Zakończyłem siedem wojen!” – chwalił się, jakby zbierał punkty lojalnościowe w McDonald’sie. „To była najłatwiejsza wojna, bo znam Putina” – dodał. Tak, oczywiście. A ja znam fryzjera, więc pewnie mógłbym zakończyć kryzys łysienia na całym świecie.
ONZ nazwał „fabryką pustych słów”. Trump, który sam potrafi wypluwać puste zdania szybciej niż blender rozdrabnia banany, zarzuca innym, że gadają za dużo. To trochę jakby fryzjer Donalda śmiał się z cudzych włosów.
Najbardziej rozczulające było jego skromne stwierdzenie: „Nie chodzi mi o nagrody, chodzi mi o ratowanie ludzi”. Tak, Donaldzie, oczywiście. To dlatego pół przemówienia poświęciłeś temu, że Pokojowa Nagroda Nobla już dawno powinna stać na twoim stoliku nocnym obok cheeseburgera i zdjęcia samego siebie w złotej ramce.
A klimat? „Największy szwindel w historii świata”. Cóż, Trump wie, co mówi – jako człowiek, który sam jest chodzącym szwindlem. Ślad węglowy nazywa oszustwem, a sam zostawia za sobą ślad perfum, sprayu do włosów i śmigłowców, których zużycie paliwa mogłoby ogrzać pół Ukrainy zimą.

Polska delegacja oczywiście była obecna. Karol Nawrocki i Radosław Sikorski robili sobie wspólne selfie, jakby przyjechali na koncert disco polo, a nie debatować o pokoju światowym. Nawrocki w roli prezydenta przypominał szkolnego prymusa, który nagle trafił na bal u dyplomatów – minę miał poważną, choć ręce chyba nadal swędziały od czarnej koszulki kibola. Sikorski za to z uśmiechem objaśniał mu, kto jest kim, jak przewodnik oprowadzający wycieczkę po zoo.
I tak oto świat oglądał kolejny odcinek telenoweli „Trump kontra rzeczywistość”. Kiedy Guterres mówił o głodzie, bombardowaniach i prawach człowieka, Trump rozważał, czy cła na Rosję powstrzymają rozlew krwi szybciej niż nowy golfowy resort w Szkocji. Bo w jego świecie wojny kończy się jak reality show – wystarczy jeden podpis, kilka selfie i transmisja live.
ONZ miało być sceną dla Narodów Zjednoczonych. A wyszło jak zwykle: jeden klaun, miliony widzów i ocean pustych słów, które – paradoksalnie – padły z ust największego producenta pustosłowia w XXI wieku.

Dodaj komentarz