


Wyobraźmy sobie scenę. Donald Trump, złotowłosy demiurg absurdu, zwołuje Radę Pokoju — organizację o nazwie tak groteskowej, że nawet ONZ z jej wiecznymi oświadczeniami typu „wyrażamy głębokie zaniepokojenie” wygląda przy tym jak szwajcarski zegarek dyplomacji. Zaprasza Putina, Łukaszenkę i Karola Nawrockiego. Trzech jeźdźców geopolitycznego kabaretu. W pakiecie miliard dolarów wpisowego. Promocja: zbrodnie wojenne gratis.
Nawrocki, którego kontakt z rzeczywistością jest tak sporadyczny, jak wizyty Macierewicza na planecie Ziemia, robi minę, jakby ktoś mu właśnie wręczył zaproszenie na bal maskowy w bunkrze Stalina. Dzwoni do Tuska. Tak, tego Tuska, którego do tej pory ignorował z wyższością prowincjonalnego króla w operetce. I prosi o opinię. Nagle przypomina sobie, że za politykę zagraniczną odpowiada rząd. Odkrycie na miarę Kopernika, tylko że Kopernik nie potrzebował do tego Putina i Trumpa w roli katalizatorów.
Premier Tusk, cierpliwy jak bibliotekarz w klasie ADHD, odpowiada rzeczowo: nie ma zgody, nie ma podpisu. I bardzo dobrze, bo zdjęcie Nawrockiego uśmiechniętego w objęciach z Putinem i Trumpem byłoby gwoździem do trumny resztek zdrowego rozsądku w polityce zagranicznej RP.
Ale show must go on. Nawrocki jedzie na inaugurację Rady, jako gość, nie członek. Pojawia się, pokłoni, zrobi selfie z Orbanem, który jako jedyny przyjechał z UE i już. Dla Trumpa to jak występ supportu przed właściwym kabaretem. Dla Nawrockiego – ulga. Nie musiał się obściskiwać z Władimirem.
Trump zaś, z manierą człowieka, który pomylił politykę z reality show, obraża sojuszników z NATO. Mówi, że niepotrzebni, że stali z tyłu. Tylko zapomniał, że z „tyłu” zostali m.in. martwi brytyjscy i włoscy żołnierze. Premierzy tych państw wściekli jak rottweilery po diecie. Meloni, dotąd sojuszniczka PiS, publicznie wyciera Trumpem podłogę.
Nawrocki milczy. Pisze po kilku dniach o bohaterach z Afganistanu. Tusk za to wbija szpilę: „wstańcie z kolan” – nawiązując do pisowskiej narracji. Odpowiedź Nawrockiego? „Pan klęczy od Berlina po Moskwę”. O, jakże błyskotliwie. Może następnym razem ułoży jeszcze rymowankę.
A potem wchodzi on, cały na beżowo — ambasador USA w Polsce. Tom Rose. W swoim wpisie, który prawdopodobnie redagował duch Johna Wayne’a pod wpływem melisy, oznajmia, że Trump to największy przyjaciel Polski, Nawrocki to bohater, a Tusk to filar sojuszu. Nikt nie wie, co ten człowiek czytał i w jakim języku. To już nie dyplomacja, to komunikaty z innego wymiaru. Takiego, gdzie granicę między śmiesznością a serwilizmem zatarł kataklizm propagandy.
W efekcie powstał obraz skrajnie niepokojący: Polska, pozycjonowana jako przyjaciel Putina przez skojarzenie z Radą Pokoju, zmierza niebezpiecznie blisko osi chaosu. Udział w tej grotesce, nawet symboliczny, to nie tylko kompromitacja. To geopolityczne samobójstwo w odcinkach. Dziś Rada Pokoju, jutro Forum Przyjaźni z Ramzanem Kadyrowem i ceremonią rozdania orderów za „spokój w Czeczenii”.
Za kulisami toczy się inna walka. O mundurówkę. Nawrocki chce położyć swoje ambicjonalne łapska na SOP i służbach. Wysyła sygnały: awanse, spotkania, blokady. Wszystko po to, żeby SOP wiedział, kto tu jest nowym szeryfem. Kiedy skradziono lexusa premiera, SOP dał pokaz jak nie chronić VIP-ów. Kierwiński wścieka się i chce zwolnić szefa SOP. Prezydent – odmawia. Bo mu się akurat opłaca. Zaczyna grać na siebie.
To nie jest już tylko teatr. To reality show z polityczną krwią na scenie.
A w kącie stoi Hołownia. Chłopiec z kazalnicy, który chciał być prezydentem, a teraz próbuje odzyskać partię, którą sam założył i którą sam rozmienił na drobne. W jego partii dzieje się tyle, że Netflix powinien kupić prawa.
Czat „2026”, tajna grupa „szymonitów”, propozycje: wyrzucić kandydatów na zbity pysk, zmniejszyć klub, zrobić zamach stanu na statut. Gdyby Rada Krajowa była przedszkolem, opiekunka zadzwoniłaby po rodziców.
Hołownia, który jeszcze kilka miesięcy temu chciał być papieżem ONZ, dziś próbuje być Jarosławem Kaczyńskim wersja 2.0. Tylko bez charyzmy, bez elektoratu i z poczuciem humoru Marty Cienkowskiej, która napisała: „jebać media”. Ot, nowa twarz umiarkowanego centrum.
Ktoś powinien im wszystkim wysłać broszurkę: „Demokracja dla opornych”.
I w tym wszystkim Tusk. Człowiek, który, nie wiedzieć kiedy, został jedynym dorosłym w tym pokoju. Prezydent bawi się w geopolitykę z Trumpem. Polska 2050 bawi się w „House of Cards” w wersji na TikToka. Konfederacja milczy, bo nie zna języków obcych. A PSL… cóż. PSL jak zwykle tańczy w tle, czekając kto zapłaci za muzykę.
I tylko pogoda zimna, jak spojrzenie Tuska na Nawrockiego. A śnieg? Śnieg pada na wszystkich równo. Ale nie każdy potrafi po nim chodzić.
(Następny felieton pojawi się, gdy znowu uznam, że rzeczywistość jest zbyt absurdalna, by ją zostawić bez komentarza. Czyli: później.)

Dodaj komentarz