
Czyli jak prawica przesiadła się z Pendolino Unii Europejskiej do czołgu jadącego prosto w ścianę
Na scenie bazy wojskowej w Quantico, otoczeni setkami generalskich pagonów i policyjnych brzuszków z demobilu, wystąpili dziś Donald Trump i jego osobisty sekretarz wojny – Pete Hegseth, czyli Pentagonowy Gandalf w wersji macho. I było to, jak zwykle w ich przypadku, wydarzenie łączące cechy kazania, stand-upu, instruktażu survivalowego i kabaretu dla uzbrojonych władców chaosu.
Trump stanął przed mikrofonem jak kaznodzieja apokalipsy, gotów ogłosić, że oto zaczynamy wojnę o pokój, a największym zagrożeniem dla ludzkości nie są bomby, tylko… poprawność polityczna i europejska fotowoltaika. NATO? Przeżytek. ONZ? Dziecinada. Unia Europejska? Obozowisko genderowych elfów i migrantów w crocsach.

PETE „KONIEC Z TYM G***EM” HEGSETH, SEKRETARZ WOJNY I DYREKTOR ARTYSTYCZNY PARANOI
Wchodzi Hegseth. Jego przemówienie brzmi jak monolog wściekłego trenera personalnego, który właśnie odkrył, że jego siłownia została przekształcona w schronisko dla osób niebinarnych. “Koniec z miesiącami tożsamości!” – grzmi. “Koniec z brodami! Koniec z facetami w sukienkach!” – wrzeszczy. W jego wizji armia USA powinna być jak z filmu Michaela Baya: biała, muskularna i z montażem w slow motion.
Zapowiedział, że od teraz „Departament Wojny będzie się zajmował wojną”, co wywołało szok u niektórych generałów, którzy jak dotąd sądzili, że ich obowiązkiem jest raczej zarządzanie kalendarzem Pride Month i kampaniami o recyklingu w bazach wojskowych. „Nie chcę, żeby mój syn służył z grubymi żołnierzami” – dodał. Aż strach pomyśleć, że jego ulubioną postacią Disneya mógłby być Gaston.
DONALD “NUKLEARNE N” TRUMP: WYSŁAŁEM ŁÓDŹ, ŻEBY ROSJA NIE MYŚLAŁA
A potem wraca Trump, cały na pomarańczowo. Z czułością opowiada, jak wysłał okręt podwodny w okolice Rosji, bo ktoś gdzieś coś wspomniał o “broni nuklearnej”, czyli – jak powiedział – „jednym z tych słów na N, których nie można używać”. Ciekawe, jakie jest to drugie. Można się tylko modlić, żeby nie było w słowniku Scrabble.
Jak zwykle u Trumpa, show składa się z połowy faktów, jednej trzeciej osobistego mitu i reszty zbudowanej z piany megalomanii. Powiedział, że zakończył już siedem wojen. Nie wiadomo które, ale być może chodziło o wojny domowe we własnej partii, z Twitterem i z logiką. A wojna w Ukrainie? “Myślałem, że załatwię ją z Putinem w tydzień. Powiedziałem mu: 'Czy jesteś papierowym tygrysem?’” – oznajmił z powagą czapki z foli aluminiowej.
W tej chwili Donald Trump przypomina mniej prezydenta, a bardziej narratora z postapokaliptycznego audiobooka, w którym każdy rozdział kończy się słowami “a potem wysadziłem świat dla jego własnego dobra”.
KACZYŃSKI I NAWROCKI – BILET DO AMERYKI BEZ GWARANCJI ZWROTU
Tymczasem w Polsce Trumpowi kibicują jak dojrzałe dzieci kibicujące swojemu idolowi z kreskówki. Karol Nawrocki, który myśli, że UE to jakaś podstępna reinkarnacja Związku Radzieckiego w wersji LGBTQ+, ogłosił, że Trump ma rację, a Europa to ideologiczny obóz zagłady wartości chrześcijańskich, gospodarczych i rolniczych (w tej właśnie kolejności).
Kaczyński zaś przemierza kraj, rozdając Amerykański Sen jak ulotki – zaprasza do świata, w którym Polska będzie suwerenną wyspą w globalnym oceanie nonsensu. Świata, w którym patriotyzm mierzy się ilością sojuszy z krajami, które mają broń jądrową i nikogo nie pytają o zdanie. Droga do Pax Americana – mówi – nie jest jeszcze dokładnie sprecyzowana. Co w tłumaczeniu z nowomowy znaczy: „Nie mamy planu, ale mamy hasła.”
EUROPA: STARA, BRZYDKA, ALE JEDYNA, KTÓRA TRZYMA SIĘ KUPY
Czy Unia Europejska to idealna organizacja? Oczywiście, że nie. Czasem działa jak Windows XP na komputerze z 2025 roku – opóźniona, przegrzana i co chwilę potrzebująca aktualizacji. Ale przez dwie dekady dawała Polsce rozwój, pokój i trochę więcej sensu niż pomysł, żeby oddać los kraju w ręce alt-prawicowych youtuberów i ludzi, którzy uważają, że globalne ocieplenie to spisek kartografów.
Polska prawica wybiera Trumpa, bo to łatwiejsze niż reforma Unii. Bo wymachiwanie flagą USA jest wygodniejsze niż pisanie nowego traktatu. Bo fantazja o wielkim, twardym Tatusiu zza oceanu jest bardziej ekscytująca niż żmudna codzienność europejskich kompromisów.
PODSUMOWANIE: NUKLEARNA MARCHEWKA, GRUBI ŻOŁNIERZE I PAPIEROWY TYGRYS
W Quantico pokazano dziś wizję świata, w której liczy się siła, duma i narracja jak z filmu akcji z lat 80. W Polsce – ta wizja ma swoich fanów. Problem w tym, że nie da się zbudować polityki zagranicznej na fanfiction Donalda Trumpa i retoryce człowieka, który myli atomowy okręt z narzędziem PR.
Nie trzeba kochać Unii, żeby rozumieć, że alternatywa, jaką proponuje duet Trump–Hegseth–Nawrocki–Kaczyński, to nie Plan B. To Plan Z – jak Zagłada sensu.
Dziękujemy za uwagę. Brody zgolić. Unii nie ruszać.

Dodaj komentarz