
(Czyli jak spotkanie dwóch nadmuchanych lalek może nas wszystkich wypuścić w powietrze)
Szanowni Państwo,
czy jesteście gotowi na geopolityczny stand-up dwóch mężczyzn, którzy mylą własne ego z konstytucją? Świetnie. Już jutro w Białym Domu odbędzie się spektakularne spotkanie Donalda „Złote Windy” Trumpa z Karolem „Uderz Mnie Jeśli Potrafisz” Nawrockim. Tak, wiem, brzmi to jak zapowiedź walki wieczoru na gali freak fight, ale spokojnie – to tylko przyszłość demokracji.
Gdyby rozum był walutą, obaj panowie musieliby brać kredyt.
Trump – milioner bankrut, egocentryk z makijażem jakby zasnął na marchewce, człowiek, który najpierw próbuje zostać królem Ameryki, a potem udaje, że to była „wizja”. Jego amerykańska wersja monarchii oparta jest na trzech filarach: Fox News, Twitterze (pardon – X) i głębokim przekonaniu, że wszystko co nie jest nim, to fake news.
Nawrocki – bokser bez walk, kibol bez klubu, prezydent bez kompetencji. Facet, który wyciągnął z IPN-u nie tylko teczki, ale i ego wielkości Stadionu Narodowego. Gdyby patriotyzm mierzyć decybelami, byłby hetmanem WszechŚwiata. Ale niestety, Konstytucja nie działa jak megafon.
I tak oto spotykają się: Trump, który chce dostać Pokojowego Nobla za rozpalanie świata zapałkami z własnej retoryki, i Nawrocki, który szuka reparacji od Niemiec z takim samym zapałem, z jakim jego fani szukają logiki w jego przemówieniach.
To nie będzie rozmowa. To będzie teatr dwóch samozwańczych Cezarów, którzy myślą, że historia zaczęła się wraz z ich selfie.

Gabinet Owalny zamieni się jutro w Owalny Cyrk. Po jednej stronie biurka zasiądzie człowiek, który zna jedynie trzy kolory (biały, czerwony i bardzo biały), po drugiej – mężczyzna, który nauczył się polityki z trybun stadionowych, gdzie głównym językiem są przekleństwa i dym z rac.
Trump zapewne powie, że „słyszał, że Karol robi fantastic job„, choć nikt nie wie, co to dokładnie znaczy – może to o reparacjach, może o tym, że potrafi wymówić „sojusznik” bez zająknięcia. Nawrocki z kolei odpowie jak zawsze: napuszonym zdaniem, które zaczyna się od „w imię prawdy historycznej”, a kończy brakiem sensu.
Obaj mają plan. A my? My mamy popcorn.
A teraz najlepsze: na to spotkanie z Trumpem nie pojedzie z Nawrockim nikt z rządu. Żaden minister, nikt z MSZ, nawet ambasador uznał, że ma w tym czasie coś lepszego do roboty, np. prasowanie skarpetek lub przewracanie oczami. Zostaną tylko mądrale z Kancelarii Prezydenta – ci sami, którzy mylą strategię dyplomatyczną z memem na Facebooku. Strach się bać, co oni wymyślą. Może spróbują podarować Trumpowi album z „Najpiękniejsze momenty IPN-u” albo zaproponują wspólną ustawę o zakazie empatii.

Na szczęście gdzieś z boku – z dala od tego politycznego kabaretu – dojdzie do spotkania Marka Rubio z Radosławem Sikorskim. Jest szansa, że ktoś kompetentny spróbuje pozamiatać szkody i przekonać Amerykanów, że Polska to jednak nie tylko stand-up polityczny. Sikorski, niczym dyplomatyczny Zorro, może jeszcze wyjąć z szafy maskę zdrowego rozsądku.
Bo widzicie, drodzy Państwo: autorytaryzm nie zawsze wchodzi z czołgami. Czasem zaczyna się od tego, że dwóch facetów z przerostem formy nad treścią siedzi naprzeciw siebie i klepie się po plecach, mrucząc o „wielkiej misji”.
Trump i Nawrocki mają plan. A my?
My mamy konstytucję, zdrowy rozsądek i niestety… coraz mniej okazji, żeby ich użyć.

Dodaj komentarz