
Donald Trump znów przemówił. Tym razem znowu nie do ludzi, tylko do własnego lustra. To lustro musi być wytrzymałe, bo znosi więcej bzdur niż antena Fox News.
Pytany o granice swojej władzy, odpowiedział: „Moja własna moralność. Moje własne zdanie”. To jakby King Kong zapytany o zasady ruchu drogowego powiedział: „Nie przechodzę na czerwonym, jeśli nie chce mi się iść”. Oto prezydent, który pomylił demokrację z reality show, a państwo z polem golfowym.
Dla Trumpa świat to gra w Monopoly prowadzona przez pijanego miliardera w czapce z alpaki. Geografia nie istnieje. Moralność to przeszkoda. Logika? Zbanowana. Zostało tylko jego niepohamowane pragnienie posiadania. Chce Grenlandii. Bo biała. Bo duża. Bo jego ego zrobiło się głodne jak sum w stawie bez ryb.
„Własność jest bardzo ważna” – mówi ten prymityw z fryzurą przypominającą zmęczonego szopa. I chce wyspy, bo „psychologicznie potrzebuje jej do sukcesu”. To nie żart. On naprawdę wierzy, że sukces mierzy się w hektarach lodu. Aż strach pomyśleć, co się stanie, gdy zobaczy Antarktydę.
Trump nie potrzebuje prawa międzynarodowego. Bo ma własne. Napisał je flamastrem na serwetce w Mar-a-Lago. Nazywa się Doktryna Ja Jestem Wszystkim. Świat może sobie krzyczeć. ONZ może wywieszać plakaty. Europa może się „ogarnąć”, jak radzi ten nierozgarnięty patus z atomowym guzikiem. On ma swoje selfie z mapą świata, na której wszystko jest oznaczone jako „do kupienia”.
Iran? Demonstranci giną. Internet wyłączony. Trump grozi interwencją jak pijany wujek przy stole – nie wiadomo, czy rzuci się z pięściami, czy tylko beknie. Amerykańska armia zbiera się wokół Zatoki Perskiej. Tankowce, drony, samoloty. Dekoracje do nowego sezonu serialu „Jak zniszczyć Bliski Wschód w trzy dni”.
Wenezuela? Maduro wyciągnięty jak zdechły szczur z kanału. Ropa zabezpieczona. Trump się cieszy. Powiedział: „Wyciągniemy z ziemi ogromne bogactwa”. Nie kryje się z niczym. Nie owija w bawełnę. Owija w dolary. Oto polityka zagraniczna według najgłupszego kelnera w restauracji z napalmem.
Grenlandia? Śliczna. Biała. Duża. Idealna do postawienia na niej wielkiego napisu TRUMP. Bo przecież ego trzeba gdzieś ulokować. W USA już nie ma miejsca. I tak ciągle słychać echo.

Europa? Cyrk w trzech aktach. Cypr robi numery z umową Mercosur, jakby był magikiem na odwyku. Parlament Europejski pominięty. Niemcy udają, że deszcz pada. Polska i Francja wyją z oburzenia, ale wszyscy wiedzą, że to tylko teatrzyk. Ursula von der Leyen pakuje się do Paragwaju, jakby miała ratować świat, a nie podpisywać papier z dziurą w demokracji.
Rosja? Putin wyciąga z szuflady rakietę Oresznik. Hipersoniczna. Leci na Ukrainę. Kijów i Lwów znowu płoną. Ludzie chowają się w piwnicach. Dzieci nie mogą spać. A w Moskwie Putin gra w szachy sam ze sobą i ciągle wygrywa.
Dwa tankowce płyną do Rosji. Objęte sankcjami. Niby bezpańskie. Niby przypadek. Jakby mafia paliwowa dostała dyplomy z prawa międzynarodowego i zaczęła nimi napędzać tankowce.
Trump w tym wszystkim pływa jak tłusty rekin w basenie z wodą święconą. Zamiast strategii – instynkt. Zamiast wartości – interes. Zamiast sumienia – TikTok z filtrem.
A najgorsze? To działa. Jego brutalność, jego prostactwo, jego bezczelność tworzą tarczę. On nie jest hipokrytą. Jest czystym, nagim interesem owiniętym w amerykańską flagę. I wielu ludzi to kupuje. Bo jest głośny. Bo mówi wprost. Bo nie udaje. Tylko że nie udaje także człowieka.
To prezydent, który zachowuje się jak worek ziemniaków, który nauczył się mówić „America First”. Tyle że ta Ameryka jest jego. Prywatna. Wyjęta z kieszeni. Mały świat dla wielkiego narcyza.
I co dalej? Trump kupi Księżyc. Putin podpali Marsa. Europa podpisze pakt z Saturnem. Świat zamieni się w mapę z kreskówki, na której idioci grają w domino z krajami.
Wszyscy tęsknimy za hipokryzją. Bo przynajmniej kiedyś udawano, że prawo coś znaczy. Dziś nie udaje już nikt. Trump mówi wprost. Jest jak brudna szyba: nic nie ukrywa, ale też nic nie widać.
Witamy w epoce geopolitycznej farsy. Reżyser: Trump. Aktorzy: wszyscy. Kurtyna? Jeszcze nie opadła. Ale czuć już zapach spalenizny.
Miłego dnia.

Dodaj komentarz