
Czy da się przerwać międzynarodowy szczyt, by zadzwonić do Putina z pytaniem „co tam?” Oczywiście, że tak – pod warunkiem, że nazywasz się Donald J. Trump, jesteś prezydentem USA i uważasz, że świat to twój reality show, a pokój światowy da się osiągnąć przez „silny uścisk dłoni” i jeszcze silniejsze selfie.
Spotkanie w Białym Domu, które z gracją słonia w składzie porcelany moderował Trump, zakończyło się mieszanką niejasnych obietnic, złotych cytatów i ogólnego poczucia, że każdy obecny lider powinien dostać dyplom za cierpliwość.
Trump, którego mózg działa na tej samej zasadzie co generator losowych motywacyjnych cytatów, pochwalił Zełenskiego za „fantastyczną fryzurę” i Macrona za to, że „nigdy nie przestał być Francuzem”. Następnie przerwał spotkanie – jakby ktoś właśnie wywiesił przecenę na złote zasłony – żeby wykonać bardzo ważny telefon do Władimira Putina. Tak, tego Putina. Tego od inwazji, zbrodni wojennych i memów o stole dłuższym niż dystans społeczny w pandemii.
Po 40 minutach telefonicznej „konstruktywnej rozmowy”, jak powiedział Kreml, Trump ogłosił, że rozpoczął przygotowania do trójstronnego spotkania: Putin, Zełenski i jego Wysokość Trump Pierwszy – Król Rozwiązań Globalnych.
Zabrakło tylko zaproszenia dla Oprah i transmisji na Netflixie.
Podczas gdy europejscy przywódcy jeszcze trawili fakt, że Trump planuje wymusić pokój metodą „jestem przekonany, że Putin chce zrobić mi prezent”, Ukraina znów była ostrzeliwana przez rosyjskie drony. Ale nie martwcie się – Trump powiedział, że wszystko idzie świetnie, a to przecież musi oznaczać, że jesteśmy o krok od pokoju. Lub kolejnego bankructwa.
Kanclerz Niemiec Friedrich Merz, który wyglądał na człowieka próbującego z gracją połknąć całą szklankę absurdu, zaznaczył, że nie ma mowy o oddawaniu ukraińskiego terytorium, chyba że Ukraina sama tak zdecyduje. I nie, USA nie będzie licytować Donbasu w zamian za dobre recenzje na Truth Social.
Zelenski? Wyglądał jak człowiek, który przetrwał wojnę, a teraz musi jeszcze przetrwać rozmowę z Trumpem. Wierzył w „rozmowy o pokoju”, choć zapewne w jego głowie brzmiało to bardziej jak „rozmowy o tym, jak nie dać się sprzedać w pakiecie z hotelowym apartamentem Trump Tower na Krymie”.
Podsumowując: Trump poprowadził szczyt, który przypominał bardziej zjazd gwiazd formatu „tańczyli z polityką” niż poważną konferencję międzynarodową. Po wszystkim ogłosił, że nadchodzi wielki przełom. Może w jego kalendarzu astrologicznym.
Świat czeka. Europa oddycha płytko. Ukraina zaciska pięści. A Donald Trump… pisze kolejne tweety o tym, jak Putin „naprawdę go lubi” i że może powinien dostać pokojowego Nobla.
Tak. Jasne. I jeszcze Oscara za reżyserię.

Dodaj komentarz