SZKODLIWA RADA, SZKODLIWY DZIEŃ, SZKODLIWY PREZYDENT

Warszawa

Jeśli piątek to dzień chaosu, to Karol Nawrocki właśnie wynalazł jego nową jednostkę miary. Możemy od dziś liczyć piątki nie kalendarzem, ale ilością wybuchowych absurdów, które serwuje nam Pałac Prezydencki. A dziś? Dziś wysadził wszystko. Włącznie z własnym autorytetem. O ile coś z niego jeszcze zostało po tym, jak zrobił z urzędu prezydenta coś pomiędzy Biurem Śledczym ds. Wszczynania Wojen z Rządem a schroniskiem dla politycznych sierot z PSL-u i Konfederacji.

RADA PRZYBOCZNA: STRAŻNICY BEZ KOMPETENCJI

Witamy w świecie Rady Parlamentarzystów. Rada Przyboczna Jego Absurdalności. Siedem osób – w tym dwie posłanki PSL (czyli partii, która obraca się szybciej niż karuzela w parku rozrywki na dopalaczach), dwie postacie z Konfederacji (czyli ideologicznego śmietnika), oraz szefowie projektów „PiS odgrzewany” – vel Sęk i Horała. Do tego Paulina Matysiak, w roli alibi. Komedia? Farsa? Nie, Polska.

Rzekomo chodzi o dialog. O „prawo przyjazne obywatelom”. Zebrali się więc politycy, których obywatel na oczy nie chce już oglądać. To jakby zebrać grupę kucharzy odpowiedzialnych za zatrucie pół miasta i poprosić ich o stworzenie nowego menu. Tymczasem Nawrocki z miną filozofa z Żoliborza cytuje samego siebie: „Pałac Prezydencki powinien być miejscem porozumień polityków młodego i średniego pokolenia”. W tłumaczeniu na polski: mamy teraz Radę Zbędnych Posłów z Dziwnych Miejsc, która będzie doradzać prezydentowi, jak zablokować kolejne ustawy, których nawet nie przeczytają.

MISTRZ WETA: TRZY CIOSY, ZERO KONSEKWENCJI

Ale to dopiero początek tej groteski. W ciągu jednego dnia Nawrocki:

  • zawetował trzy kluczowe ustawy (czyli znów powiedział „nie” rozwojowi, racjonalności i Unii Europejskiej);
  • ogłosił się nieoficjalnym ambasadorem przy Donaldzie Trumpie, co samo w sobie jest jak przyznanie się do choroby dyplomatycznej;
  • ogłosił Radę Parlamentarzystów, która wygląda jak casting do „Tylko taniec”, tylko nikt nie tańczy i wszyscy mają coś przeciwko rzeczywistości;
  • i jeszcze zdążył spotkać się z Donaldem Tuskiem, po czym wysłał swojego rzecznika, by obwieścił, że w sprawach międzynarodowych USA należą do Karola.

Weto nr 1 – ustawa o usługach cyfrowych. Miała chronić dzieci i użytkowników przed treściami nielegalnymi w internecie, wdrażając europejskie prawo. Ale Karol Nawrocki, miłośnik wolności słowa w wersji „dla każdego foliarza po trzy posty dziennie”, uznał, że to zagrożenie dla demokracji. Nawet organizacje broniące praw dzieci apelowały do jego żony, by przemówiła mu do sumienia. Nic nie pomogło. Bo Karol wie lepiej. Nawet od psychologów dziecięcych.

Weto nr 2 – zmiany w ustawie o Narodowym Centrum Badań i Rozwoju. Argument? „Nauka ma być dla naukowców, nie polityków”. Piękne. Pochodzi z ust człowieka, który właśnie powołał do swojej Rady ludzi, którzy mylą uniwersytet z youtubowym kanałem o płaskiej Ziemi.

Weto nr 3 – pakiet deregulacyjny, w tym zmiany w kodeksie cywilnym i przepisach ubezpieczeniowych. Bo rzekomo wzmacnia duże korporacje. Czyli Karol w trybie Robin Hooda: zamiast kraść bogatym i dawać biednym, po prostu wetuje wszystko i zostawia wszystkich z niczym.

TUSK: DYPLOMACJA I ŚWIĄTECZNY HERBATA PARTY

Donald Tusk, który ma cierpliwość buddyjskiego mnicha, starał się z tego dnia wyciągnąć coś konstruktywnego. Mówił o bezpieczeństwie, o Ukrainie, o tym, że trzeba rozmawiać – i że atmosfera była dobra. Szkoda, że nie dodał, że była dobra jak przy herbacie u cioci, która potem dzwoni do wszystkich sąsiadek i mówi, że się jednak zawiodła.

Niech nas nie zmyli kurtuazja. Spotkanie miało pokazać jedność w sprawach strategicznych. Zamiast tego dostaliśmy briefing rzecznika prezydenta, który oznajmił, że wszystko, co związane z rozmowami z USA – to domena Karola Nawrockiego. Trump? Jego. Grenlandia? Też. Skoro już jesteśmy przy bajkach, to czemu nie? Karol i jego magiczna domena. Tusk? Został z Europą. Zajmującą się takimi nieistotnymi sprawami jak realna wojna.

MERCOSUR, ROLNICY I SYMBOLICZNE SHOW

I nie zapomnijmy o wielkim piątkowym show z rolnikami. Protesty w Warszawie, gniew na umowę z Mercosurem, obawy o zalanie rynku tanim jedzeniem z Ameryki Południowej – wszystko to realne, ważne i gorące. A Karol? Karol otworzył Pałac. Bo przecież trzeba było zrobić zdjęcie z ludem. Przemówić. Poklepać. Choć nie miał żadnych kompetencji, by cokolwiek zmienić. I nie miał zamiaru ich zdobyć. Ale był. Znowu. Obecny. Jak watermark na fatalnym zdjęciu: nie da się go usunąć, ale nic nie wnosi.

A W ŚWIECIE? GRANICE ABSURDU SĄ ELASTYCZNE

Na arenie międzynarodowej również było dynamicznie. Trump flirtuje z ideą kupienia Grenlandii, USA grożą Wenezueli, a w Iranie znowu gotuje się polityczny garnek. W tle nowe napięcia w NATO, komentarze o końcu sojuszu, który miał być wieczny. A my? My z nowym podziałem zadań – Karol bierze Trumpa, Tusk resztę świata.

Gdzieś w tle kompromitacja z reformą Inspekcji Pracy, obawy o utratę nawet 20 miliardów złotych z KPO, bo znów ktoś się pokłócił o to, czy państwo ma działać czy nie. Plus newslettery, skandale, felietony i wnioski o kolejny reset w PiS. Czyli: klasyczny piątek.

KAROL NAWROCKI, PATRON CHAOSU

A Nawrocki? Cóż. Występuje w tym serialu jako bohater drugiego planu, który myśli, że to jego produkcja. Który próbuje grać w House of Cards, ale myli scenariusz z bajką „O chłopcu, który wetował za dużo”. I którego historia zapamięta nie jako męża stanu, tylko jako męczennika własnego ego.

Piękny dzień. Polska w pigułce. Państwo w ruinie, ale przecież dialog trwa.

Piątek. Dzień chaosu. I Karol Nawrocki, jego patron.

Niech się święci.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights