
Zaczęło się od wycia syren w Świdniku i Chełmie. Ludzie wybiegli na balkony, psy szczekały, koty zeskakiwały z parapetów, a sąsiad spod piątki przysięgał, że to pewnie znowu próbna ewakuacja na rocznicę straży pożarnej. Tym razem nie. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa grzmotnęło w telefony: „Zagrożenie atakiem z powietrza”. Drony znów wlazły nam w kraj jak pijany wujek na weselny parkiet – bez zaproszenia i z hukiem.
No cóż, trzeba się przyzwyczaić. Tak jak w latach 80. człowiek się przyzwyczajał, że w sklepie jest ocet i musztarda, tak teraz oswoimy się z syrenami i dronami. Zresztą – może w przyszłości będą sprzedawane w Lidlu jako bonus do sobotnich promocji.
LIST TRUMPA – KABARET Z TRAGEDIĄ W TLE
W tym samym czasie zza oceanu przyszedł list. Nie, nie do Mikołaja, tylko od Donalda Trumpa. Wysłał go do całego NATO. Ton taki, że człowiek się zastanawia, czy pisał to prezydent mocarstwa, czy student po sesji w akademiku.
Trump ogłosił, że to nie wojna Putina, tylko „wojna Bidena i Zełenskiego”. On sam zaś chętnie nałoży sankcje na Rosję… ale dopiero wtedy, gdy wszyscy przestaną kupować ropę od Moskwy. Logika godna szachisty, który zaczyna partię od pytania: „Kto da mi piątaka na pionka?”.
Dołożył jeszcze opowieść, że Chiny trzymają Putina w kieszeni, a wysokie cła to sposób na pokój w Europie. To już nawet dzieci w przedszkolu wiedzą, że jak się płaci bandycie haracz, to nie zyskuje się pokoju, tylko kolejną wizytę w ciemnym zaułku.
DRONY I DEZINFORMACJA – ATAK PODWÓJNY
Rosyjskie drony to jedno. Ale obok nich przyleciała druga fala – dezinformacja. Internet zaroił się od teorii, że to Ukraina chciała nas sprowokować, że Putin przecież kocha gołębie pokoju i że to pewnie NATO samo do siebie strzela.
Cel był prosty: wbić nam do głów, że pomagając Ukrainie, sami się prosimy o kłopoty. A potem posiać panikę, żebyśmy zaczęli myśleć jak sąsiad spod sklepu: „A po co ta wojna, może niech Putin weźmie kawałek, bylebyśmy mieli spokój”. Na szczęście – póki co – społeczeństwo w większości odporne. Ale takich syren jeszcze posłuchamy.
PIENIĄDZE, UKRAIŃCY I „NISKIE MILIARDY”
W tym wszystkim nasz rząd postanowił jeszcze przyciąć 800+ dla ukraińskich dzieci. Minister finansów, Andrzej Domański, wyliczył, że to da „kilka niskich miliardów”. Problem w tym, że… tych dzieci po prostu tylu nie ma. Matematyka zemściła się na rządzie szybciej niż memy na TikToku.
Nie chodziło o budżet, chodziło o politykę. O to, żeby zagrać pod antyukraińskie nastroje. I udało się – bo przecież rosyjskie media od razu podały to jako dowód, że Polska się odwraca od sąsiadów. To jest właśnie ta „wojna hybrydowa”: jeden dron nad Lubelszczyzną i jedna ustawa w Sejmie, a efekt jak po całej dywizji.
CHARLIE KIRK – ŚMIERĆ I HIPOKRYZJA
Za oceanem zastrzelono Charliego Kirka, idola skrajnej prawicy, przyjaciela Trumpa, człowieka, który wolność słowa rozumiał jako prawo do gadania największych bzdur. Nawrocki zdążył już go beatyfikować, mówiąc, że „bronił drogich nam wartości”. Ciekawe których – czy tej, że szczepionki to spisek, czy może tej, że Putin to niewinny chłopiec we mgle?
Paradoks? Facebook usuwa teksty krytyczne wobec Kirka, a OKO.press publikuje je w imię prawdziwej wolności słowa. I tak oto widać, że nawet w XXI wieku to nie algorytmy, tylko zdrowy rozsądek powinien być moderatorem debaty.
EUROPA TRZYMA STRONĘ POLSKI
Na szczęście nie jesteśmy sami. Niemcy, Francuzi, Holendrzy, Czesi, Szwedzi – wszyscy dorzucają coś do obrony. Ktoś myśliwce, ktoś śmigłowce, ktoś systemy antydronowe. Ursula von der Leyen powiedziała wprost: „Europa będzie bronić każdego centymetra swego terytorium”. No, może oprócz parkingu pod Biedronką, ale tam i tak wszyscy się znają.
PUENTA
Ten tydzień był jak kiepska telenowela: syreny wyją, drony latają, Trump wysyła listy miłosne do Putina, a polski minister finansów robi z siebie kabareciarza.
Ale w tym całym cyrku jest jedna lekcja: wojna jest już u naszych drzwi i to nie jest żadna „pomyłka”. Trzeba się trzymać razem – z Unią, z NATO, z Ukrainą. Bo inaczej obudzimy się nie przy syrenach w Chełmie, tylko przy dźwięku obcych butów na naszym podwórku.
I wtedy nawet Trump nie wyśle już listu. Bo listonosz z Ameryki będzie zajęty – rozdawaniem autografów na wiecach.

Dodaj komentarz