
To nie jest satyra. To życie w Polsce. Bogdan Święczkowski wygląda, jakby jego dusza mieszkała w teczce z napisem „Tajne/Specjalnego Znaczenia”. A jego intelekt chyba wyjechał na urlop w 2006 roku. Mimo to zostaje prezesem Trybunału Konstytucyjnego. Tak, tego Konstytucyjnego. Ma twarz z zawziętością rubasznego kata i rozum średnio rozgarniętego dozorcy z epoki bez Wi-Fi. Właśnie wysłał do USA swoją wersję „rządów prawa”. Piszę „wersję”, bo „interpretacja” obraża hermeneutykę.
To 100-stronicowy donos. Nie na rząd PiS oczywiście, broń Boże. Na ten aktualny, demokratycznie wybrany. To musi go boleć jak ropień pod koroną. Donos trafił do amerykańskiego Sądu Najwyższego. Bo jak się skończyła kadencja PiS, to przecież nie wypada wrócić do domu i hodować storczyki. Święczkowski woli swoją wersję Westerplatte. Tam, jako ostatni Mohikanin pisowskiego „państwa prawa”, wysyła sygnał ratunkowy do republikańskich elit USA. Chce, żeby przyszli bronić go przed Adamem Bodnarem. W skrócie: „pomocy, biją!”. Pisze to facet, który sam przez lata trzymał pałkę.
W tej opowieści Unia Europejska to siedlisko złowrogiej rewolucji. NGO-sy to lewackie macki. A Adam Bodnar? To diabeł w okularach. Ale taki, którego boisz się tylko wtedy, gdy masz coś na sumieniu. A Święczkowski ma. Więcej niż sumienie. Ma wspomnienia z Prokuratury Krajowej. Tam zarządzał nienawiścią do niezależnych sędziów z gracją spawacza operującego skalpelem.
A Tusk? O Tuskach nie wspomniał. Może uznał, że jego raport nie pomieści całej tej nienawiści. Zresztą co Tusk miałby tu robić? Na pewno nie pisać listów do Pam Bondi. To nowa szeryfka MAGA. Według Święczkowskiego właśnie teraz ma porzucić tropienie rosyjskich oligarchów i zająć się tym, że jakiś pan z Polski nie dostał podwyżki.
Święczkowski zachowuje się, jakby pisał „Listy z oblężonego bunkra”. Tylko zapomniał, że wcześniej sam rzucał granatami w fundamenty demokracji. Przez osiem lat był prawniczym egzekutorem Ziobry. Teraz gra ofiarę. Bo odłączono mu respirator z budżetu państwa. Domaga się pieniędzy, szacunku i legitymizacji od USA. Jakby to była jego matka chrzestna, a nie obce państwo z własnymi idiotami do ogarnięcia.
I jeszcze to. Raport twierdzi, że TK broni Polski przed lewicową rewolucją. Panie Bogdanie, po tej rewolucji nikt nie zabierze panu szynki z kanapki. Nikt nie nakaże mówić „osoba menstruująca” zamiast „kobieta”. Chcą tylko, żeby pan przestał być smutnym żartem z Konstytucji.
Święczkowski to człowiek-misja. Jego misja: zatruć studnię, a potem zadzwonić do Sanepidu, że śmierdzi. To uzurpator w todze. Myli rolę sędziego z rolą apostoła Świętej Partii. Chce uznania za coś, co sam zniszczył. Jak złodziej, który po obrabowaniu mieszkania składa reklamację, że nie było tam plazmy.
Tymczasem bohaterowie jak Bodnar, Żurek czy Tusk robią porządki. Spokojnie, metodycznie, z cierpliwością ludzi, którzy już nie raz odgruzowywali Polskę po pisowskim walcu. Im należy się szacunek. Nie za to, że znoszą takich jak Święczkowski. Za to, że jeszcze nie uciekli na Islandię.
I tak mamy raport. Książeczkę do kolorowania dla amerykańskich fanatyków prawa naturalnego. Napisał ją smutny aktor, który nigdy nie zagrał głównej roli. Zawsze był tylko funkcjonariuszem – Ziobry, partii, krzyku.
Można się śmiać. Można płakać. Ale najbardziej wypada powiedzieć: Bogdan, idź już. I nie dzwoń do Trumpa. On ma teraz inne problemy – na przykład sądowe. Ty też możesz je mieć.

Dodaj komentarz