Świat w 12 dni: instrukcja obsługi konfliktu dla idiotów

Warszawa

Świat w 12 dni: instrukcja obsługi konfliktu dla idiotów

Zakończyła się wojna. Ale nie taka z rozmachem, na jaki liczyliśmy. Nie było fajerwerków, nie było bomby końca świata, ani choćby porządnego Armagedonu w Pay-Per-View. Trwała zaledwie 12 dni – krócej niż przeciętna faza fascynacji Donalda Trumpa wobec któregokolwiek z doradców ds. bezpieczeństwa narodowego. A skoro to właśnie Trump ogłasza zawieszenie broni, możemy być pewni, że świat nie tylko stoi na głowie, ale wykonuje na niej jeszcze piruety w baletkach, prosząc o bis.

Na wstępie dowiadujemy się, że Izrael i Iran z radością przystają na amerykańską propozycję zawieszenia broni. Z entuzjazmem godnym pary, która właśnie postanowiła „dać sobie przestrzeń”, po tym jak jedno z nich podpaliło wspólne mieszkanie.

Trump, niczym guru na zjeździe egocentryków, ogłasza światu na Truth Social (czyli Twitterze po lobotomii), że „czas na pokój”. Następnie ogłasza, że to była „wojna dwunastodniowa” – bo przecież każda wojna potrzebuje chwytliwej nazwy, najlepiej takiej, która zmieści się na czapce.

W rzeczywistości to nie była wojna, tylko spektakl. Po jednej stronie – Izrael, który od lat bawi się w stratega w stylu Command & Conquer, tyle że zamiast pikseli, wybuchają prawdziwe miasta. Po drugiej – Iran, który tak bardzo chciał mieć bombę atomową, że niemal zapomniał, iż nie ma ani kodów odpalających, ani odpowiedniej gospodarki. W środku – Stany Zjednoczone, które najpierw zrzucają bomby, a dopiero potem pytają o zgodę, w klasycznym stylu: „lepiej przepraszać niż pytać”.

Do tej symfonii dyplomacji dołącza Katar – elegancki, neutralny i skuteczny, jak szwajcarski zegarek napędzany gazem ziemnym i telefonami do Teheranu. Emir Kataru, w roli klasowego mediatora, który próbuje pogodzić dwóch chłopców w trakcie przerwy, zyskuje punkty za styl.

I tak, po dwunastu dniach walki, ewakuacji, ostrzałów, tweetów i retorycznych uniesień, następuje pokój. Na 12 godzin. Bo przecież „pokój” też może być ograniczoną czasowo promocją, jak McZestaw za 19,99. Trump gratuluje sobie i światu, niczym magik, który po przecięciu asystentki zapomina złożyć ją z powrotem.

Ale bądźmy szczerzy – to nie wojna, to TED Talk militarnego absurdu, sponsorowany przez ironiczne wstawki Putina i Macrona, oraz wieczne milczenie ONZ, które jak zawsze siedzi cicho, chyba że trzeba kogoś upomnieć o zachowanie ciszy na korytarzu.

Zatem, szanowni państwo, uczmy się od naszych przywódców. Jeśli czegoś nie da się rozwiązać pokojowo – zróbcie krótki dramatyczny pokaz siły, opublikujcie post z gołąbkiem pokoju, a potem nazwijcie to sukcesem dyplomatycznym. Historia nie zapamięta detali, tylko nagłówki.

I niech Bóg błogosławi nas wszystkich – zwłaszcza tych, którzy nadal próbują zrozumieć, co się tu właśnie wydarzyło.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights