Świat się pali, a w Bielejewie ciągle koza parkuje na dachu

Warszawa

Świat się pali, a w Bielejewie ciągle koza parkuje na dachu

No to teraz dobijamy do sedna, bo znowu nawiali nam polityczni pajace, a my w Bielejewie musimy im stawiać pomniki z butelek po piwie. Polska 2025 – dramat na żywo, komedia bez biletów – mamy najlepszy widok z ławki pod lipą.

Karol Nawrocki? Nowy prezydent o twarzy jak z Kinder-Niespodzianki, tylko bez zabawki i instrukcji obsługi – za to z Izbą Kontroli Nadzwyczajnej jako zapleczem, czyli drużyną marzeń z gatunku „wzięli byle kogo”. Ale to nie wszystko: buduje sobie BBN jak chatkę z bali na polu – i ściągnął do pomocy swojego kolegę Cenckiewicza, jakby to była, nie wiem, wiejska brygada remontowa. Już widzę, jak ci chłopcy malują ściany tajemniczością i planują „nowy porządek” – czyli tak, żeby im nikt nie zaglądał do spiżarni.

A na horyzoncie majaczy plan jedenastu gwiazd demokratycznego nieba: obalenie demokracji. Usłyszałeś? Chcą skosić ją jak nieznośny chwast – i zasadzić porządek „na nowo”. PiS szykuje się do tego jak świnie do rzezi – irracjonalnie, z zapasem siania strachu i siekierą retoryki. Tusk? Dla nich to wróg nr 1 – jak dzik na polu, którego trzeba zabić, zanim się zabierze za niszczenie upraw. Mają ochotę zagryźć go wesołym uśmiechem i wetknąć polityczny nóż w plecy – bo władzę chcą mieć non stop, i to całą. Demokrację trzeba zabić i przebić kołkiem osikowym, nawet jakby ktoś im powiedział, żeby spadali, ale lud, ten najgłupszy, ich wielbi, popiera.

Prezes i drużyna? To stara banda, co rozłożyła już kraj jak kartoflisko po zimie. Pamiętasz Kaczyńskiego z tabletowym kazaniem? Już nie mówi o honorze, tylko o łapaniu władzy. Mentzen, Braun i Bosak przypominają brygadę z karczmy, gdzie jeden sprzedaje piwo, drugi opowiada górnolotne historie, a trzeci przelicza monety – tylko że w polityce zamiast złotówek chcą przeliczać głosy i symbole.

Granica? Bąkiewicz i jego bojówki to jak goście na wiejskim festynie, którzy nagle postanowili chwycić za kije bejsbolowe i stać się strażą fasoli. Flagi łopoczą, pochodnie migoczą, a oni pozują do zdjęć – wojownicy z cienia, gotowi na wszystko, oprócz roboty na roli.

Wybory? To giełda bez gwarancji, pakietów i paragonów. Komisje losowane jak ciuchy z lumpeksu – „daj, chłopec, opisz to w karcie” – a podpisy liczone jak jaja we wsi przed świętami. A teraz głośno mówią o „obaleniu demokracji”: plotą, że bez nich wszystko się rozsypie, a my bez nich jesteśmy jak krowa bez ogona – niby kompletna, ale coś nie gra.

I w tym całym zgiełku my – w Bielejewie – prowadzimy patriotyczną debatę o świcie. Piwo leje się w kufle, kury śmieją się na płotach, a Wiesiek mówi: „Jak tych pajaców słucham, to mam chęć wyjechać na Madagaskar – przynajmniej tam nikt nie spróbuje mi zabrać chleba.” Bo my wiemy, że tam, gdzie zaczynają mówić o obaleniu demokracji i „czystości porządku”, to kończy się jak z suszącą się kiełbasą – albo zgnije, albo ktoś ją zeżre.

Podsumowując: w Warszawie szykuje się polityczna orgia, która obiecuje czystkę i nowy rozdział. PiS chce likwidować demokrację jak zbędną część pługa, a Tusk jest wrogiem publicznym numer jeden. W Bielejewie? Patrzymy, śmiejemy się, dyskutujemy i wybieramy: albo flaszkę piwa, albo bilety na ten cyrk. A jak mawia Czesia spod sklepu: „To nie jest kraj. To teatr z dowcipem, który już dawno zgubił śmiech.”

Tak że siedzimy, palimy, gadając, że jeśli ich plan wypali, to nasza chałupa za chwilę też pójdzie pod młotek – a my zostaniemy z flaszką, bez dachu nad głową i bez adresu, w świecie ludzi, którzy umieją czytać.

Bielejewo


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights