



Wyobraź sobie, drogi czytelniku, że jesteś na balu maskowym. Maski z brokatem, maski z hipokryzji, maski głupoty. A w centrum tej politycznej zabawy stoi pan Karol Nawrocki, obecnie święcie przekonany, że jest ostatnim strażnikiem suwerenności, niczym Gandalf blokujący przejście balrogom z Sejmu. Problem w tym, że Gandalf umiał czytać. Nawrocki za to potrafi głównie czytać swoje własne wpisy w serwisie X i z nich czerpie autorytet.
W czwartek wieczorem Najjaśniejszy Karol oznajmił, że podpisał 11 ustaw, ale dwie z nich – nie, te dwie zostały ofiarami jego nagłego ataku odpowiedzialności konstytucyjnej. Ofiarą padły: nowelizacja Kodeksu Wyborczego oraz zmiany w ustawie o podatku dochodowym od osób prawnych. Powody? Głębokie i dramatyczne: ryzyko, że listonosz na emigracji zawiedzie naród i nie dostarczy pakietu wyborczego do cioci w Toronto. Lub, co gorsza, że ktoś w Reykjaviku zobaczy, jak ciocia ten pakiet wypełnia – i już, katastrofa demokratyczna gotowa.
Bo przecież – według prezydenta – wybory za granicą to siedlisko chaosu, anarchii i liberalnego rozpasania. Tajność głosowania niepewna, operatorzy pocztowi nieposłuszni, zagrożenia rodem z powieści szpiegowskiej. Kto wie, może Deutsche Post działa na zlecenie Putina? Może FedEx to zbrojne ramię Brukseli? Zamiast szukać rozwiązań, Nawrocki wybiera metodę dziecka obrażonego: nie podpiszę i już.
A co z drugim wetem? Nowelizacja ustawy o podatku CIT dla fundacji rodzinnych – czyli próba obcięcia rajskiej ulgi dla bogatych. I tu pan prezydent wystąpił w roli Robin Hooda na opak: nie będziecie łupić arystokracji biznesu! „Państwo obiecało, że przez 3 lata nie ruszy fundacji, to nie ruszamy, nawet jeśli nikt tej umowy na piśmie nie widział.” Taki z niego konstytucyjny notariusz pamięci zbiorowej najbogatszych.
To wszystko oblane sosem wielkich słów: przejrzystość, stabilność państwa, interes obywateli. W domyśle: obywateli fundujących swoje fundacje. A dla reszty? Cóż, dostaną w prezencie ustawę o kaskach dla dzieci na hulajnogach i nowe przepisy o układach zbiorowych pracy. Bo przecież zawsze dobrze czymś przykryć pokazowe weto – najlepiej czymś nudnym i niekontrowersyjnym.
I oto nadchodzi ta perła arogancji, czysty destylat megalomanii: prezydent, który z uporem godnym leminga idącego pod walec, przemawia do rządu: „Zapraszam do konsultowania projektów ustaw na wczesnym etapie”. Tak jakby to nie rząd miał tworzyć prawo, tylko jego kancelaria, sterowana podszeptami z Nowogrodzkiej i ekspertyzami ludzi bez certyfikatów bezpieczeństwa. I z jaką bezczelnością! Mówi o dialogu, samemu blokując nominacje, sabotując funkcjonowanie służb i z uporem godnym kroniki psychiatrycznej, twierdząc, że działa w interesie obywateli. Obiecywał, że będzie stał na straży prawa, a wyszło, że stoi na straży własnego ego.
Ale to nie koniec. Nawrocki po raz kolejny apeluje o konsultacje z rządem. Błaga o uwzględnianie jego wrażliwego ego już na wczesnym etapie prac nad ustawami. Właściwie, to powinien dostać własne biurko w KPRM-ie, poduszkę, termos z miętą i powiadomienia SMS o każdym przecinku w projekcie. Bo przecież prezydent, który zablokował awanse oficerów ABW i SKW, nie powołuje sędziów, ignoruje ambasadorów, a na szefa BBN mianował Cenckiewicza (człowieka bez dostępu do tajemnic NATO!), teraz chce uchodzić za głównego rzecznika porządku legislacyjnego.
A skoro już mowa o Cenckiewiczu – nie sposób nie przywołać komentarza Radosława Sikorskiego. Minister spraw zagranicznych z charakterystycznym chłodem i sarkazmem stwierdził, że nie podał mu ręki, bo „nie chciałby sprawić mu przykrości, że musi uścisnąć rękę rosyjskiego albo niemieckiego agenta”. A chwilę później dołożył z chirurgiczną precyzją: „To osoba z zaburzonym aparatem poznawczym. Na mojej uczelni nie zdałby na drugi rok”. I właśnie ta kanalia, bez poświadczenia dostępu do informacji niejawnych, kieruje Biurem Bezpieczeństwa Narodowego. To jak powierzyć klucze do sejfu włamywaczowi, który zgubił własne spodnie.
Nie, to nie jest komedia polityczna. To jest stand-up prezydencki z elementami grozy.
I oto, jakby z głębi absurdu, na scenę wchodzi Zbigniew Ziobro – nie z aresztu, tylko z Budapesztu, jakby kręcił własny spin-off „Uciekinier”. Towarzyszą mu Kowalski, Bąkiewicz i cała galeria odrzuconych figurantów Funduszu Sprawiedliwości. To już nie polityka, to teatr groteski.
Wipler nazywa Krupkę „królową baru za kratą”, Krupka odpowiada insynuacją o białym szaleństwie – ich spór przypomina pijacką kłótnię przy rodzinnym stole, gdzie nikt nie wie, o co poszło, ale wszyscy mają coś do powiedzenia.
A na koniec, żeby dopełnić tegn polityczny kabaret – Nawrocki pojawia się na meczu Legii. Bo gdzieżby indziej mógł być człowiek odpowiedzialny za bezpieczeństwo narodowe, jeśli nie na trybunie VIP z Mioduskim, oglądając jak obrona Legii przecieka szybciej niż jego kancelaria. Czasem mam wrażenie, że Nawrocki nie pełni urzędu – on go cosplayuje.
I jeszcze te badania opinii! 54% ufa Nawrockiemu. Czyli ponad połowa obywateli wciąż nie zorientowała się, że ten facet rządzi krajem jak dziecko grające w SimCity, w trybie anarchii. Ale spójrzmy głębiej: na drugim miejscu ex aequo – Sikorski, Trzaskowski i Kosiniak-Kamysz z 44%. Różni, ale przynajmniej nie wyglądają jak statyści z serialu „PRL 2.0”. Dalej Tusk i Bosak – obaj po 39%. Jeden premier, drugi nacjonalista z aspiracjami do bycia uśmiechniętym autokratą. A potem? Zandberg z 33% – czyli tyle, ile zebrałby człowiek sprzedający pamflety o rewolucji z bagażnika pod Żabką.
Czarzasty i Kidawa po 31%. Polityczne kostki lodu – jeszcze się nie rozpuściły, ale nikt nie wie, po co leżą w szklance. Mentzen – 37%, czyli więcej niż powinno ufać człowiekowi, który uważa logikę za zamach na wolność gospodarczą. A na końcu, dumnie i niezmiennie – Jarosław Kaczyński: 58% nie ufa. Tu przynajmniej mamy stabilność.
Stabilność, trzeba przyznać, według dość osobliwej definicji. Bo oto prezes PiS – ten sam, który zawieszał swoich samorządowców w akcie nagłej moralności partyjnej – postanowił ich teraz odwiesić. Ot tak, bez fanfar, bez refleksji, nawet bez udawanego wstydu. Ludzie, którzy jeszcze tydzień temu byli w PiS-owskim areszcie prewencyjnym, teraz znów mogą z podniesionym czołem reprezentować partię. Prawdopodobnie dlatego, że im się to po prostu należało. Kaczyński, który przypomina coraz bardziej bibliotekarza chaosu, sięga po ludzi, którzy mają tylko jedną wspólną cechę: są mu bezwarunkowo lojalni albo wystarczająco cicho pokorni.
A gdy już jesteśmy przy standardach moralnych tej formacji: szefem komisji etyki PiS jest – uwaga, werble – Karol Karski. Tak, ten sam, który sam jest jednym z bohaterów śledztwa w sprawie handlu dyplomami w Collegium Humanum. Mamy więc sytuację, w której człowiek z oskarżeniami na koncie ma rozstrzygać, czy inni są wystarczająco etyczni. To tak, jakby wilk prowadził kurs z ochrony owiec. Karski w komisji etyki to nie żart. To koncepcja z pogranicza dadaizmu i horroru biurokratycznego.
I teraz na moment rzućmy okiem za ocean, gdzie Donald Trump – król spray-tanu, księgowy chaosu i znany strateg polityczny z uniwersum teorii spiskowych – próbował zakończyć wojnę w Ukrainie. Plan pokojowy w 28 punktach tak prorosyjski, że Putin mógłby go sobie oprawić w ramkę. Nawet jego własna partia powiedziała: „Nie, Donald, nie oddajemy Ukrainy w zamian za selfie z Ławrowem”. Dokument kompromitujący, zawstydzający, i – o ironio – dokładnie tym, czego spodziewamy się po człowieku, który myśli, że geografia to tylko inna forma golfowego handicapu.
Trump chciał błyszczeć jako człowiek pokoju, a wyszedł na człowieka, który nie rozumie, że kapitulacja to nie strategia. Nawet senatorowie z jego własnej partii przełknęli ostatnią kroplę absurdu i rzucili mu politycznym stekiem w twarz. Jedynym, kto ten plan pochwalił, był think tank Heritage Foundation, czyli ludzie, którzy mogliby napisać „Mein Kampf” jako broszurę dla rodzin.
W porównaniu z Trumpem – Nawrocki to lokalna wersja tego samego spektaklu: dużo dymu, mało ognia, i chory apetyt na władzę bez odpowiedzialności.
Na razie gramy dalej. Polska według Nawrockiego: państwo z betonu, wizja z waty cukrowej, konstytucja na przeczekanie. Zapnij pasy. Sezon drugi się rozkręca.

Dodaj komentarz