







Jarosław Kaczyński ma plan. Oczywiście nie taki, który działa, ale za to jakże widowiskowy! Wyciągnięty z tej samej szuflady co broszki Szydło i wizja Polski jako krainy mlekiem, miodem i propagandą płynącej. Tym razem postanowił na nowo scalić swoje rozlatujące się polityczne imperium. Problem polega na tym, że Nowogrodzka przypomina dziś bardziej dom seniora z bardzo złym Wi-Fi niż siedzibę wielkiej partii. Konflikt wewnętrzny między „maślarzami” (czyli Czarnek, Jaki, Bocheński – znani także jako „Frakcja Pasma Wstydu”) a „harcerzami” (Morawiecki i jego cień Beata „Milcząca Groźba” Szydło) osiąga temperaturę rdzenia reaktora w Czarnobylu tuż przed wybuchem.
Prezes, który najwyraźniej znów uwierzył, że rozwiąże konflikty wewnętrzne, zbierając wszystkich wokół stołu i rzucając na środek kartkę z napisem „Zgoda buduje”, wciąż zdaje się nie zauważać, że zgoda buduje… tylko gdy wszyscy mają coś do stracenia. Tymczasem Morawiecki, który jeszcze niedawno był „złotym chłopcem PiS-u”, teraz wygląda jak pracownik miesiąca, który właśnie dostał wypowiedzenie. Kaczyński publicznie sugeruje, że kolejny premier powinien być młody, najlepiej do 50. roku życia. To mniej więcej tak, jakby zaproponować odmłodzenie Rolling Stonesów przez zatrudnienie harcerzy do grania na perkusji.
Nie żeby Morawiecki miał złudzenia – wie, że w partii jest już jak balon wśród szpilek. Jego „harcerska frakcja” to dziś bardziej kółko wsparcia emocjonalnego niż realna siła. Gliński i Terlecki próbują jeszcze grać w szachy, ale plansza leży na przechylonym stoliku, a przeciwnik właśnie podpalił reguły gry.
NAWROCKI: CZŁOWIEK, KTÓRY MÓGŁ ZOSTAĆ PREZESEM KOŁA WĘDKARSKIEGO, ALE WYBRAŁ PREZYDENTURĘ
Karol Nawrocki, były bokser, były muzealnik, były i obecny kibol, zawsze idiota (podobno) – obecnie pełnoetatowy wetujący. Jeśli Andrzej Duda był „długopisem” Kaczyńskiego, to Nawrocki jest niszczarką. Jego entuzjazm do wetowania ustaw jest porównywalny z entuzjazmem nastolatka do TikToka. Trzy ustawy w tydzień? Panie, jak tak dalej pójdzie, to on zdąży zablokować połowę legislacji Unii Europejskiej zanim doczyta Konstytucję.
Wśród zawetowanych ustaw – ta o wdrożeniu DSA, czyli europejskich zasad walki z nienawiścią, dezinformacją i przestępczością w internecie. Nawrocki mówi: cenzura! Orwell! Ministerstwo Prawdy! I jeszcze Trump się ucieszył. Świetnie. Polityczna linia prezydenta RP ustalana przez byłego reality show hosta z obsesją na punkcie własnej fryzury i wizerunku. Czego chcieć więcej?
W praktyce oznacza to, że dzieciaki będą dalej scrollować TikToka pełnego treści o przemocy, nienawiści i rosyjskiej propagandzie. Ale za to Trumpowi spadła gula, a Nawrocki dostał poklepanie po plecach od republikańskich lobbystów.
TUSK: GARNITUR Z LOGIKĄ, KRAWAT Z KALKULACJI
A co robi Tusk, kiedy prezydent bawi się w bożka destrukcji? Tusk robi to, co potrafi najlepiej: rozgrywa. Lewicę ustawił do kąta jak nauczyciel matematyki ucznia z zeszytem w kratkę, ale bez kalkulatora. Projekt PIP, czyli przełomowa (podobno) ustawa o tym, że umowy śmieciowe będą wreszcie czymś więcej niż śmieciami – wyrzucony do kosza. Zandberg płacze w socialach, Czarzasty udaje zaskoczonego, a Dziemianowicz-Bąk jest o krok od zostania bohaterką wieczoru w TVN24, ale na razie tylko przestaje odbierać telefony.
Tusk tłumaczy: urzędnicy mieli za dużo władzy, firmy byłyby zrujnowane. Przedsiębiorcy (czytaj: wyborcy) odetchnęli z ulgą. Lewica? No cóż. Zyskała cenną lekcję, że w koalicji lepiej grać rolę tapczanu – niby coś znaczysz, ale nikt cię nie przestawia.
Czarzasty, z kolei, gra swoją cichą symfonię. Uśmiecha się do Tuska, klepie po plecach, wysyła SMS-y i pije kawkę na sejmowym korytarzu. Marszałek Sejmu jak z obrazka: nie wadzi, nie bryluje, ale potrafi postawić veto projektom prezydenckim, zanim zdążą się zorientować, że w ogóle trafiły do Sejmu. Przy okazji trzyma Zandberga krótko – jakby to był piesek sąsiada, który zbyt często załatwia się na trawniku.
PSL: PARTIA, KTÓRA ZAWSZE STOI TAM, GDZIE STOLIK
Kosiniak-Kamysz znów udowadnia, że PSL to polityczny ślimak z GPS-em. Powoli, ale zawsze w stronę władzy. Niby nie chcą z Tuskiem, ale też nie bardzo mają dokąd pójść. A tu jeszcze plotki, że dogadują się z Morawieckim i… prezydentem Nawrockim. Do „Rady Parlamentarzystów” Nawrockiego wchodzą dwie posłanki PSL – jedna konserwatywna, druga liberalna. Idealnie, by robić wrażenie pluralizmu, czyli „prawica, ale trochę inna prawica”.
Władysław K-K zapewne rano przegląda horoskop w „Twoim Stylu”, a po południu wysyła sms-y do wszystkich, żeby się za bardzo nie wychylać. Grają na przeczekanie, ale w Sejmie czas nie płynie – on stoi i się gapi.
KONFEDERACJA: NIEWYPUKANY TOALETA POLSKIEJ POLITYKI
Tak, nawet Kaczyński to widzi. Dlatego na spotkaniu PKP padło jasno: z Braunem i jego watahą nie będzie koalicji. Ale czy ktoś temu wierzy? Przecież Kaczyński ma pamięć polityczną jak ryba – po trzech miesiącach gotów będzie przytulić nawet Mentzena z Bosakiem, jeśli tylko zapewni mu większość. Przykłady? Gowin, Lepper, postkomuniści, Roman Giertych (w dwóch wersjach – młodej i starej). To nie historia, to fakty.
Konfederaci, na szczęście, sami siebie zaorują. Braun nie może wejść do Sejmu – decyzja Hołowni utrzymana przez Czarzastego. Ich elektorat pewnie uzna to za zamach na wolność, ale to i tak lepsze niż gdyby miał znowu odpalać gaśnice w sali plenarnej.
PODSUMOWANIE: KRAJ NA KRAWĘDZI LOGIKI
Mamy więc:
- PiS w stanie wojny domowej, gdzie generał już tylko podpisuje rozkazy, które potem trafiają do niszczarki,
- prezydenta, który zamiast podpisywać ustawy, buduje swoje MAGA w wersji „Zamek z kartonów po kefirze”,
- Lewicę, która chciała ratować ludzi pracy, a skończyła jako paprotka w gabinecie Tuska,
- PSL, który – jak zawsze – się czai,
- Konfederację, która czai się… na wszystko,
- oraz Tuska, który rozgrywa tę szopkę jak reżyser niskobudżetowego serialu, ale w którym wszyscy aktorzy nie zdają sobie sprawy, że to nie casting, tylko ostatni sezon.
I jeszcze jeden drobiazg: wszyscy się boją 2027 roku. Bo wtedy wszystko się może rozpaść – a może właśnie nie. Bo dopóki Kaczyński jest w grze, to zawsze będzie ktoś, kto przypomni, że nawet w szachach pionek może dojść do ostatniego pola. Tylko że w tym przypadku – ten pionek już dawno się położył i udaje, że śpi.
Ciąg dalszy? Pewnie tak. Byle do następnego weta.

Dodaj komentarz