ŚRODA, W KTÓREJ RZECZYWISTOŚĆ CHCE ZWOLNIĆ TRUMPA

Warszawa

Środa wstała jak po nocnej libacji historii – ciężka, kwaśna i z tym charakterystycznym uczuciem, że ktoś coś powiedział za dużo, tylko nikt nie pamięta kto i ile dokładnie. Ulice jak zwykle, kawa jak zwykle, tylko świat jakby trochę bardziej krzywy, jak lustro w lunaparku, w którym przegląda się mocarstwo i widzi kabaret.

Jeszcze wczoraj Donald Trump groził, że rozwali całą cywilizację. Nie fragment, nie kawałek infrastruktury, tylko od razu wszystko, jak dziecko, które przewraca szachownicę, bo przegrywa i uznaje, że w takim razie gra jest głupia. A dziś rano to samo dziecko zakłada garnitur i tłumaczy, że to była strategia negocjacyjna.

I tu wchodzi Waszyngton, cały na biało, tylko że biały jest tu głównie papier, na którym demokraci zaczynają wypisywać słowo „impeachment” z taką regularnością, jakby ćwiczyli kaligrafię.

Ponad siedemdziesięciu kongresmenów i senatorów patrzy na prezydenta i mówi: „chwileczkę, czy pan właśnie zagroził końcem cywilizacji?”. A potem dodaje, z tą chłodną elegancją ludzi w garniturach: „bo jeśli tak, to może byśmy pana jednak odwołali”.

Wyobraźmy sobie tę scenę. Najpotężniejszy człowiek świata grozi apokalipsą, a jego własny parlament zastanawia się, czy nie trzeba go przypadkiem wysłać na przymusowy urlop od rzeczywistości.

To już nie jest kryzys polityczny. To jest rozmowa o stanie psychicznym planety. Jedni mówią impeachment, inni 25. poprawka, czyli ten elegancki amerykański sposób na powiedzenie: „nasz prezydent chyba przestał ogarniać”.

I w tym wszystkim jest coś głęboko komicznego, bo Ameryka, która przez dekady pouczała świat o stabilności instytucji, nagle sama sprawdza instrukcję obsługi własnego systemu, jakby pierwszy raz ją widziała.

A Trump? Trump robi to, co robi najlepiej. Ogłasza sukces. Zawsze. Niezależnie od tego, co się wydarzyło. Groził zagładą – sukces. Nie zniszczył nikogo – sukces. Zgodził się na warunki przeciwnika – największy sukces.

To jest polityczna wersja człowieka, który potyka się o własne nogi, wpada do fontanny i wychodząc, ogłasza, że właśnie testował jakość wody. Tymczasem nawet jego własny obóz zaczyna patrzeć na to z niepokojem. MAGA, ten ruch zbudowany na prostych hasłach i jeszcze prostszych emocjach, zaczyna się kruszyć jak stary tynk. Jedni chcą wojny. Drudzy nie chcą. Jedni wierzą. Drudzy zaczynają podejrzewać, że to jednak nie jest genialny plan, tylko improwizacja na poziomie szkolnego teatrzyku.

A gdzieś pomiędzy nimi krąży postać prezydenta, który jednego dnia straszy końcem świata, a drugiego dnia ogłasza złoty wiek. Złoty wiek po groźbie zagłady. To trochę tak, jakby podpalacz wrócił na miejsce pożaru i ogłosił, że właśnie rozpoczął program rewitalizacji dzielnicy.

Świat patrzy i nie bardzo wie, czy się śmiać, czy dzwonić po straż. Organizacje międzynarodowe przypominają o konwencjach genewskich, jak nauczyciel przypomina uczniowi, że nie rzuca się krzesłami po klasie, nawet jeśli ma się dużo energii.

Sojusznicy milkną albo mówią półgłosem. Przeciwnicy się uśmiechają. Bo oto największa potęga świata wygląda jak ktoś, kto zgubił scenariusz i teraz improwizuje, licząc, że publiczność nie zauważy. A zauważa. Bo nawet jeśli impeachment się nie wydarzy, nawet jeśli 25. poprawka pozostanie tylko straszakiem, to coś już pękło. Pękła iluzja. Ta wygodna opowieść, że ktoś tam na górze wie, co robi. Bo wygląda na to, że nie wie. Albo wie inaczej, co wychodzi na to samo.

I człowiek stoi przy tym oknie, patrzy na tę niepewną wiosnę i myśli, że może problemem nie jest to, że świat stoi nad przepaścią.

Problemem jest to, że ktoś przy tej przepaści robi konferencję prasową i tłumaczy, że to świetne miejsce na piknik. I że wszystko jest pod kontrolą.

Zawsze jest pod kontrolą. Nawet wtedy, gdy kontrola wygląda jak dowcip, którego nikt już nie chce opowiadać. I może właśnie dlatego ta środa jest gorsza niż wczorajszy wieczór. Bo wczoraj było wiadomo, że to szaleństwo. A dziś udaje się, że to polityka.


  1. Silvia Frieben

    Dziekuje. Ciesze się że nadal mogę czytać panskie felietony. Pozdrawiam serdecznie.

  2. Andrzej K

    Jak zwykle super felietony.Szkoda, że nie ma Pana na FB ale i tak czytam wszystkie.Pozdrawiam.

  3. Janina Kifert

    Jakos to czytanie tu na tej stronie nie sprawia takiej przyjemnodści jak na FB😃

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights