SPONSORZY POKOJU I POLSKA NA WIDOWNI – FELIETON O NIEOBECNYCH BOHATERACH

Warszawa

Zanim jednak oddamy głos posłowi Śliwce i jego metaforom, warto odnotować, że premier Donald Tusk dziś w południe bierze udział w pilnym spotkaniu tzw. koalicji chętnych. Ta grupa państw – od Londynu po Rzym – dyskutuje, jak formalnie wesprzeć Ukrainę: finansowo, militarnie i być może pokojowo. Krótko później Tusk połączy się także z Radą Europejską. Czyli Polska jest na sali, ale, jak zwykle ostatnio, w osobnym pokoju i o innej godzinie.

Polska polityka zagraniczna ma ostatnio charakterystyczny rys komediowy: przypomina wesele, na które wszyscy są zaproszeni, ale my stoimy pod remizą i tłumaczymy, że i tak nie chcieliśmy tańczyć. Najnowszym aktem tej farsy stały się komentarze posła PiS Andrzeja Śliwki o spotkaniu w Waszyngtonie, gdzie zabrakło polskiej delegacji. Według posła wszystko jest w porządku, bo przecież prezydent Zełenski „zabrał sponsorów”, a my, jako naród najwyraźniej bardziej duchowy niż finansowy, możemy spokojnie poczekać na kolejną rundę.

SPOTKANIE, KTÓREGO NIE BYŁO

Podczas gdy Trump, Zełenski, Macron, Merz, Starmer, Meloni i reszta europejskiej orkiestry debatowali w Białym Domu o przyszłości Ukrainy, Polska – kraj graniczny, frontowy, logistyczny – była nieobecna. Wiceminister Przydacz twierdzi, że winny jest Tusk i Sikorski. Sikorski odpowiada, że ma transkrypty dowodzące czegoś dokładnie odwrotnego. To klasyka polskiego sporu: nikt nie wie, kto miał wysłać zaproszenie, ale wszyscy wiedzą, kto jest winny.

Tymczasem poseł Śliwka z pełną powagą tłumaczy, że nie ma się czym martwić, bo „najważniejsze rozmowy dopiero przed nami”, a prezydent Nawrocki „za dwa tygodnie leci na rozmowy bilateralne z Donaldem Trumpem”. To brzmi jak obietnica, że film, którego nie obejrzeliśmy w kinie, i tak będzie lepszy na DVD.

„ZEŁENSKI ZABRAŁ SPONSORÓW”

Śliwka, komentując skład europejskiej delegacji w Waszyngtonie, podsumował go jednym zdaniem: „Zełenski zabrał sponsorów”. To elegancki sposób powiedzenia: „My zostaliśmy w domu, bo nie mieliśmy kieszonkowego”. Faktycznie, Zełenski przywiózł propozycję zakupu amerykańskiej broni za 100 miliardów dolarów. Europa miała się zrzucić. Polska? Polska w tej narracji wygląda jak ten kuzyn, który na weselu nie dorzucił się do koperty, a teraz wyjaśnia, że w sumie to on wnosi wielkie wsparcie duchowe.

AMERYKA NIE LUBI TUSKA (PONOĆ)

Poseł PiS uspokaja, że i tak nie ma co liczyć na Tuska czy Sikorskiego, bo – cytuję – „Trump nie chce z nimi rozmawiać”. To ciekawa konstrukcja: zamiast zadać pytanie, dlaczego Polska nie siedzi przy stole, odpowiedź brzmi: „Bo oni nas nie lubią”. Jakby dyplomacja była szkolnym korytarzem, na którym Tusk stoi z kanapką, a Trump mówi: „Nie siadaj koło mnie”.

NIEWIDZIALNA MOC POLSKI

Żeby nie było, poseł Śliwka podkreśla też rolę Polski: „gigantyczne wsparcie na początku wojny” i „logistyka przez granicę”. To prawda – ale brzmi jakbyśmy przypominali o tym za każdym razem, kiedy ktoś pyta: „Dlaczego was nie było w Waszyngtonie?”. To trochę tak, jakbyśmy przychodzili spóźnieni na spotkanie i mówili: „Ale przecież trzy miesiące temu to ja zamówiłem taksówkę”.

PODSUMOWANIE: SPONSORZY, BILETY I BALKON

Świat toczy rozmowy o pokoju, a Polska tłumaczy się jak widz bez biletu: że niby woli patrzeć z balkonu, bo tam lepsza akustyka. Poseł Śliwka dorzuca metaforę „sponsorów”, która, choć zgrabna, jest też niebezpiecznie prawdziwa – bo wygląda na to, że Polska przestała być nawet inwestorem mniejszościowym.

A co z prezydentem Nawrockim? Cóż, na razie jego „aktywność” przypomina bardziej trailer niż film. Pojedzie do Trumpa za dwa tygodnie – i wtedy podobno dowiemy się, że Polska też jest częścią spektaklu. Oby to nie była już tylko rola statysty, który macha zza kulis.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights