


W czwartek rano, dokładnie o ósmej trzynaście, rzecznik rządu Adam Szłapka ogłosił rzecz zaskakującą – koszmar Jarosława Kaczyńskiego sprzed lat właśnie się ziszcza. I nie chodziło o wiatraki, samochody elektryczne czy przewagę Niemców w Bundeslidze. Chodziło o to, że Donald Tusk nadal jest premierem. Po dwóch latach. A Polska – uwaga, proszę usiąść – jeszcze się nie rozpadła.
Przeciwnie – Polska żyje, Polska funkcjonuje, Polska nawet inwestuje w kolej. Wprawdzie praworządność dalej przypomina fińską saunę (gorąco, parno, wszyscy nadzy), ale już nikt nie puka o szóstej rano do drzwi z nakazem aresztowania za obrazę uczuć partyjnych. A to, przyznajmy, jest postęp.
Oczywiście, opozycja – w tej roli teraz PiS i Konfederacja, czyli duet jak z kabaretu bez widowni – krzyczy, że „nikt już nie wierzy Tuskowi”. Tymczasem Donald spokojnie jeździ po kraju i opowiada, że nie wszystko się udało, ale przynajmniej inflacja już nie gryzie ludzi po kostkach. Czyli zamiast „drożyzny” mamy „stałość w wysokiej cenie”. Też coś.
Szłapka próbuje być poważny, mówi o odpowiedzialności, mówi o pracy, mówi, że nie świętują, bo nie za świętowanie ich rozliczą. Aż chciałoby się zapytać: a czy kiedykolwiek było inaczej? No dobrze – może w czasach, gdy premier rozliczał się z ministrami głównie za lojalność wobec Prezesa i liczebność trolli na Twitterze.
Tusk mówi, że się nie podda. Wzruszające. Również to, że połowa jego koalicjantów ma słupki poparcia na poziomie temperatury w lodówce, ale jakoś się trzymają. Na słowo „Lewica” nikt już nie reaguje nerwowo. Na słowo „Hołownia” – tak samo. Może to i dobrze. W polityce, jak w związku, czasem lepiej się nie odzywać, niż powiedzieć coś głupiego.
Czy koszmar Kaczyńskiego rzeczywiście się spełnia? Na pewno. Bo koszmar Kaczyńskiego to demokracja, debata, rząd, który nie każe oglądać wiadomości TVP, żeby zrozumieć, co się dzieje. To Tusk, który – z całą swoją tuskowością – nadal tu jest, nadal mówi pełnymi zdaniami i nadal nie ogłasza, że „Polska w ruinie”. A przecież miała być.
Więc może nie jest idealnie. Może nie dowieźli wszystkiego, co obiecywali. Ale przynajmniej nie dowieźli też kolejnych afer, nie zatrudnili ciotki w Orlenie i nie zrobili z Trybunału Konstytucyjnego klubu szachowego. I to wystarczy, by koszmar Jarosława trwał.
Dobranoc, Prezesie. Demokracja śpi spokojnie – na razie.

Dodaj komentarz