



Czwartek. Poranek. Na patelni skwierczy jajko, kawa pachnie jak obietnice wyborcze Hołowni – mocno, ale krótko. Otwierasz gazetę, a tam świat znów robi sobie z nas kabaret, tylko bilety są coraz droższe.
TRUMP – POKÓJ, KTÓRY BRZMI JAK SHOW
Donald Trump ogłosił pierwszy etap pokoju na Bliskim Wschodzie. Tak, ten sam Trump, który w czasie negocjacji najpewniej pokazywał Jaredowi Kushnerowi, gdzie najlepiej ustawić kamerę. Izrael i Hamas mają się pojednać, a zakładnicy – wrócić do domów. „Z wielką dumą ogłaszam” – napisał Trump, bo oczywiście nie można po prostu ogłosić pokoju. Trzeba to zrobić z wielką dumą, najlepiej w złotym garniturze, pod flagą USA i z fryzurą, która ma własny kod pocztowy.
Można by rzec: pokój w Gazie, chaos w głowie. Bo jeśli Trump mówi, że pojedzie tam „może w niedzielę, może w sobotę”, to w tłumaczeniu na polityczny angielski znaczy to: „poczekajcie, aż sprawdzę, czy nie mam w tym czasie turnieju golfowego”.
A świat słucha z rozdziawionymi ustami, jakby słuchał proroka, choć to tylko deweloper, który zamiast świątyń buduje wieże swojego ego.
NAWROCKI – PREZYDENT Z KOŚCIOŁA ŚWIĘTEJ NIEZŁOMNOŚCI
Tymczasem w Polsce – nasz lokalny odpowiednik Trumpa, tylko bez charyzmy i z ministrem Boguckim w roli mikro-Kushnera – czyli Karol Nawrocki. Nowy prezydent, samozwańczy obrońca KRRiT, postanowił ocalić kraj przed katastrofą… czyli przed własnym parlamentem. „Kategorycznie się nie zgadzam!” – oświadczył z powagą dziecka, które właśnie odkryło, że mama kazała mu iść spać.
Nawrocki jest jak strażnik muzeum PRL-u – pilnuje, żeby nikt przypadkiem nie wietrzył. Dla niego demokracja to stan przejściowy, a ustawa – propozycja do negocjacji. Ma minę człowieka, który właśnie wynalazł nowy rodzaj suwerenności: suwerenność od rozumu.
Gdyby można było zarządzać krajem, powtarzając „nie zgadzam się”, to już dawno mielibyśmy tu monarchię obrażonych.
HOŁOWNIA – MARSZAŁEK OD CUDÓW
A teraz Szymon Hołownia – człowiek, który chciał być mostem między Polakami, a stał się zwodzonym mostem między własnym ego a premierem. Postanowił postawić Tuska „pod ścianą”, jakby to była nowa edycja programu Mam talent! – tylko bez talentu.
Hołownia przypomina ucznia, który nie odrobił pracy domowej, ale zgłasza się pierwszy, bo ma nowe pióro. Domaga się wicepremiera dla Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, bo – jak twierdzi – tak było ustalone. Tylko nikt tego nie widział, nikt nie słyszał, ale on pamięta. Pewnie anioł mu podpowiedział.
Tusk na to milczy. I słusznie. Bo jak mawiał Churchill: z przeciwnikiem trzeba rozmawiać, z pretensją – przeczekać.
ŻUREK – MINISTER, KTÓRY NAPRAWIA TO, CO ZEPSUTO MŁOTKIEM
Waldemar Żurek, prokurator generalny, idzie przez wymiar sprawiedliwości jak chirurg po polu minowym. Przed nim – resztki po Ziobrze, za nim – Manowska w panice, że „rozmontowuje system”. Cóż, pani prezes, jeśli system jest z kartonu, to wystarczy przeciąg.
Żurek robi porządki, wyklucza sędziów powołanych przez KRS od Kaczyńskiego. To trochę jak sprzątanie po remoncie w wykonaniu dzikiego architekta – trzeba wyrzucić połowę ścian, żeby wreszcie było czym oddychać.
Manowska zarzuca mu „politykę Kalego”. A cóż to za trafna diagnoza – tylko że to raczej ona uprawia politykę: jak ja kradnę – to reforma, jak mnie rozliczają – to zamach.
KACZYŃSKI – DUCH ŚWIĘTY PIS-u
Jarosław Kaczyński pojawia się coraz rzadziej, jak duch w starym domu – czasem zaskrzypi podłoga i słychać jego „to była bezprawna operacja”. Znowu w obronie Świrskiego i KRRiT. Bo nic tak nie łączy jak wspólny wróg – w tym wypadku logika i konstytucja.
Kaczyński wygląda dziś jak człowiek, który przyszedł na własny pogrzeb i nie może uwierzyć, że nikt nie zagrał Mazurka Dąbrowskiego. Ale spokojnie – jeszcze kilka miesięcy, a PiS ogłosi, że „to wszystko było planowane”.
MENTZEN I ZANDBERG – DWA OBLICZA NUDY
Mentzen, samozwańczy ekonomiczny guru, przypomina influencerów, którzy sprzedają „kurs na sukces”, choć sami utknęli w excelu. Wciąż obiecuje prostotę i wolność – czyli świat bez podatków, bez Unii, bez kobiet, bez myślenia. Jego ideał to Polska, gdzie wszyscy są przedsiębiorcami, nikt nie choruje, a państwo istnieje tylko po to, żeby nie przeszkadzać.
Zandberg zaś – jak echo z PRL-u, które nauczyło się cytować Marksa po genderowych korektach. Chciałby redystrybucji wszystkiego, łącznie z talentem, bo wtedy wreszcie miałby trochę czegoś.
TUSK – PREMIER WŚRÓD PIJAROWYCH POGORZELCÓW
Na tym tle Donald Tusk jawi się jak człowiek, który trafił do domu wariatów i próbuje tam przeprowadzić zebranie wspólnoty. Spokojny, precyzyjny, niekiedy zniecierpliwiony – bo ile razy można tłumaczyć, że rząd to nie terapia grupowa dla egocentryków?
Tusk gra w szachy, podczas gdy reszta wciąż gubi pionki w warcabach. On wie, że polityka to nie teatr, tylko zarządzanie cyrkiem, w którym każdy klaun myśli, że jest dyrektorem.
I NA KONIEC – ŚWIATŁO W TUNELU
A tym światłem jest Waldemar Żurek. Nie dlatego, że anioł, ale dlatego, że wreszcie ktoś czyta konstytucję, zamiast z niej wycinać serwetki. Kiedy Manowska z przerażeniem mówi o „rozmontowaniu wymiaru sprawiedliwości”, on tylko odpowiada: „Nie, pani prezes – ja go właśnie składam z powrotem”.
Tak więc pijmy kawę, jedzmy te czwartkowe jajka – póki jeszcze są z wolnego wybiegu. Bo jeśli politycy dalej będą zarządzać krajem w tym stylu, to niedługo nawet kurze głowy zaczną wyglądać na rozsądne.

Dodaj komentarz