ŚNIADANIE W CZASACH NUKLEARNEJ PANIKI 

Warszawa

Poranki w Kanadzie to osobliwe zjawisko, coś pomiędzy budzeniem się w koszarach a lądowaniem na obcej planecie, atmosferyczno‑społecznej. Człowiek niby wstaje, ale zanim to potwierdzi, musi odnaleźć skarpetki, kubek i sens życia — w tej kolejności. Dziewczynki biegają jak dwa fotony, które nie uzgodniły trajektorii. Żona, z elegancją generała NATO dowodzącego desantem na Normandię, kieruje operacją „Wyjście z domu”, podczas gdy ja wciąż szukam drugiej rękawiczki i powodu, by nie wracać do łóżka.

Dziś jednak scenariusz ma twist — taki rodem z kina akcji klasy B, gdzie bohater jeszcze w kapciach musi ratować świat,: żona zawozi dzieci do szkoły, sama jedzie do pracy, a ja zostaję z psem, kotem i papierosem palonym na zaszklonym tarasie, który stał się moją prywatną bazą operacyjną. Tu mam widok na las i dalej wodę, kubek kawy, pilota do telewizora i poczucie, że kontroluję chociaż 1% wszechświata. W TVN24 już grzeją się prowadzący — bo w Polsce jest sześć godzin później, więc chaos osiągnął już fazę „pełna moc, kapitanie”.

A ja, korzystając z tej godziny przed pracą, siedzę tu jak latarnik na skraju cywilizacji, pilnując, by światło nie zgasło szybciej niż zdrowy rozsądek polityków,, zasiadam do felietonu — choć świat 2026 roku wygląda jak czajnik zostawiony na gazie, w którym wszystko bulgocze naraz, a nikt nie pamięta, kto miał pilnować kuchni. Bo nic tak nie pobudza jak świadomość, że świat właśnie zbliża się do następnego zakrętu, a kierowca — tym razem zbiorowy — wyciąga mapę w trakcie jazdy. I jeszcze ją obraca do góry nogami.


TUSK NA POLIGONIE, CZYLI JAK POWIEDZIEĆ „JEST ŹLE”, ŻEBY NIKT NIE WPADŁ W PANIKĘ (O ILE JUŻ NIE WPADŁ)

Z telewizora płynie obraz z Zielonki: Tusk stoi na poligonie jak sternik na tonącym okręcie, który próbuje jeszcze wykrzyczeć komendę zanim następna fala przykryje pokład, obok Kosiniaka‑Kamysza, za nimi drony, sprzęt antydronowy i atmosfera tak gęsta, że można by ją pokroić wojskowym nożem taktycznym. Premier mówi do Polaków w Iranie: „Natychmiast opuście ten kraj. Za kilka godzin ewakuacja może nie wchodzić w grę.”

W mojej kanadyjskiej kuchni pies podnosi łeb znad miski, jakby pytał: „To my też mamy uciekać?”. Kot natomiast przeciąga się z godnością ambasadora ONZ, jakby chciał powiedzieć: „Panie premierze, ja już dawno opuściłem wszystkie kraje, które mnie nie karmią”.

Ale słowa Tuska są poważne. I potrzebne. Bo kiedy Pentagon przerzuca personel, Azory zapełniają się myśliwcami, a Trump czeka z decyzją o uderzeniu na Iran jak kucharz zastanawiający się, czy wrzucić na patelnię coś, co na pewno wybuchnie — to naprawdę robi się gorąco.

A gdy robi się gorąco, Polak w Iranie powinien po prostu jechać na lotnisko, a nie szukać w internecie: „Jak długo trwa wymiana paszportu w Teheranie?”.


AMERYKA ZGRZYTA ZĘBAMI, IRAN PRĘŻY MUSKUŁY, A ŚWIAT ODLICZA GODZINY

Jeśli ktoś liczył, że Trump — jako samozwańczy mistrz pokoju — wyhamuje, to trafił do złej dekady. USA koncentrują siły jak bokser w narożniku, który już wie, że w kolejnym starciu poleci kilka zębów, na Bliskim Wschodzie, a Trump zachowuje się jak szef kuchni smażący naleśniki na płonącej patelni, zapewniając wszystkich, że „sytuacja jest pod kontrolą”., Pentagon przemieszcza personel jak pionki w bardzo nerwowej partii szachów, a baza na Azorach wygląda dziś jak parking przed Black Friday.

Kanadyjskie media mówią wprost: „Świat stoi na krawędzi największej eskalacji od dekad.” Trump, choć „nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji”, otacza się doradcami, którzy zdają się mówić: „Panie prezydencie, proszę tylko wskazać cel”.

Izrael — według Axiosa — już przygotowuje się na wojnę. Europa, jak zwykle, za późno, szuka wspólnego stanowiska. A Polska… cóż, Polska ma dziś własny odcinek thrillera.


NAWROCKI I POLSKA ATOMÓWKA — BRAKUJE TYLKO, ŻEBY ZAPYTAŁ, CZY MOŻEMY TO WYWIEŹĆ W BAGAŻNIKU

Ledwo świat ochłonął — jeśli w ogóle można powiedzieć, że świat potrafi dziś ochłonąć — po wieściach o możliwej wojnie USA–Iran — choć „ochłonął” to złe słowo, bo atmosfera przypomina dziś sklep z fajerwerkami, do którego ktoś właśnie wniósł rozpaloną pochodnię —, a tu wjeżdża Karol Nawrocki na białym koniu… z głowicą. Prezydent oznajmił, że jest „wielkim zwolennikiem polskiego potencjału jądrowego”. Zabrzmiało to jak zdanie, które powinno być poprzedzone słowami: „Proszę tego nie próbować w domu”.

Generałowie w Polsce mówią dyplomatycznie: „To skomplikowane”. Komentatorzy zagraniczni mówią mniej dyplomatycznie: „Czy Polska oszalała?”. Kanadyjczycy pytają grzecznie: „Czy to żart?”.

Tymczasem Nawrocki stoi przy mikrofonie, gotów opowiadać dalej — jak dziecko w sklepie z fajerwerkami, które pyta, czy może odpalić „to największe, proszę pana”.

Najgorzej, że jego słowa wyglądają na poważnie potraktowane przez rosyjską propagandę, która właśnie dostała paliwo do narracji: „Polska chce broni atomowej, więc musimy reagować”. W geopolityce takie słowa działają jak wrzucenie petardy do prochowni.

A teraz — druga odsłona tej samej tragikomedii: nieoficjalnie mówi się o kolejnych wetach prezydenta. Nawrocki planuje zawetować ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa oraz ustawę „Aktywny Rolnik”, bo podobno „mogą zaszkodzić małym gospodarstwom”. Co ciekawe, SAFE — program ratujący realne miejsca pracy i bezpieczeństwo Polski — jego zdaniem też „może zaszkodzić”.

Człowiek zaczyna się zastanawiać, czy prezydent nie ma alergii na jakiekolwiek prawo, którego nie napisał mu Kaczyński.

Wciąż trwają analizy ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa. Czy trafi do Trybunału? Przed podpisem? Po podpisie? A może zostanie zawetowana, bo jej tytuł brzmi zbyt poważnie?

Jedyną ustawą, która — według przecieków — dostanie od Nawrockiego zielone światło, jest ustawa wygaszająca specustawę o pomocy Ukraińcom. To symboliczne: wszystko, co wzmacnia Polskę, idzie do kosza. Wszystko, co może ją osłabić — podpisane od ręki.

A w tle tego wszystkiego służby zbierają materiały w sprawie Nawrockiego, Tusk ujawnia raport, a Pałac Prezydencki coraz bardziej przypomina pokój nastolatka: niby jest właściciel, ale nad sytuacją dawno przestał panować.”.


A W TLE — PROGRAM SAFE, CZYLI KOŁO RATUNKOWE, KTÓRE KTOŚ CHCE PRZEBIĆ IGŁĄ

44 miliardy euro. Najtańszy kredyt w historii. Ratunek dla polskiego przemysłu zbrojeniowego.

Brzmi jak opis czegoś, co każdy kraj w obecnej sytuacji brałby bez wahania.

Ale nie Polska prawicowa.

PiS, pod wodzą Kaczyńskiego, liczy, że SAFE stanie się nowym „Tusk nas sprzedał”. Nawrocki, pod wpływem Nowogrodzkiej, boi się, że podpisanie ustawy uczyni go w oczach prezesa politycznym miękiszonem.

W efekcie mamy groteskę ukrytą w narodowym dramacie: kraj prosi o wzmocnienie bezpieczeństwa, a prezydent — zamiast podpisać pakiet chroniący państwo — rozważa, czy lepiej wyglądać jak patriota w oczach starszego pana z Żoliborza, no i Trumpa.

Kanada patrzy na to z daleka i mówi: „Ciekawe. Odmówić 44 miliardów, a potem mówić, że chce się mieć atomówkę — to dopiero oryginalna wizja bezpieczeństwa.”

I w tym właśnie miejscu pojawia się Radosław Sikorski, który — niczym profesor wchodzący do klasy, gdzie uczniowie od rana bawią się benzyną i zapałkami — postanowił powiedzieć kilka słów prawdy. Na platformie X zwrócił się wprost do prezydenta Nawrockiego, punktując absurd całej tej psychoprawicowej logiki:

„Pożyczyć na 6 proc. na kupno zagranicznych czołgów — szczyt patriotyzmu. Pożyczyć na 3 proc. na sprzęt produkowany w Polsce — zdrada i zaprzaństwo.”

I dalej: „Proszę to wytłumaczyć pracownikom i kooperantom bydgoskiej Belmy i Nitrochemu, prezydencie.”

Komentarz Sikorskiego to nie tylko polityczny policzek, ale całe wiadro lodu wylane na rozgrzany silnik narodowej histerii,. To raczej kubeł zimnej wody wylany na głowę człowieka, który wciąż nie może zdecydować, czy chce być strażnikiem bezpieczeństwa państwa, czy wykonawcą woli prezesa z Żoliborza, czy dalej wpatrywać sie w Trumpa. Jest w tym gorzka ironia: oto szef MSZ musi tłumaczyć prezydentowi podstawową arytmetykę — że 3 proc. to mniej niż 6 proc., a europejskie inwestycje to nie „utrata suwerenności”, tylko budowanie własnej siły.

W istocie SAFE jest dziś lustrem, w którym odbija się cała polska polityka: rząd idzie do przodu, prezydent kluczy, a PiS modli się, by wszystko się wykoleiło..”*


RADA POKOJU TRUMPA — SPOTKANIE, NA KTÓRE PRZYSZŁA JEDNA TRZECIA ZAPROSZONYCH

Trump tworzy Radę Pokoju niczym iluzjonista, który próbuje wyjąć gołębia z kapelusza, choć wszyscy widzą, że w środku siedzi skunks, — czyli wygląda to mniej więcej tak, jakby wilki zwołały zebranie w sprawie dobrostanu owiec. Świat reaguje na to jak na informację, że wilk otworzył fundację „Pomoc Owcom”.

Przyjeżdża 20 krajów, choć zaproszono 60. Polskę reprezentuje Marcin Przydacz, wierny giermek Pałacu. Trump zapowiada plan odbudowy Gazy, mimo że to jego polityka doprowadziła do większości eksplozji w regionie.

Media kanadyjskie piszą: „To wygląda bardziej jak casting do reality show niż poważna instytucja.”

I trudno się nie zgodzić.


A JA TUTAJ, Z PAPIEROSEM, PSEM, KOTEM I TVN24 W TLE…

Poranny chaos powoli opada jak mgła nad poligonem po serii nieudanych testów artyleryjskich,. Dziewczynki są w szkole. Żona w pracy. Pies zasypia z nosem na mojej stopie, kot udaje, że mnie ignoruje, ale jednym okiem śledzi nagłówki w TVN24.

A tam żółty pasek za żółtym paskiem: Iran, Trump, Azory, atom, Nawrocki, SAFE, Zielonka.

Człowiek patrzy na to wszystko jak pasażer w samolocie, w którym pilot ogłasza turbulencje, a za oknem widać błyskawice z podpisem „Iran 2026”, i myśli: świat chyba naprawdę zwariował, ale skoro ja na tym przeszklonym tarasie mogę wypić kawę, zapalić papierosa i napisać felieton, to jeszcze nie wszystko stracone.


PODSUMOWANIE DNIA, W KTÓRYM KAŻDY BIEGA Z GAŚNICĄ, ALE NIKT NIE GASI POŻARU

W Polsce:

  • Tusk ostrzega przed wojną w Iranie.
  • Nawrocki marzy o atomie.
  • PiS modli się, by SAFE upadł.

W świecie:

  • USA i Iran tańczą na krawędzi.
  • Kanada próbuje być głosem rozsądku.
  • Europa włącza tryb „obudzimy się, kiedy będzie za późno”.

A ja?

  • Dopijam kawę.
  • Zbieram się do pracy.
  • I zastanawiam się, ile jeszcze absurdów zmieści się w jednej dobie.

Póki możemy żartować z atomowych deklaracji — jeszcze nie jesteśmy zgubieni.


A NA DESER — KSIĄŻĘ ANDRZEJ, CZYLI DOWÓD, ŻE NIE TYLKO ŚWIAT POLITYKI DZIŚ SIĘ ZAPLĄTAŁ

Bo kiedy myślisz, że dzień już bardziej nie może się skomplikować, wtedy Wielka Brytania wchodzi cała na biało — choć tym razem raczej w kajdankach.

Były książę Andrzej zatrzymany przez policję. Brzmi jak nagłówek z tabloidu, ale BBC mówi, że to prawda. Zarzut: nadużycie władzy publicznej. Czyli, mówiąc prościej: życie jak z opery mydlanej, tylko bez muzyki.

Funkcjonariusze przeszukują posiadłości w Berkshire i Norfolk, a powodem są — oczywiście! — powiązania ze starym znajomym Jeffreya Epsteina. Gdyby ktoś chciał napisać o tym książkę, musiałby wybrać gatunek: kryminał? satyra? groteska? A może poradnik: „Jak zmarnować koronę w dziesięciu prostych krokach”?

Świat reaguje tak, jak reaguje świat w 2026 roku: pół internetu mówi „szok”, druga połowa mówi „no w sumie spodziewane”, a trzecia zajmuje się dalej memami o kotach.

A ja dodaję to jako puentę, bo nic tak nie scala globalnego chaosu jak myśl, że nawet monarchia — ta od wieków symbol stabilności — potrafi dziś wpaść do tej samej pralki absurdu, w której wirują Trump, Iran, Nawrocki i reszta.

Jedynie król Karol może dziś mówić: „To nie ja, to brat”.



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights