RZĄD SIĘ ZAMKNĄŁ, KRAJ SIĘ OTWORZYŁ – AMERYKAŃSKI SHUTDOWN I POLSKI SHOWDOWN

Warszawa

Poranek. Środa. Kawa jeszcze parzy w język, chleb jeszcze miękki, a świat – tradycyjnie – na głowie. W USA urzędnicy federalni właśnie dowiedzieli się, że mają wakacje, ale bez pensji. W Polsce politycy dowiedzieli się, że sondaże jednak istnieją i mają więcej niż jedno zero po przecinku.

Zacznijmy od imperium. W Stanach Zjednoczonych nastąpił tzw. shutdown – czyli państwo oficjalnie przeszło w tryb oszczędzania, jak polski student po trzecim roku socjologii. Kongres nie przyjął budżetu, Trump się obraził, a demokraci próbują zachować minę, jakby to wszystko miało sens. Pentagon wypycha cywilów do domów, parki narodowe zostaną otwarte, ale bez ludzi. Tylko FBI będzie działać – czyli wciąż nie można legalnie kraść pomysłów na TikToku.

To nie pierwszy raz. W 2018 Trump też zrobił sobie shutdown – wtedy z powodu muru na granicy. Teraz powodem jest brak zgody co do tego, komu wolno żyć w Ameryce z ubezpieczeniem zdrowotnym, a komu tylko z łaską Donalda. Demokraci chcieli, by wszyscy mieli dostęp do leczenia. Trump – żeby Harvard zapłacił 500 milionów za swoje grzechy. Naprawdę, nic nie wymyślę zabawniejszego niż to.

Tymczasem w Polsce…

Na mapie świata jesteśmy jak ten kuzyn z prowincji, który zawsze przysyła SMS-y caps lockiem. Koalicja Obywatelska znów prowadzi w sondażu – o 0,6 punktu procentowego. Cud, sensacja, rewolucja! Tusk milczy, bo dobrze wie, że sondaże są jak pogoda: piękne rano, deszczowe po południu i z gradem wieczorem.

Za to na prawicy – dramat. Jarosław Kaczyński wyklucza radnych PiS jak dyrektor liceum, który odkrył, że klasa biologiczna przemyciła petardy do gabinetu chemicznego. Braun i Mentzen rosną w siłę, jakby ktoś ich podlewał wodą z Radia Maryja.

A Hołownia? Ten już chyba tylko na LinkedInie aktualizuje swoje stanowiska. Jeden procent poparcia to nawet nie pomyłka statystyczna – to sygnał, że nawet jego własna aplikacja „JaSzymon” już nie działa.

W tle Donald Tusk – chłodny, cierpliwy, coraz bardziej przypominający szkolnego dyrektora, który wie, że wszyscy są na bakier z regulaminem, ale jeszcze nikogo nie wyrzuca. To on ma dziś najtrudniejszą rolę: być liderem, kiedy połowa wyborców chce liberalizacji prawa do jointa, a druga połowa nie odróżnia jointa od joysticka.

Premier Tusk ogłosił właśnie, że liberalizacji prawa narkotykowego nie będzie. Oznacza to, że możemy dalej spokojnie zamykać studentów za noszenie suszu z Biedronki, bo przecież nic tak nie poprawia statystyk policji jak zatrzymanie Sławka z Wrocławia z ćwiercią grama „do badań”.

W Europie – powiedzmy wprost – robi się ciasno. Francja tonie w długach, Niemcy w demografii, a Polska w wystąpieniach publicznych Karola Nawrockiego. Prezydent RP zachowuje się jakby za chwilę miał ogłosić powstanie Wielkiej Lechii 2.0, tylko z większą liczbą podręczników do historii.

A w Ameryce? Cóż, shutdown trwa. Trump wysyła tweet z łodzi podwodnej, sugerując, że demokraci to nowi komuniści, a Harvard ma zapłacić za grzechy jak mafia za ochronę. Co więcej – mówi o masowych zwolnieniach urzędników federalnych, czyli o marzeniu każdego polskiego komentatora politycznego od 2005 roku.

I tak świat się kręci dalej. Na jednej półkuli prezydent grozi własnym obywatelom, na drugiej opozycja grozi własnemu prezesowi. A Polacy – jak to Polacy – będą dziś dyskutować, czy lepszy jest Tusk, który nie pozwala palić trawki, czy Braun, który chętnie spaliłby Sejm.

Miłego śniadania.

ŚRODA JEST DŁUGA, ALE RZĄD KRÓTKI.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights