
Są takie momenty w życiu państw, kiedy fundament, który miał być z granitu, zaczyna przypominać styropian polany gipsową nadzieją. Polska właśnie do takiego momentu doszła. Sąd Najwyższy odmówił bycia… Sądem Najwyższym. A właściwie – jego „stara”, legalna część ogłosiła, że nie zamierza brać udziału w procedurze wyboru kandydatów na nowego pierwszego prezesa. Bo – jak napisali – nie będą uczestniczyć w fikcji, nawet jeśli ktoś próbuje oprawić ją w konstytucyjne ramki.
To nie jest foch. To nie jest kaprys. To nie jest prawnicza melancholia zimowa. To jest sygnał alarmowy systemu, który krzyczy: „Nie będziemy udawać normalności w nienormalności”. A w Polsce, jak wiemy, stworzyć nielegalnie można już wszystko – nawet legalność.
STARZY VS. NOWI – RODZINNY DRAMAT PRZY SĄDOWYM STOLE
Ta sytuacja wygląda jak święta w dużej rodzinie, w której część krewnych uważa, że reszta to osoby przypadkowe, przyniesione przez KRS jak prezenty od wujka, który kupuje wszystko na ostatnią chwilę.
„Starzy” sędziowie mówią wprost: — Zgromadzenie zwołane przez osobę powołaną z naruszeniem Konstytucji nie jest Zgromadzeniem.
„Nowi” odbijają piłkę: — To wy żyjecie w przeszłości, a UE wam się pomyliła z katechizmem.
Komentarze w sieci są bezlitosne: „To nie dualizm prawny – to prawne multiwersum.” „SN przypomina małżeństwo w separacji, które twierdzi, że świetnie się dogaduje.”
A nad tym wszystkim unosi się cień Małgorzaty Manowskiej, obecnej pierwszej prezes, która zapowiedziała, że nie będzie kandydować na drugą kadencję – chyba że świat się zawali. Cóż, świat prawny właśnie się wali.
PREZYDENT – CZYLI JAK JEDNA OSOBA MOŻE ZAMROZIĆ I ROZBROIĆ PAŃSTWO
Zgodnie z prawem to prezydent wybiera nowego I prezesa. Zgodnie z rzeczywistością – prezydent może wszystko. Zwłaszcza ten prezydent.
Karol Nawrocki patrzy na prawo jak na menu: wybierze to, co mu smakuje, a resztę odsunie na brzeg talerza. W międzyczasie marzy o ustroju prezydenckim, w którym byłby jednocześnie prezydentem i premierem. Jeden człowiek – dwa stołki. Promocja typu „weź dwa, zapłać demokracją”.
SĘDZIOWIE DO WŁADZY: NAPRAWICIE TO KIEDYŚ?
„Starzy” sędziowie apelują: — Uzdrowić sądownictwo.
Prośba ta brzmi od 2017 roku jak błaganie o karetkę, której nikt nie wysyła, bo dyspozytor właśnie interpretuje Konstytucję „kreatywnie”.
To nie jest spór o kosmetykę. To jest prośba o reanimację pacjenta, który od reform PiS leży z otwartymi oczami i nie wiadomo, czy jeszcze żyje, czy już tylko udaje.

MANOWSKA – POŻEGNALNY CIOS W FUNDAMENTY
Gdy wydawało się, że nie da się w SN zamieszać bardziej, Małgorzata Manowska postanowiła udowodnić, że wyobraźnia ludzka nie zna granic.
Tuż przed odejściem złożyła wniosek, by pełny skład SN – siedmioro sędziów – ocenił legalność wyroków wydawanych z udziałem neosędziów. To jak zapytać ekipę remontową, czy sama spartaczyła robotę.
Najważniejsze europejskie trybunały – TSUE i ETPCz – jasno stwierdziły: powołania po 2017 roku są wadliwe. Polskie legalne składy sędziowskie potwierdziły to w uchwałach.
A Manowska? Manowska chce temu przeciwstawić „swoją” narrację – czyli uchwałę pełnego składu, w którym większość stanowiliby neo-sędziowie oceniający… samych siebie.
Minister Waldemar Żurek podsumował to dosadnie: „Nikt nie może być sędzią we własnej sprawie. To prawny polexit. Pani Manowska kiedyś za to odpowie, młyny sprawiedliwości mielą.”
To nie uchwała – to desperacka próba zalegalizowania chaosu. Ostatni prezent od odchodzącej prezes: zaminowany ogródek dla następców.
PRZYSZŁOŚĆ? BĘDZIE BRZYDKO — ALE NAJPIERW BĘDZIE ŚMIESZNIE
Kryzys praworządności w Polsce ma w sobie coś z czarnej komedii. „Starzy” mówią: to nie jest Sąd Najwyższy. „Nowi”: a właśnie, że jest. A pośrodku Manowska, udająca wodzirejkę na weselu, w którym obie strony chcą grać różne piosenki.
Gdyby SN był serialem, Netflix kupiłby prawa w ciemno.
A teraz część dramatyczna.
Procedura wyboru prezesa przewiduje trzy posiedzenia. Jeśli nie będzie 84 sędziów – próg spadnie do 75. Potem do 32.
W praktyce oznacza to, że kandydatów może wybrać grupa mniejsza niż autobus linii 175 jadący na Okęcie. A prezydent i tak powoła tego, kogo chce.
EUROPA PATRZY I ŁAPIE SIĘ ZA GŁOWĘ
Bruksela obserwuje polski teatr z miną rodzica, który widzi, jak dziecko po raz trzeci podpala zasłony i tłumaczy, że „to eksperyment naukowy”.
Komisja Europejska przypomniała, że próba zalegalizowania neosędziów przez uchwałę pełnego składu byłaby naruszeniem prawa UE.
Komisja Wenecka ostrzega od lat: mieszanie legalnych sędziów z wadliwie powołanymi tworzy hybrydę prawną, której nie da się naprawić tą samą logiką, która ją stworzyła.
Europejscy eksperci komentują: „Polska buduje alternatywny system prawny jak Wielka Brytania podczas Brexitu, tylko bez humoru i bez planu”.
Inny prawnik dodał: „To jest państwo, które próbuje naprawić zegarek młotkiem.”
REFLEKSJA NA KONIEC: PAŃSTWO NIE PĘKA OD HUKU. PĘKA W SZCZELINACH
Upadek państwa wygląda nie jak eksplozja, lecz jak powolne rozchodzenie się pęknięć: — jedni sędziowie mówią, że drudzy nie są sędziami, — prezydent traktuje Konstytucję jak katalog życzeń, — politycy uważają, że bez sądów też da się żyć, — Europa przewraca oczami, — a obywatel nagle myśli: czy moją sprawę rozstrzygnie ktoś powołany przez wróżkę?
Państwo nie rozpada się od huku. Państwo rozpada się od śmiechu, który zamienia się w znużenie, a znużenie — w obojętność.
A obojętność jest gorsza niż każdy kryzys.
Bo jeśli obywatel przestaje wierzyć, że prawo coś znaczy, państwo znika szybciej, niż prezydent zdąży powiedzieć: „Moim marzeniem jest system prezydencki.”

Dodaj komentarz