Rolniku, zostań prezesem! Czyli jak PSL zasiał buraka na sejmowym poletku

Warszawa

Gdyby PSL miał napisać autobiografię, nosiłaby tytuł: „Jak zostać prezesem wszystkiego i nie zwariować (chyba że z nudy)”. Bo oto w majestacie konstytucyjnego, sennego bełkotu politycznego, ludowcy – ci nieustannie krążący wokół urzędniczego żłobu – postanowili wymyślić nowe stanowisko: Rzecznik Praw Rolników.

I niech mi tu nikt nie pieje, że to potrzebne, że to dla dobra wsi, że to o interesy rolników chodzi! Bo przecież wszyscy wiemy, że w PSL każdy chłop, który umie pisać wnioski unijne i trzyma widelec w ręce ostrzem do góry, dostaje tytuł dyrektora. A jak jeszcze zna różnicę między kartoflem a ziemniakiem, to już śmiało można mu dać gabinet z oknem i sekretarkę z Lubartowa.

Władysław „Premier Od Marzeń” Kosiniak-Kamysz razem z nieodłącznym druhem Maliszewskim wymyślili sobie instytucję – bo cóż w życiu polityka smakuje lepiej niż świeżo upieczony urząd z budżetem 9 milionów złotych i nieograniczonym dostępem do logotypów z godłem?

Widać, że po obsadzeniu wszystkich możliwych agencji, funduszy, fundacji, spółek i instytutów, PSL-owi zostało już tylko jedno: utworzyć coś nowego, by nadal mieć gdzie wtykać swoich ludowych sierżantów biurokracji.

ORZECHY Z PSL-U, MIGDAŁY Z KONFEDERACJI, A W ŚRODKU PUSTKA PO HOŁOWNI

Tymczasem na sejmowej grządce dzieją się rzeczy, które nawet kabaret „Ani Mru-Mru” uznałby za zbyt grubymi nićmi szyte.

Na przykład Polska 2050. Formacja, która kiedyś miała być świeża jak rosół w niedzielę u teściowej, dziś wygląda jak mikser, który ktoś uruchomił bez pokrywki. Pomysły fruwają, krew kapie, a lider – Szymon „Sam Sobie Marszałek” Hołownia – spotyka się po nocach z Jarosławem Kaczyńskim, jak jakiś konspiracyjny kleryk na zakazanej mszy.

Przypomina to chłopca, który zbudował z klocków domek, a potem wlazł w niego mamut z PiS i powiedział: „ładny, teraz mój”.

Nawet Joanna Mucha już nie próbuje udawać, że Polska 2050 to partia. Teraz to coś między kółkiem dyskusyjnym a grupą terapeutyczną dla byłych platformersów z poczuciem misji i kompleksami z czasów Nowoczesnej.

PRZYSZEDŁ PAN BRAUN I WYGASIŁ ŚWIATŁO

Na tle tej sejmowej komedii pomyłek, Grzegorz Braun nie tyle buduje narrację, co wali jak młotem każdym słowem, jakie wypowie. Gdyby ktoś, kiedyś, chciał zrobić musical o polskim nacjonalizmie – Braun powinien tańczyć w nim solo, z pochodnią, na dachu Sejmu.

Swoją drogą, jakim cudem facet, który urządzał happeningi z gaśnicą, teraz apeluje o moralną odnowę polityki? To trochę jakby Nosferatu otworzył fundację „Zdrowe Życie Bez Krwi”.

STRACHY NA MIGRANTY

Ale prawdziwą groteską naszych czasów jest fakt, że Polska – kraj, w którym większość migrantów to uczciwie pracujący ludzie, odwalający robotę za minimalną pensję – postanowiła się ich bać bardziej niż ceny schabu.

Zamojscy patrioci – widząc Senegalczyków z gitarami – dzwonią na Straż Miejską, jakby do miasta wjechała konnica z Mad Maxa. A w Gorzowie nawet muzycy z instrumentami okazali się podejrzani, bo przecież „człowiek z bębenkiem pewnie przemyca islam”. Taki mamy klimat.

Niektórzy, jak pan Trzaskowski, próbują jeszcze łączyć liberalizm z „umiarkowaną stanowczością wobec nielegalnej migracji”, co w praktyce oznacza, że polityk najpierw mówi: „nie jesteśmy rasistami”, a potem dodaje: „ale jednak może byśmy zbudowali płot z betonu, szkła i tęsknoty za Schengen”.

SKĄD PRZYCHODZIMY, KTO NAS BIJE, DLACZEGO WYGLĄDAMY JAK FRANCJA W KRYZYSIE?

I tak oto polska polityka przypomina teraz niedogotowany bigos w upalny dzień – wszystko się gotuje, śmierdzi, ale każdy udaje, że to przepis babci.

Sikorski krąży wokół Tuska jak sęp nad karkówką – niby wspiera, ale tylko czeka, aż premier kichnie i ktoś powie „dość”. Platforma udaje, że zmienia się pokoleniowo, ale póki co, młode twarze PO to ci sami ludzie co starzy, tylko z Instagramem.

Lewica żyje w przekonaniu, że jak powie „mieszkania”, to od razu zostanie Ministrem Dachu Nad Głową, a PSL testuje granice naszej cierpliwości, proponując Rzecznika do wszystkiego. Może jeszcze Rzecznik Dojrzewających Czereśni? Albo Rzecznik Praw Koni Wierzchowych?

DONALD, WRÓĆ! I NIE ODCHODŹ!

W tym całym lunaparku politycznej groteski jeden człowiek trzyma fason. Donald Tusk. Człowiek, który zbudował scenę polityczną, spalił ją, a potem znowu zbudował i na niej gra główną rolę. To taki Lech Wałęsa z PowerPointa – raz w Brukseli, raz w Rzymie, raz na TikToku.

Donald, jak ojciec, który po suto zakrapianej komunii wraca do domu i mówi: „Dzieci, opanujcie się, przecież jeszcze sąsiedzi patrzą”, z uporem maniaka próbuje trzymać wszystko w kupie.

Bo tylko jemu jeszcze zależy, żeby Polska była krajem nowoczesnym, demokratycznym i europejskim. Cała reszta tłoczy się już wokół etatów, mikroprzekazów i bezużytecznych rzeczników.

CZYLI CO DALEJ?

Co dalej? Może czas wreszcie przyznać, że ten rząd to nie koalicja marzeń, tylko polityczne małżeństwo z rozsądku, po trzech kieliszkach nalewki. PSL chce być ministrem wszystkiego, Hołownia marszałkiem wszechświata, a Lewica – no cóż – Lewica chciałaby po prostu przetrwać. Tylko Platforma jeszcze coś planuje. Oby nie rekonstrukcję powojennego sanatorium, tylko realny program.

Bo jak nie, to wybory 2027 naprawdę wygra PiS z Braunem i Mentzenem, a wtedy będzie już tylko jeden Rzecznik – od Narodowej Czystości Rasy, Płci i Kapusty Kwaszonej.

A na koniec…

Drodzy Czytelnicy, bądźcie spokojni. Rzeczywiście nie da się pić wrzącej wody. Ale nie dlatego, że parzy. Tylko dlatego, że wrzątek to nasze media, polityka i Facebook. Trzeba poczekać, aż przestygnie. A wtedy nalać sobie szklankę zdrowego rozsądku i zapytać: kto tak naprawdę gra w tym teatrze, a kto tylko ustawia krzesła?

I choć wszyscy są dziś zmęczeni polityką, to pamiętajcie: wciąż lepiej żyć ze zmęczonym Tuskiem niż z wypoczętym Hołownią.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights