REPREZENTANCI ŚWIATOWEGO CYRKU, CZYLI KTO JESZCZE ZASIADA W LOŻY WSTYDU

Warszawa

Nie tylko Bruksela uprawia polityczny eksperyment „jak zrujnować wszystko, co dobre, w białych rękawiczkach”. Zresztą to nie jest konkurs. Choć gdyby był, konkurencja byłaby zawstydzająco mocna. Przed państwem: druga część naszej parady potępień.

PUTIN – IMPERATOR BUNKRA, STRAŻNIK ABSURDU

Władimir Władimirowicz Putin, wieczny cesarz imperium z papieru, gdzie rzeczywistość kreuje telewizja, a sukces mierzy się długością konwoju wojskowego w stronę niczego. Kiedyś chciał odbudować Związek Radziecki, dziś zadowala się rozbijaniem pralek na części i przetapianiem ich na rakiety. Wojna na Ukrainie to dla niego nie konflikt – to reality show. I jak to w reality show – wszyscy są zmęczeni, ale nikt nie może przestać oglądać.

Putin to człowiek, który wierzy, że napalm leczy demokrację, a granice państw to tylko sugestia. Przy tym wszystkim nosi marynarkę z takim wdziękiem, jakby ją pożyczył od trupa. Władimir myśli o przyszłości tak, jak drwal myśli o lesie – jako o zbędnym utrudnieniu.

VIKTOR ORBÁN – ŚWIĘTY PATRON GRY POZORÓW

Człowiek, który widząc płonący dom, zdejmuje czapkę i modli się, żeby nie zawiało dymem w stronę Moskwy. Jego „neutralność” wobec Rosji to eufemizm na „gram w jednej drużynie, ale jeszcze nie powiedziałem tego głośno”.

Orbán uwielbia Unię Europejską – ale tylko jako bankomat. Demokrację – o ile to on ją kontroluje. I Węgry – pod warunkiem, że nie protestują. Zbudował system, w którym niezależność mediów to relikt, a opozycja gra głównie w bierki, bo wszystko inne jest zakazane.

Jego strategia? Blokować wszystko, co pachnie Zachodem, pomagać Putinowi i liczyć, że nikt się nie zorientuje, bo akurat będą wybory do rady osiedla w Brukseli i uwaga się rozproszy. Geniusz polityczny w stylu „jak ugrać wszystko i nie zrobić nic”.

NARENDRA MODI – GURU OD SAMOZACHWYTU

Indie mogłyby być regionalną potęgą, ale zamiast tego są państwem, w którym premier woli budować kult jednostki niż kanalizację. Modi to mistrz narracji – stworzył mit silnych Indii, które jednak mają problemy z powietrzem, wodą, elektrycznością i demokracją.

Religia miesza z polityką jak DJ na weselu – bez umiaru. Zamiast modernizacji mamy rewitalizację mitów. Mimo to Zachód go głaszcze, bo Indie są potrzebne w grze z Chinami. A że miliony obywateli nie mają dostępu do lekarza? Cóż, geopolityka nie zajmuje się detalami.

OLAF SCHOLZ – KANCLERZ ZWLEKANIA

Niemcy, dawniej znani z porządku, dziś znani z tego, że nie mogą podjąć żadnej decyzji bez ośmiotygodniowej narady i kawy w termokubku. Scholz to człowiek, który potrafi powiedzieć „tak, nie, może” w jednym zdaniu i nie zauważyć, że trwa kryzys.

Gdy trzeba było pomagać Ukrainie – zwlekał. Gdy trzeba było pomóc rolnikom – zwlekał. Gdy trzeba było coś powiedzieć – wydał oświadczenie w PDF. Niemcy to dziś wielka maszyna zacięta na politycznym ekranie powitalnym: „Bitte warten…”

IRAN – SZTAFETA AUTOKRATÓW W KAPTURACH

Iran to kraj, gdzie czas się zatrzymał, ale represje przyspieszyły. Rządzą starzy panowie, którzy z równą pogardą traktują kobiety, Internet i własny naród. Republika Islamska to taki Disneyland dla mizoginów i paranoików.

Przywódcy Iranu śnią o imperium, ale mają problem z obsługą klimatyzacji. Ich polityka opiera się na zasadzie: „jeśli coś działa, zniszcz to, zanim będzie za późno”. A potem ogłoś, że to spisek Zachodu.

Iran eksportuje: ropę, groźby, i tak zwane „moralne przesłanie”, czyli prawo szariatu na sterydach. Wewnętrznie? Gospodarka tonie, społeczeństwo wrze, ale przecież ważniejsze, żeby kobieta nie założyła jeansów.

ERDOĞAN – KOLEKCJONER KONFLIKTÓW I MECZETÓW

Recep Tayyip Erdoğan to człowiek, który kiedyś chciał wprowadzić Turcję do Unii, a dziś najchętniej wprowadziłby ją w XIV wiek. Każdy, kto choć raz powiedział coś złego o jego rządzie, został albo aresztowany, albo oskarżony o terroryzm, albo obie rzeczy naraz.

Jego model przywództwa to: „wszystko ja, reszta to hałas”. Turcja pod jego wodzą to miejsce, gdzie demokracja umarła ze śmiechu, a gospodarka przypomina krzywą na zjeżdżalni. Erdoğan zgrywa rozjemcę między Wschodem a Zachodem, ale w praktyce flirtuje z Putinem, szantażuje NATO i rozdaje paszporty jak kartki na chleb.

ROBERT FICO – POWRÓT Z ZAŚWIATÓW

Słowacki premier, który wrócił z politycznego grobu jak bohater kiepskiego horroru. Robert Fico flirtuje z Węgrami, z Rosją, a najczęściej z własnym ego. Jego powrót oznacza jedno: Słowacja dołącza do osi „może nie tak do końca z Putinem, ale kto wie”.

Fico prezentuje się jako realista, ale jego realia to: „co złe, to Unia, co dobre, to zasługa mojego geniuszu”. W Słowacji odradza się model rządzenia znany z czasów, kiedy demokracja była tylko hasłem, a wolne media – problemem do rozwiązania.

CHINY – INSTRUKTORZY DYKTATURY NA EKSPORT

Chiny to taka globalna wersja Photoshopa – z zewnątrz błyszczące drapacze chmur, pociągi-lewitujące-magnesem, aplikacje lepsze niż twoje życie, ale wystarczy powiększyć piksele, by zobaczyć: masowa inwigilacja, przymusowe obozy reedukacyjne i zero wolności prasy. Władza absolutna, ale z dostawą do domu.

Xi Jinping zbudował z Państwa Środka platformę do globalnego pokerka, w którym nikt nie zna zasad, bo tylko on rozdaje karty. Klimat? Dziękujemy, ale najpierw trzeba napchać węgla do reaktorów i zbudować kolejne elektrownie „na wszelki wypadek”.

Chiny „przewodzą” światu – szczególnie w kwestiach, w których świat raczej nie prosił o przewodnictwo. Z Tajwanem flirtują jak nastolatek z obsesją – ale takim z rakietami. Hongkong został oficjalnie przyłączony do katalogu pamiątek historycznych. A globalne inwestycje? Pas i Szlak, czyli jak ci pożyczyć pieniądze, a potem cię elegancko kolonizować z uśmiechem Mao.

IZRAEL – WOJNA, POKÓJ I BENJAMIN „WSZYSTKO-MOŻNA” NETANJAHU

Izrael to jedno z tych miejsc, które teoretycznie powinno być domem dla idei pokoju, ale w praktyce przypomina dom, gdzie cały czas trwa awantura, a ojciec rodziny codziennie budzi się z nowym planem budowy ogrodzenia – w cudzym ogródku.

Benjamin Netanjahu, najdłużej urzędujący premier w historii Izraela, to polityczny teflon – nic do niego nie przywiera, nawet akty oskarżenia. Od lat prowadzi kraj na granicy wojny, prawa i kabaretu. Demokracja? Tylko wtedy, gdy są wyniki zgodne z oczekiwaniami. Inaczej: zamach stanu! Wolne sądy? Przestarzały koncept.

Oczywiście, Netanjahu ma swoje trudności: opozycja go nienawidzi, część armii patrzy na niego jak na poparzoną rybę, a sojusznicy Zachodu coraz częściej mówią „Benji, może już wystarczy?”. Ale on nie słyszy. Zajęty jest rozpisywaniem nowych planów kolonizacji Zachodniego Brzegu i wymyślaniem, jak nie wylecieć w powietrze – politycznie i literalnie.

INDIE – DEMOKRACJA Z MODYFIKACJĄ GENETYCZNĄ

Narendra Modi wygląda jakby codziennie czytał Biblię autorytaryzmu i wyrzucał z niej niepotrzebne przypisy. Indie, największa demokracja świata, pod jego rządami przypominają bardziej niekończący się wiec wyborczy, gdzie wolność słowa jest… wolnością do wychwalania premiera.

Rządy Modiego? Mniej Mahatma Gandhi, więcej „Panie, ja tu rządzę”. Hindutwa, czyli nacjonalizm religijny w wersji hardcore, wciska się wszędzie – do szkół, sądów, nawet do kuchni (wołowina? Zapomnij, to już temat tabu).

Indie aspirują do miana supermocarstwa. Problem w tym, że ich infrastruktura często działa jak zapomniane metro w SimCity, a smog ma więcej praw obywatelskich niż opozycja.

Modi gra na nosie wszystkim – flirtuje z Putinem, kupuje technologie z Zachodu, kopie Chiny pod stołem, a własny kraj trzyma za gardło z uśmiechem Buddy. Świetnie zarządza PR-em. Ale niestety: powietrzem już nie.

FRANCJA I NIEMCY – STARY DOBRY EURODYSFUNKCJONALIZM

Francja pod wodzą kogokolwiek (aktualnie: Macrona na autopilocie) przypomina ciotkę na weselu – dużo mówi, dramatyzuje, wszyscy ją znają, ale nikt nie chce z nią siedzieć przy stole. U siebie ledwo kontroluje sytuację: strajki, protesty, płonące kosze na śmieci – i to nie przez globalne ocieplenie.

Macron próbuje być mężem stanu, ale co wyjazd to inna osobowość: raz Napoleon, raz TikTokowy influencer, raz eurobiurokrata. W Brukseli mówi o zrównoważeniu, w kraju podnosi wiek emerytalny do momentu, w którym nie dożyje nikt poza nim.

A Niemcy? Niemcy z kolei już dawno temu zamieniły silnik Mercedesa na rozpędzoną troskę o proporcjonalność. Kanclerz Friedrich Merz wygląda, jakby codziennie pytał samego siebie, czy warto jeszcze cokolwiek finansować. Płatnik netto, który dostaje 41 centów z każdego euro. Nic dziwnego, że Berlin robi miny jak podczas obiadu z teściową.

WNIOSEK? PLANETA SIĘ DUSI, ALE PRZYWÓDCY MAJĄ WIĘKSZE ZMARTWIENIA

Na przykład: jak przypodobać się lobbystom, jak przetrwać najbliższe wybory, jak przekonać świat, że wszystko idzie zgodnie z planem – mimo że nie ma już ani planu, ani kierunku.

Klimat się wali, fundusze UE dryfują w stronę „nowej konkurencyjności”, a liderzy polityczni świata zachowują się jak dzieci grające w SimCity z modem na nieśmiertelność.

Jeśli świat to cyrk, to my właśnie jesteśmy w namiocie głównym, podczas występu magików, którzy powodują znikanie lasów, wody i czystego powietrza – zostawiając po sobie tylko dym, kurz i rachunek do zapłaty.

I TAK TRWA TEN TEATR ABSURDU.
Na scenie same znane twarze. Widzowie zmęczeni, ale nadal na miejscach.
Bo co innego mamy robić?
Czytać książki?

Nie żartuj.

Brawo, ludzkości. Brawo.


  1. Andrzej Drobnik

    Świetne podsumowanie rzeczywistości Panie Krzysztofie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights