
(felieton z Bielejewa, gdzie prawda leży pod płotem, a polityka pod kuflem)
Siedzę jak zwykle, na krześle z „Promocji w Dino”, noga odłamana, ale podparta cegłą, piwko w ręce, a w duszy – polityka. Bo w Bielejewie nie mamy kina, nie mamy teatru, ale mamy Wiadomości, Onet, OKO.press, Polsat News, jednego anteniarza i trzy sąsiadki, które wszystko wiedzą. Jak mawia Stasiek – „U nas nawet koza wie, że Donald Tusk wrócił i znowu robi czystki. A jak nie wie, to znaczy, że to koza z PSL-u.”
No i była ta rekonstrukcja rządu. Jak to usłyszał Władek spod sklepu, to powiedział, że ostatni raz taką rekonstrukcję to widział, jak jego żona wyrzuciła mu wszystkie skarpetki i powiedziała, że „czas na zmiany, bo śmierdzi PRL-em”. I to był dopiero przewrót.
Najpierw Tusk wywalił Bodnara. Bodnar to był taki polityczny ksiądz proboszcz – zawsze poważny, zawsze z kodeksem w ręku, taki co to bardziej czytał konstytucję niż Facebooka. Trochę jak Andrzej z sąsiedniej wsi, co wszyscy wiedzą, że mądry, ale jak zaczyna gadać, to w połowie zasypiasz. No i co zrobił Donald? Jak dobry gospodarz – postawił na młodsze stado. Przyszedł Żurek – sędzia, wojownik, taki co to nie sieje, nie zbiera, ale walczy z dzikami, sądami i czarną zarazą. Chłop wygląda, jakby mu tylko tarczy brakowało.
U nas w Bielejewie mówi się, że jak ktoś zmienia człowieka spokojnego na narwańca, to albo buduje kanał przez wieś, albo się szykuje na wojnę. A że kanału nie ma – no to zgaduj, zgadula, gdzie ten cep poleci.
Potem Domański dostał cały worek – finanse i gospodarkę. Bo przecież wiadomo, że jak coś nie działa w dwóch miejscach, to najlepiej to połączyć i dać jednemu. To tak jakby sołtys dał chłopu i mleczarnię, i skup buraków, i jeszcze kółko rolnicze – i powiedział: „No to teraz będzie szybciej.” A ten chłop ma dwa traktory i oba na gaz. Domański może i zna się na tabelkach, ale jak mawia Jadzia z Koła Gospodyń Wiejskich: „Gdyby tabelki leczyły, tobyśmy mieli szpital z Excela, a nie w kontenerze.”
No i Motyka od energii. PSL go wystawiło, bo to ich specjalność – coś dostać, nic nie powiedzieć i potem dumnie wziąć odznaczenie za „utrzymanie stabilności”. Motyka wygląda, jakby całe życie obsługiwał agregat prądotwórczy i teraz go wsadzili do elektrowni atomowej. Ale kto wie – może coś odpali. Tylko żeby nie było jak z Zochą, co włączyła mikrofalówkę i wysadziła licznik.
No i Leszczyna – nasza była ministra zdrowia. U nas kobity mówiły, że przynajmniej się starała, a faceci pytali tylko: „To ta od aborcji?” Bo dla nich wszystko, co nie dotyczy prostaty albo dopłat do nawozów, to egzotyka. Leszczyna próbowała wprowadzać WHO, wytyczne, procedury… Tylko że jak WHO, to dla wielu brzmi jak imię psa, a „procedura” to coś, co ci grozi, jak za dużo wypijesz w karczmie.
W jej miejsce przyszła Sobierańska-Grenda – kobita z doświadczeniem w restrukturyzacjach. W Bielejewie restrukturyzacja, to jak gmina sprzedaje starą szkołę i robi tam skład budowlany. Niby coś nowego, ale wciąż wali starym. Zobaczymy. Jak u nas nowa lekarka przyszła z miasta, to też się ludzie bali. A teraz przyjmuje nawet z trzeźwym wzrokiem.
A teraz crème de la crème, czyli Kobiety Bez Resortów, albo jak to nazwał Czesiek – „Ministry Zapasowe”. Trzy kobity – Kotula, Porowska i Okła-Drewnowicz – zostały w rządzie, ale bez działki. Jakby ich pies pogryzł i nie wolno im już wychodzić z budy. Niby wciąż w KPRM, ale jak mówi Heniek: „To tak jakby cię zaprosili na wesele, ale kazali siedzieć w kuchni i obierać ziemniaki.”
Kotula od równości – no to już wiadomo. Równość to temat śliski, jak świnia po deszczu. Niby wszyscy mówią, że fajnie, ale jak przychodzi co do czego, to lepiej, żeby się sama nie narzucała. A społeczeństwo obywatelskie? U nas społeczeństwo obywatelskie to Zbyszek, który co roku robi festyn, i Helena, co zbiera podpisy za chodnikiem. Reszta społeczeństwa woli siedzieć i pić, czyli – obywatelsko.
Tusk, jak już przemawiał, to tak, jakby na chrzcie krowy był. Nic o wizji, nic o programie. Tylko że „idziemy dalej”. Ale dokąd? Czesiek mówi, że „chyba na targ po siano”, bo nic więcej nie słychać. A przecież teraz, kiedy po ulicach maszerują te nacjonalistyczne chłopaki w czarnych kurtkach i z miną, jakby im ktoś radio zepsuł – to trzeba by powiedzieć coś więcej niż „idziemy dalej”. Trzeba czasem powiedzieć „hamujcie, bo nam się kraj zaraz wywróci jak stodoła u Zenka w ’97.”
No i tak to wygląda z Bielejewa. Rząd się przebudowuje, Tusk miesza w kadrach, jak babcia w bigosie po trzecim odgrzewaniu – niby to samo, ale co raz inny smak. A naród patrzy, krzywi się, klnie, ale na koniec i tak przyjdzie do urny i wrzuci głos na tego, co wygląda, jakby umiał trzymać łopatę.
A Donald? My tu go lubimy. To taki chytry chłop. Trochę cwaniak, trochę aktor, ale jak trzeba to i krowę wydoi, i Niemca objedzie. Tylko niech już powie, dokąd my idziemy, bo tu w Bielejewie nikt nie ma mapy.
Jak mawiał stary Waluś:
„Jak nie wiesz, dokąd idziesz, to chociaż zabierz kanapki.”
Premierze, pakuj wałówkę. Bo burza idzie.

Dodaj komentarz