RADA MINISTRÓW JAK SITKO, PREZYDENT NA HUŚTAWCE, A POLITYCY W CYRKU

Warszawa

Rada Ministrów „cieknie jak sito” – tak stwierdziła Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz po awanturze na posiedzeniu rządu. Słusznie zauważyła: to nie była już narada, tylko casting do „Mody na sukces”. W tle – podatek od aut spalinowych, temat równie seksowny jak dyskusja o podatku od deszczu. Pani minister tłumaczy, że była „w pełni przygotowana”. Tak, zapewne jak student, który nie przeczytał lektury, ale za to obejrzał streszczenie na YouTubie.

Z kolei prezydent Nawrocki zachowuje się jak bohater brazylijskiej telenoweli: podpisze ustawę, nie podpisze, może się pochyli, może się rozmyśli. W jego otoczeniu krążą takie frazy jak „pochyli się nad sprawą”. Pochylać się można nad dzieckiem w wózku albo nad wierszem Miłosza, ale nad ustawą? To już zakrawa na gimnastykę artystyczną. Tymczasem Miłosz Motyka, minister energii, apeluje, by prezydent „nie miał na co czekać”. Brzmi jak rodzic mówiący nastolatkowi: „Wracaj do domu, bo kolacja stygnie”.

Na szczęście w tej farsie są też postacie poważne. Radosław Sikorski, zamiast bawić się w poetykę „pochyleń”, jasno i mocno ostrzegł Rosję. Powiedział w CNN, że Polska nie zawaha się zrobić, co trzeba, jeśli rosyjskie samoloty naruszą naszą przestrzeń powietrzną. Wreszcie ktoś, kto potrafi mówić prosto i twardo, bez pudrowania rzeczywistości. Jego komentarz „przyjąłem” do słów Trumpa o konieczności zestrzeliwania rosyjskich samolotów był krótszy niż tweet Kaczyńskiego o alkoholizmie kobiet – i znacznie bardziej treściwy.

A propos Kaczyńskiego – wciąż próbuje zrozumieć świat przez pryzmat alkoholu. Stwierdził, że mężczyzna potrzebuje 20 lat picia, by popaść w alkoholizm, a kobieta tylko dwóch. Jakby nałogi rozwijały się w równych interwałach czasowych, niczym abonament w Play. Oczywiście specjaliści natychmiast sprostowali, że to bzdura. Ale cóż, prezes wciąż żyje w świecie, gdzie kobieta jest albo świętą, albo zagrożeniem dla gatunku.

A teraz crème de la crème: Sławomir Cenckiewicz, człowiek bez poświadczenia bezpieczeństwa, uczestniczący w zastrzeżonym posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego. To tak, jakby zaprosić do bankowego sejfu pana z ulicy, bo „ładnie się uśmiecha”. ABW musi teraz wyjaśniać, jak to możliwe. Państwo polskie, które tak dba o tajemnice, wpuściło na salę człowieka z cofniętym certyfikatem. Cyrk, ale bilety opłaciliśmy wszyscy.

W tym samym czasie Donald Tusk i Waldemar Żurek próbują przywrócić choć odrobinę powagi. Tusk, mimo ataków i sabotażu, pozostaje politykiem z wizją i klasą. Żurek, choć kąśliwy, ma odwagę mówić wprost o kompromitacji instytucji. To oni brzmią jak dorośli w pokoju pełnym rozwrzeszczanych dzieci.

Podsumowując: mamy rząd cieknący jak dach w stodole, prezydenta miotanego między podpisem a wetem, opozycję, która brnie w mity o kobietach i alkoholu, oraz szefa BBN, który do tajemnic ma taki dostęp jak przeciętny internauta do plików NASA. Jedyną nadzieją pozostaje, że wśród tego chaosu znajdzie się kilku ludzi pokroju Tuska, Sikorskiego czy Domańskiego – którzy zamiast teatralnych póz wybiorą normalne rządzenie.

A reszta? Cóż. Jak mawiają klasycy: „niech się bawią”.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights