PUTIN MÓWI, ORBÁN SŁYSZY CO INNEGO, A POLSKA ROBI SWOJE

Warszawa

Wieczorne wiadomości z piątku, czyli nasza ulubiona mieszanka geopolityki, kabaretu i wiadomości gospodarczych z gatunku „no niby dobrze, ale jakoś niepokojąco”. Zacznijmy od tego, że w Moskwie spotkali się dwaj ludzie, którym najwyraźniej tłumacze przeszkadzają w kontaktach z rzeczywistością. Putin rzuca, jak zwykle, swoje imperialne formułki, a Orbán słyszy… zniżki na gaz. Jak w tanim markecie z bronią i suwerennością.

Niektórzy twierdzą, że Viktor Orbán reprezentuje całą Unię Europejską. Inni, że całe Węgry. Prawda jest taka, że reprezentuje wyłącznie samego siebie i rachunki za ogrzewanie. Spotkanie z Putinem ma mu załatwić tanią energię na zimę, a reszta Europy może sobie protestować w moralnym cieple. Kreml wykorzystuje okazję i pokazuje: „zobaczcie, nie jesteśmy tacy samotni”. Tyle że jedyny, który puka do drzwi, to Orbán z reklamówką na gaz.

W tym samym czasie w Ukrainie przesunięcia tektoniczne – przeszukano rezydencję najbliższego współpracownika prezydenta. W Moskwie zapanowała euforia, bo ktoś tam wciąż myśli, że walka z korupcją to coś podejrzanego. Tymczasem w Kijowie działa instytucja, która jest w stanie dotknąć nawet ludzi z samego szczytu. W Rosji takie instytucje nie istnieją. Tam jedyną metodą walki z nadużyciami jest okno na wyższym piętrze.

W Polsce z kolei inflacja zdziwiła ekonomistów i Glapińskiego – bo spadła. Choć dalej siedzi powyżej komfortu przeciętnego konsumenta, to i tak zaczęto ćwiczyć narrację: „a nie mówiłem?”. Stopy procentowe mogą spaść. Kredytobiorcy westchnęli, ale bez nadziei. A rynki finansowe, znudzone polskim chaosem, przyjęły wieści z kamienną twarzą.

Między tymi rynkami a realnym życiem – dywersja na kolei i zarzuty o szpiegostwo dla pięciu osób, w tym nieletniej. Tropy prowadzą do sieci, do kryptowalut i do mentalności rodem z gier komputerowych. Dziś sabotaż nie wymaga nawet znajomości języka – wystarczy dostęp do Telegrama i zdjęcie słupa trakcyjnego.

Na Zachodzie USA zamykają granice dla uchodźców z „państw Trzeciego Świata” – w ramach nowego pomysłu na przyciąganie elektoratu. A Donald Trump, nadal przekonany, że jego ego mieści się na planecie, ogłasza 28-punktowy plan pokojowy, który przypomina bardziej manifest marzeń Kremla niż jakikolwiek realny program. Sedno planu: Ukraina niech się cofnie, Rosja niech się uśmiechnie. Świat wzrusza ramionami, ale nikt nie wyklucza, że taki absurd może jeszcze kiedyś wrócić do Białego Domu.

Tymczasem w kraju: profesura dla Manowskiej jednak nie przeszła, bo ktoś się w końcu zorientował, że logika akademicka to jednak coś więcej niż polityczne poparcie. Wycofanie się z tej farsy to dobry ruch, choć spóźniony o kilka lat i kilka kompromitacji.

W sprawach przyszłości: AI nadciąga, ale polski entuzjazm kończy się na „czy AI może napisać posta na profil gminy?”. W tle: Amazon zwalnia pracowników i zastępuje ich robotami. Kurierzy niedługo mogą być wspomnieniem, a ich miejsce zajmą drony z pękniętym plastikiem i głosem z syntezatora. Jedno jest pewne – żaden z nich nie zostawi awizo.

Na scenie politycznej klasyka: Lewica nadal rozważana jako zjawisko bezobjawowe. Postać marszałka wciąż trzyma się fotela, jakby to był jedyny materialny dowód jego istnienia. Ideałów brak, ale za to świetne PR-owe tło i retoryka miękka jak poduszka w hotelu dla bezkręgowców.

W kulturze – niektórzy bronią się filmami, inni nie mają już siły na obronę. W przestrzeni publicznej coraz więcej ludzi z poważnymi minami mówi poważne rzeczy, które potem znikają w powodzi kiczu i codziennej farsy.

Tak się kończy ten piątek: Europa balansuje między solidarnością a cynizmem, Ameryka flirtuje z populizmem, Ukraina walczy o życie, Rosja udaje moralność, a Polska – jak zwykle – robi swoje. Z gracją lunatyka na linie rozpiętej nad wesołym miasteczkiem.

Do jutra. O ile znowu ktoś nie odłączy internetu albo nie wyśle listu gończego za własnym cieniem.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights