



Felieton o cynizmie w szczytowej formie, czyli o tym, jak czerwone płaszcze zmieniły się w peleryny superbohaterów Lewicy.
Gdyby ktoś napisał scenariusz filmu o Włodzimierzu Czarzastym, producenci odrzuciliby go jako mało wiarygodny. Bo kto by uwierzył, że facet, który należał do PZPR w stanie wojennym, potem dryfował po partiach jak krążownik po Wiśle, był bohaterem afery Rywina, przetrwał każdą polityczną zawieruchę, i dziś – w 2025 roku – zasiada dumnie w fotelu marszałka Sejmu? A jednak. Polska nie jest krajem dla ludzi bez elastycznego kręgosłupa.
Czarzasty to nie polityk. To fenomen. To przypadek podręcznikowy. Gdyby był bohaterem mitologii, nazywałby się Proteusz – ten, co zmienia kształty. Ale że jest z Ordynackiej, to raczej nosi ksywę „Ten, co wie, kto trzyma teczki”.
CZŁOWIEK, KTÓRY NIE MA WSTYDU, ALE MA STRATEGIĘ
Czarzasty to polityczny kot Schrödingera: jednocześnie jest i nie jest lewicowy. To nie ma znaczenia. Liczy się tylko to, że jest przy stole. I że rozdaje. A co rozdaje? Władze, wpływy, posady, uśmiechy. Wszystko, co się świeci. Zresztą, w tym kraju nie trzeba być ideowcem, wystarczy być użytecznym.
A że dziś jest użyteczny dla Donalda Tuska? To nic. Jeszcze niedawno, z tym samym uśmiechem, klepał się po plecach z Ziobrą, a media publiczne tym się nie przejmą. Dla Czarzastego koalicje to coś jak zmienne pory roku – trzeba zmieniać garderobę, ale nie styl.
MAREK SIWIEC, CZYLI MEBEL Z KOMITETU CENTRALNEGO
Co robi człowiek, który naprawdę nie przeprasza za nic? Otacza się ludźmi tak samo niewzruszonymi. Marek Siwiec – żywa przypinka do klapy PRL-owskiej marynarki – został właśnie szefem Kancelarii Sejmu. To on kiedyś przedrzeźniał Jana Pawła II, a dziś będzie podpisywał umowy o dostawie kawy i papieru do drukarek w sercu polskiej demokracji.
Zupełnie serio – Marek Siwiec. Ten sam, co znał każdego sekretarza i niejedną tajemnicę kancelarii prezydenta Kwaśniewskiego. Powrót do polityki przez drzwi Czarzastego, to jakby Dracula wrócił do Transylwanii na zaproszenie ministra zdrowia.
CZARZASTY JAK WINYL – TRZESZCZY, ALE GRA
Włodek wie, jak się gra na emocjach. Uroczy, łysy, z nieskrywanym przekonaniem o własnej zajebistości. Głosuje, przemawia, kadruje się na humanistę. Kiedy trzeba – cytuje Mickiewicza. Kiedy trzeba – głosuje jakby był z PiS. Nieważne, gdzie jest, ważne, czy ma wpływ.
A że wpływ ma? Ma. Ma marszałkowską buławę, ma Gawkowskiego jako swojego lewicowego delfina, ma swoje stare układy, które – jak widać – świetnie się konserwują.
CZY TO JESZCZE LEWICA, CZY JUŻ ORDYNACKA CORPORATION?
Razem? Wyrzucone z rządu. Senyszyn? Wypchnięta. Miller? Wypluty i wyśmiany. Nowa Lewica to dziś partia o starej duszy i nowych korzyściach. Czarzasty zdobył ją przez wrogie przejęcie – bez ceregieli, z uśmiechem. Przeflancował dawnych ludzi z SLD, dokleił parę świeżych twarzy do dekoracji i gra.
Na czym gra? Na tym, że demokracja bez niego się nie spina. Tusk go potrzebuje, bo Koalicja Obywatelska bez lewicy to jak kawa bez kofeiny – można wypić, ale po co?
ROZŁAMY, ZGRZYTY I KLASYCZNE „NIE MAMY WYJŚCIA”
Lewica dziś zjada własny ogon. Razem chce czystości ideowej, Czarzasty chce posad. Zandberg mówi o wartościach, Włodek o gabinetach. Kiedyś to może się rozpaść. Ale póki co – to się trzyma. Bo trzyma się dzięki arytmetyce.
A wszyscy ci postępowi komentatorzy, którzy teraz piszą z zachwytem o „mężu stanu z Ordynackiej”, powinni pamiętać jedno: fakt, że PiS był gorszy, nie czyni Czarzastego bohaterem.
FINISZ – MARSZAŁEK BEZ HISTORII, ZA TO Z TWARDYM DYSKIEM
Nie łudźmy się – historia nie wraca jako tragedia czy farsa. W Polsce wraca jako urzędnik z nominacją partyjną i certyfikatem zaufanego towarzysza. Czarzasty nie buduje nowego porządku. On gra w grę, którą sam dawno temu współtworzył. Z tymi samymi ludźmi, z tymi samymi metodami.
Czy to wystarczy, żeby utrzymać się przy władzy? Może. Ale niech nikt nie mówi, że to jest fajne.
Bo fajne to było wtedy, kiedy jeszcze wierzyliśmy, że historia idzie do przodu. A dziś? Historia po prostu siedzi w Sejmie, z łysym uśmiechem, patrzy na nas i mówi:
– Mam swój rozum.
I może to właśnie jest największa tragedia tego systemu: że rozum nie zawsze idzie w parze z przyzwoitością.

Dodaj komentarz