PRZYDACZ NA WYLOCIE, CZYLI JAK ZOSTAĆ OBSERWATOREM HISTORII

Warszawa

Karol Nawrocki jednak nie leci. I w tej jednej sprawie należy mu się pochwała – rzadko zdarza się, by polityk wykreowany przez PiS zrobił coś, co nie kończy się międzynarodowym wstydem na żywo. Nie leci. Wysyła obserwatora.

A obserwatorem będzie Marcin Przydacz.

I tu zaczyna się komedia omyłek.

CZŁOWIEK, KTÓRY TŁUMACZY RZECZYWISTOŚĆ

Marcin Przydacz od lat specjalizuje się w jednej dziedzinie: tłumaczeniu świata na język PiS. A czasem – co trudniejsze – tłumaczeniu wypowiedzi Karola Nawrockiego na język zrozumiały dla ludzi, którzy czytają książki bez obrazków.

To trudna sztuka. Bo kiedy prezydent mówi coś w stylu „nie wykluczam wszystkiego, ale wykluczam wykluczenie”, ktoś musi to przełożyć na: „proszę państwa, sytuacja jest dynamiczna”.

Przydacz robi to z powagą bibliotekarza i miną człowieka, który właśnie odkrył sens dziejów w trzecim tweecie Donalda Trumpa.

TRUMPIZM W WERSJI MINI

Przydacz od dawna patrzy na świat przez pryzmat Waszyngtonu w wersji MAGA. W jego opowieściach Trump to nie polityk, lecz objawienie w czerwonej czapeczce. Człowiek–capslock. Tweetujący Mojżesz, który zamiast tablic niesie tablet z aplikacją Truth Social.

Trump w tej narracji nie popełnia gaf. On „resetuje narrację”. Nie obraża sojuszników. On „wprowadza element nieprzewidywalności”. Nie podważa ONZ. On „tworzy nową architekturę globalną” – najlepiej z betonu z logo własnego nazwiska.

Kiedy Donald Trump ogłasza Radę Pokoju – projekt, który może zastąpić ONZ,  jak fast food zastępuje kuchnię – Przydacz nie pyta „czy to ma sens?”. On pyta: „czy możemy zrobić zdjęcie bliżej flagi?”.

W trumpizmie Przydacza wszystko jest wielkie, historyczne i przełomowe. Nawet jeżeli to tylko konferencja, na której autokraci mieszają się z demokratami, jak skład drużyny z meczu pokazowego, w którym nikt nie wie, kto gra dla kogo.

Kiedy Donald Trump ogłasza Radę Pokoju – projekt, który w niektórych kręgach budzi obawy, że jest alternatywą dla ONZ – Przydacz nie pyta „czy to ma sens?”. On pyta „gdzie mam stać, żeby dobrze wyglądać w tle?”.

Teraz poleci do Waszyngtonu jako obserwator. To piękne słowo. Obserwator. Czyli ktoś, kto patrzy, notuje i do niczego się nie zobowiązuje.

W tej roli Polska – dzięki rozsądkowi Donalda Tuska – nie będzie współfinansować cudzych planów stabilizacyjnych w Gazie, ani wysyłać żołnierzy na kolejną misję pod hasłem, które zmienia się szybciej niż wpisy na Truth Social.

Tusk powiedział jasno: mamy swoje bezpieczeństwo, swoje wydatki, swoje 43,7 miliarda euro z SAFE. I 90 procent obrony przeciwdronowej finansowanej z tych środków. To jest polityka. Konkret. Liczby.

Przydacz w tym czasie będzie patrzył.

SAFE, CZYLI SERCE POLSKI

W tym samym czasie, gdy rząd walczy o 184 miliardy złotych z programu SAFE – pieniądze, które w 80 procentach mają zostać wydane w Polsce, z czego sama Huta Stalowa Wola może dostać ponad 20 miliardów – prezydenckie otoczenie zastanawia się, jak to zablokować, żeby nie wyszło, że rząd ma sukces.

Premier powiedział wprost: „Zastanówcie się, czy chcecie uderzyć w samo serce Polski”.

I to jest różnica.

Po jednej stronie są liczby, inwestycje, obrona powietrzna, system przeciwdronowy. Po drugiej – opowieści o mechanizmach warunkowości, niemieckich butach i podejrzliwość wobec wszystkiego, co ma pieczątkę Brukseli.

Przydacz jest mistrzem w wyjaśnianiu, dlaczego czarne jest białe, jeśli wymaga tego linia dnia.

PECH NAWROCKIEGO

Nawrocki nie polecił. Może uznał, że zdjęcie z Putinem i Łukaszenką w jednym szeregu – nawet jeśli w tle – to jednak za dużo jak na początek kadencji.

Ale nie łudźmy się. To nie jest nawrócenie. To pauza.

Prezydent, który z pasją kibica potrafi traktować politykę jak trybunę stadionu, nie zmienił nagle charakteru. On nie uprawia dyplomacji. On rozstawia race.

Dla niego polityka międzynarodowa to nie negocjacyjny stół, tylko sektor gości. Są „nasi”, są „tamci”. Jest okrzyk bojowy i jest sędzia, który zawsze jest podejrzany.

Jeśli dziś nie jedzie, to dlatego, że kalkulacja wyszła niekorzystnie. Transparent był gotowy, megafon naładowany, ale ochrona powiedziała: „panie prezydencie, tym razem monitoring jest w jakości 4K”.

A kalkulacja w polityce PiS jest jak terminarz ustawki. Odwołana? Spokojnie. Następna już w przygotowaniu. Może przy SAFE. Może przy kolejnej unijnej decyzji. Może przy czymkolwiek, co da się przedstawić jako zamach na honor trybuny.

Pytanie tylko, czy Polska ma jeszcze czas na takie ustawki.

OBSERWATORZY I STRAŻNICY

Wyobrażam sobie Marcina Przydacza w Instytucie Pokoju w Waszyngtonie. Siedzi, notuje, przytakuje. Obserwuje.

A w Warszawie rząd próbuje zabezpieczyć miliardy na obronę kraju, gdy Rosja wysyła setki dronów nad Ukrainę.

Historia bywa ironiczna. Czasem zapisuje nazwiska tych, którzy budowali system obrony. A czasem tych, którzy obserwowali.

Na szczęście w tej historii ktoś jednak myśli o tym, by pieniądze na obronę nie przepadły w imię politycznej złośliwości.

I za to Donaldowi Tuskowi należy się pochwała. Za rozsądek. Za liczby zamiast mitów. Za politykę zamiast trybuny.

A Przydacz? Cóż.

On poleci popatrzeć.

Oby tylko nie wrócił z nową opowieścią o tym, że obserwowanie to najwyższa forma przywództwa.

Bo prawda jest brutalnie prosta: państwa buduje się pieniędzmi na obronę, przemysłem i sojuszami – a nie zdjęciami z cudzych scen i tłumaczeniem kolejnych trumpowskich improwizacji.

Można być obserwatorem historii.

Albo można ją współtworzyć.

I w tej różnicy mieści się cała przepaść między polityką odpowiedzialną a polityką kibolskiej ustawki.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights