PRZETRWALIŚMY PIĄTEK, ALE CZY RZĄD PRZETRWA KADENCJĘ?

Warszawa

Piątek, czyli ten dzień tygodnia, w którym Polacy mają dwa cele: przeżyć do wieczora i nie myśleć o polityce. Niestety, polityka jak komornik – wchodzi bez pukania i zajmuje wszystko: spokój, rozsądek, a czasem nawet resztki godności.

Sondaże? Te znowu jak wróżby z fusów, tylko że bardziej upokarzające. Z najnowszego badania wynika, że 41,8% Polaków uważa, że rząd Donalda Tuska przetrwa do końca kadencji. Reszta nie wie, nie wierzy, albo już psychicznie się wyprowadziła z tej rzeczywistości.

Donald Tusk, niczym ostatni normalny wujek na weselu, trzyma fason. Mimo że koalicjanci wokół kręcą piruety godne Cirque du Soleil, on spokojnie cedzi słowa, że trzeba jednoczyć demokratów, patriotów i ludzi, którzy nie są Grzegorzem Braunem. Słusznie. Jeśli polityka to teatr, to Braun gra w nim postać drzewa, które wrzeszczy.

A propos teatru: Szymon Hołownia zapowiedział, że ustąpi ze stanowiska marszałka, ale pod warunkiem że zostanie zapewniona „równowaga”. Chodzi m.in. o fotel wicepremiera dla Pełczyńskiej-Nałęcz. Czyli mamy klasyczny polityczny ping-pong: Ty mi marszałka, ja ci wicepremiera. Gra toczy się do trzeciego focha.

Tymczasem sam Hołownia, jak zapowiedział, chce wyjechać do ONZ i zostać Wysokim Komisarzem ds. Uchodźców. Bo najwyraźniej uznał, że łatwiej dogadać się z uchodźcami z całego świata niż z własnym klubem parlamentarnym.

Polska 2050 z kolei przypomina aktualnie serial, który ktoś zostawił na autoplayu: odcinki lecą, ale nikt już nie pamięta, kto z kim i po co. Posłowie rozważają migrację do PSL, PSL rozważa migrację do rozumu, a Lewica – jak zwykle – chce wszystkiego, ale dostaje ustawę o „wspólnym pożyciu u notariusza”, która brzmi jak tytuł poradnika wydanego przez księgarnię parafialną.

A skoro o Lewicy: związki partnerskie zostały przerobione na „ustawę o statusie osoby najbliższej”. Brzmi jak przepis na domowy syrop na kaszel. Ustawa nie zadowoli nikogo, ale – jak mówi premier – „to drobny kroczek, który powinien ułatwić życie”. Tylko komu? Notariuszom?

Na scenie znów pojawił się też Karol Nawrocki, nasz prezydent, który robi wszystko, żeby wyglądać jak mąż stanu, choć przypomina bardziej szefa kółka historycznego z ambicją na dowódcę NATO. W tym tygodniu złożył projekt ustawy „Tak dla polskich portów”. Tak, dobrze czytacie. Brzmi to jak slogan wyborczy do Sejmu Morskiego.

Prezydent próbuje zdyscyplinować rząd i przypomnieć mu o inwestycjach. Bo wiadomo – jak rząd ma problem z koalicją, z sądami, z inflacją i z Niemcami, to najlepszym rozwiązaniem jest rozbudowa portu w Gdyni. Port jako kotwica państwowości. Albo raczej: kamień u szyi.

Tusk, niezrażony, odpowiada z gracją. Mówi: „Oczywiście, rozwijamy porty. Polska staje się potęgą na Bałtyku”. I tutaj mu przyklaskuję. Bo kto jak nie Tusk ma jednocześnie prowadzić reformę sądownictwa, bronić demokracji, negocjować z lewicą o alimenty w związku i jeszcze trzymać PSL z dala od poglądów z XIX wieku?

A z zagranicy? Zełenski rozmawia z Trumpem, który – jak zawsze – sugeruje, że mógłby dać Ukrainie Tomahawki. Ale najpierw musi się upewnić, czy Putin nie zrobi smutnej miny. Eksperci z CSIS mówią, że zawieszenie broni jest „mało prawdopodobne”. Co w języku dyplomatycznym oznacza „prędzej piekło zamarznie, niż Putin odpuści”.

A propos zamarzania: media – tzw. wolne – nagle zaczęły się martwić, że Tusk traci w sondażach, a PiS „wraca do formy”. I jak na komendę, ruszyły programy, felietony i reportaże o tym, że „Tusk zawodzi, a PiS to może jednak nie taki zły”. Jak napisała Eliza Michalik: „Fakty posłużyły za pralnię brudnych polityków”. Cóż, można tylko dodać: pralko-suszarkę z funkcją wybielania.

Na koniec – trochę optymizmu. A właściwie, jego brak. Bo choć premier Tusk buduje nowy „blok demokratyczny”, choć mówi o zjednoczeniu PO, Nowoczesnej i Inicjatywy Polskiej, to większość Polaków nadal nie wie, czy ten rząd dotrwa do końca kadencji. Ale wie za to, że w polityce nic nie jest dane raz na zawsze.

Tak więc piątek mija, polityczny rollercoaster zjeżdża do stacji „weekend”, a my – pasażerowie – trzymamy się kurczowo poręczy. Jeszcze się wszystko może wydarzyć. Choć jedno jest pewne: jeśli cokolwiek przetrwa tę kadencję, to będzie to ironia losu i cierpliwość Donalda Tuska.

A reszta? Reszta to tylko umowa o wspólnym pożyciu z rzeczywistością.

Dobranoc. I miłego weekendu – o ile znowu nie wybuchnie coś, czego nie ma jeszcze w sondażach.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights