
Gdyby Antoni Dudek potrafił czytać siebie z taką przenikliwością, z jaką czyta polityków, to już dawno by zamilkł i odszedł do klasztoru kontemplacyjnego. Ale niestety, zamiast kontemplacji mamy kolejny festiwal egocentrycznych przepowiedni, w którym Profesor-Wieszcz narodu po raz setny ogłasza, że wszystko przewidział, tylko nikt go nie słuchał. Ani Tusk, ani Trzaskowski, ani święty Mikołaj. Naprawdę, Antoni, może czas zmienić publicystykę na wróżenie z fusów?
Ten tekst jest reakcją na jego wypowiedzi opublikowane w Onet.pl (https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/prof-dudek-tusk-mnie-nie-wysluchal-zlekcewazyl-nawrockiego/0bmft6q,79cfc278).
A raczej lament, bo Antoni Dudek zbudował narrację swojego wielkiego rozczarowania i niedocenienia, która zdradza głęboką, niemal osobistą niechęć do Donalda Tuska. Niechęć, która ma swoje korzenie w czasach, gdy Tusk nie korzystał z „drogocennych” analiz profesora i nie wprowadzał ich w życie. Dla Dudka to nie polityczna decyzja, ale osobista zniewaga. Bo jak to możliwe, że premier nie docenił jego ostrzeżeń, nie zaprosił do gabinetu, nie przyznał mu racji? I stąd ta cała operetka pt. „Ja przewidziałem wszystko, tylko mnie zlekceważono”.
Dudek to nie tylko profesor, ale i prorok, który każdą polityczną porażkę potrafi przeinaczyć w triumf swojego nosa. Tusk go rzekomo „nie wysłuchał”, co ma być punktem wyjścia do rozważań o dramatycznej rywalizacji premiera z prezydentem. Profesor dramatyzuje, jakbyśmy byli o krok od zamachu stanu, podczas gdy mamy do czynienia z polityczną awanturą o prerogatywy i wpływy. Ot, klasyka w warunkach współistnienia dwóch silnych ośrodków władzy — a nie jakaś wielka wojna o Pałac i kontrolę nad armią. Powiedzmy sobie uczciwie: gdyby Donald Tusk miał za każdym razem reagować na apokaliptyczne wizje Dudka, musiałby zamienić KPRM na bunkier.
Dudek od lat z zapałem godnym młodego politologa stara się wciskać wszędzie ze swoją narracją. W III RP był ekspertem od historii, w IV RP ekspertem od PiS, w V RP – jeszcze jej nie ma, ale spokojnie, Antoni już napisał doktorat. Kiedyś blisko związany z salonami PiS-u, człowiek Światła i weryfikator historii z IPN-owskiego nadania. Nie można zapominać, że to właśnie w czasach rządów PiS znalazł dla siebie ciepłe miejsce w Instytucie Pamięci Narodowej — nie jako krytyczny recenzent, ale jako jeden z trybików ideologicznej maszyny. Świetnie czuł się w tej roli, dopóki polityczny wiatr wiał mu w plecy. Był komentatorem, którego zapraszano do TVP Info, bo mówił dokładnie to, co władza lubiła słyszeć — tylko że teraz próbuje się od tego odciąć z gracją hipokryty po doktoracie z relatywizmu.
Teraz odgrywa rolę niezależnego mędrcy, choć ślady dawnych sympatii politycznych nadal przebijają przez jego zdania jak nieprasowany kołnierzyk. A jego polityczne prognozy? Można by je zebrać w osobny tomik science fiction. Dudek przewidywał koniec Platformy po 2015 roku, totalny upadek Tuska jako lidera i ostateczne przejęcie Polski przez PiS jako hegemonicznej siły politycznej na dwie dekady. Z tych wszystkich proroctw sprawdziło się dokładnie nic.
W tym wywiadzie, choć ma opowiadać o Nawrockim, Dudek w istocie opowiada o sobie. O swoim wyczuciu, swoim intelekcie, swoim ostrzeżeniu. Cały ten tekst to dramat jednego człowieka, który bardzo chce być świętym Jerzym liberalnej opinii publicznej, ale zamiast smoków trafia tylko na fakty. Fakty takie, że Tusk się trzyma mocno, Nawrocki nie zyskał przewagi, a ręczne sterowanie wojskiem przez Pałac to nadal political fantasy, nie polityka.
Dudek sugeruje, że Nawrocki to nowy Wałęsa, tylko bez Nobla, za to z apetytem na czołgi. Nie wiem, co bardziej śmieszy: to porównanie, czy fakt, że profesor widzi jako jedyne zagrożenie dla Polski nie Putina, nie inflację, nie zmianę klimatu, ale… wetowanie ustaw. Człowiek, który kiedyś przestrzegał przed antydemokratycznym dryfem PiS-u, dziś najwyraźnie pragnie zmienić tor – i uderza w Tuska za to, że nie przejął jego prognoz.
A propos prognoz – Dudek ma ich więcej niż meteorolog z ADHD. Każda z nich podszyta jest dramatyzmem i takim natężeniem tonu, że można by nim spokojnie podlewać grządki. Tusk, jego zdaniem, powinien był poddać się po wyborach i oddać ster Sikorskiemu. Oczywiście. Bo największy sukces opozycji po 2015 roku powinien być zwieńczony strategiczną autoeliminacją lidera. To mniej więcej tak, jakby po zdobyciu Everestu człowiek oddał flagę komuś, kto zna góry tylko z kalendarza.
Wszystkie te Dudkowe rewelacje kończą się rzewną opowieścią o tym, że Tusk „go nie wysłuchał”. No jakże by mógł. Może premier nie ma po prostu zwyczaju słuchać samozwańczych Kasandr z mikrofonem? A może po prostu ma lepsze źródła, niż profesor z wiecznym parciem na szkło i odruchem komentowania każdej iskry jako pożaru?
Dudek to publicysta, który często się myli, ale nigdy nie ma wątpliwości. Kiedy PiS miał rosnąć w siłę, przewidywał trwałą dominację Kaczyńskiego. Kiedy PiS tracił, przewidywał upadek demokracji. Teraz, kiedy Tusk skutecznie ogarnia kraj po ośmiu latach demolki, Dudek nie umie przyznać, że się mylił. Zamiast tego tworzy narracje, w której to on był tym jednym, ostatnim sprawiedliwym, ale niestety nikt nie docenił jego mądrości.
Trudno. Może czas, by profesorowi ktoś pokazał granicę między analizą a kabaretem. Bo jeśli Dudek ma być naszym wieszczem, to ja wybieram milczenie.

Dodaj komentarz