



Karol Nawrocki ma głos. Czasem nawet go używa, o ile nie jest akurat obrażony na świat, Tuska, Unię Europejską, demokrację albo pogodę. Zdarza się jednak, że ten nasz pałacowy Hamlet przemówi. Ostatnio zrobił to z takim patosem i samozachwytem, że gdyby ktokolwiek traktował go poważnie, to może by nawet zaniepokoił Zachód. Na szczęście wszyscy traktują go jak lokalnego bajkopisarza z Gdańska.
Jeszcze nie tak dawno prezydent Karol „prerogatywa” Nawrocki rzucał się na wszystko, co miało pieczęć rządową. Niczym kot brytyjski z obsesją terytorialną, pilnował swoich uprawnień, węszył zamachy na Konstytucję i upierał się, że tylko on wie, jak prowadzić politykę zagraniczną. No przecież to prezydent RP Karol Nawrocki zna Donalda Trumpa osobiście. Może nie grają w golfa, ale już na pewno wymieniają świąteczne życzenia.
I teraz nagle, gdy można było rzeczywiście coś załatwić na linii Warszawa-Waszyngton, co robi nasz niezastąpiony ambasador śmieszności? Mówi: „to nie moja rola, niech rząd działa”. To jakby strażak, który przez cały dzień kłóci się, kto pierwszy chwyta węża, nagle, przy pożarze oznajmił: „To robota dla zarządu wspólnoty mieszkaniowej, ja tylko pilnuję hydrantu”.
Donald Tusk, nie bez ironii, zachęcił Nawrockiego do działań: „Jeśli coś możesz załatwić, nie krępuj się”. A Nawrocki co? Spakował flagi, pojechał do Pragi i wygłosił wykład, z którego wynika, że Unia Europejska to potwór, co dzieciom z talerzy wyjada i każe jeść tofucznicę. Czyli znowu obrażony. Kiedyś to była Unia marzeń, teraz to już tylko Unia grzechów i niedzielnych zakazów handlu.
Karol „Polska jako hub LNG” Nawrocki, jeszcze niedawno uważał, że jego osobiste relacje z Trumpem to as w rękawie dyplomacji. Teraz ten as zniknął w rękawie garnituru. Karol, który miał ratować Polskę przed złym Zachodem, teraz robi za przewodniczącego szkolnego kółka wzajemnego niezrozumienia w Pradze. Gdy pojawia się szansa, by zabrać głos, nagle przypomina sobie, że polityka zagraniczna to jednak sprawa rządu. Tego samego rządu, któremu wcześniej wetował wszystko jak rasowy pies na sterydach.
Gdzie się podział ten butny, prawicowy gladiator z gdańskiego muzeum? Ten, co grzmiał o suwerenności, walczył z „lewackim dyktatem Brukseli”, oskarżał sędziów o zdradę narodową i wyklejał plakaty z Waldemarem Żurkiem jako ścianą wroga? Teraz jego największą odwagą jest odmowa nominacji 46 sędziom. A przecież mógłby coś zrobić w sprawie Ukrainy, Rosji, Ameryki. Ale nie. Obraził się. Bo nikt nie klaszcze.
PiS z kolei, jak to PiS, znów odleciał. Jarosław Kaczyński, męż stanu z krainy duchów, snuje wizje przyszłości Polski, jak alkoholik snuje wspomnienia z młodości. Zachód go przeraża, demokracja nudzi, a NATO to chyba jakiś klub jeżdżący po autostradach z amerykańskim żelazem.
Ale wróćmy do Nawrockiego, bo to on jest bohaterem tej operetki. Człowiek, który chciał być monarchą, a skończył jako giermek z zerowym potencjałem. Prezydent na pokaz, z mantrą o prerogatywach, który najpierw sam łazi po scenie z mieczem, a potem się dziwi, że widownia nie kupiła biletu.
Nie dajcie się nabrać. Za tą maską „poważnego męża stanu” kryje się obrażony chłopiec, który wolałby, żeby go tylko podziwiano, a nie wymagano.
A Tusk? Tusk wie, że gra z amatorami. Więc puszcza im balonik, mówi: „Karolu, zadzwoń do Donalda!”. I obserwuje, jak prezydent RP szuka zasięgu na dachu ambasady, bo przecież relacje osobiste zobowiązują.
Ale spokojnie. Karol Nawrocki już niedługo wróci. Znów będzie krzyczał, że Tusk, UE i Żurek są największym zagrożeniem dla Polski. Bo jak się nie umie nic zrobić, to przynajmniej trzeba się dobrze oburzać.
Tymczasem świat się kręci. MSZ wzywa ambasadora Izraela, bo ktoś w Jad Waszem pomylił Polskę z III Rzeszą, Korwin bredzi bezkarnie o Hitlerze, jakby miał własne show historyczne na kanapie u Goebbelsa, a Europa negocjuje plan pokojowy, w którym Polska istnieje tylko jako linijka na mapie. Nawrocki – jak zwykle – patrzy w sufit i udaje, że to wszystko dzieje się w jakimś innym kraju.
Ale nie, Karolu. To dzieje się u nas. A Ty miałeś być strażnikiem. Tymczasem zgubiłeś nie tylko głos, ale i własną odpowiedzialność. Gratulacje.

Dodaj komentarz