PREZYDENT W KRAWACIE, ŚWIAT W STRZĘPACH: CZYLI JAK NAWROCKI Z TRUMPEM RATUJĄ PLANETĘ OD SAMEJ SIEBIE

Warszawa

Nowy Jork, wrzesień 2025. Siedziba ONZ zapełniona ludźmi w garniturach, których celem jest naprawienie świata, ale najpierw muszą sprawdzić, czy przypadkiem nie robi tego już ktoś inny. W tym gronie pojawił się Karol Nawrocki, prezydent RP, który wystąpił na 80. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Mówił z taką powagą, jakby miał za chwilę podpalić globus i wzywać ducha Churchilla.

Zaczął po angielsku, po chwili jednak zrozumiał, że świat i tak ma włączone napisy, więc przeszedł na język polski. Zagrzmiał: „Stoimy w punkcie zwrotnym historii!”. Można się było spodziewać, że zaraz doda coś o kataklizmach, jeźdźcach apokalipsy i tym, że Lech Kaczyński miał rację. I tak też zrobił.

ŚWIAT SIĘ ZMIENIŁ, A NAWROCKI MA MIKROFON

W przemówieniu Nawrockiego było wszystko, czego oczekujesz od wystąpienia na forum ONZ: odniesienia do Rosji jako kolonialnego drapieżnika, dramatyczne westchnienia na temat wojny w Ukrainie, wyrzuty wobec Zachodu za naiwność energetyczną i, oczywiście, święte oburzenie na Zielony Ład. Bo nic tak nie rozbija międzynarodowego ładu jak rowery i pompy ciepła.

Podkreślił, że Polska jest gotowa do obrony przed rosyjskimi dronami, co zabrzmiało jak zwiastun nowej gry na PlayStation: „Dronefall: The Vistula Wars”. Zganił ONZ za bierność, wezwał do trybunału karnego dla Rosji, a potem jeszcze dodał, że Polska zamierza wejść do G20 i Rady Praw Człowieka, jakby zapisywał kraj na listę mailingową z bonusami.

DONALD „ZMIANA FRONTU” TRUMP

A potem wszedł on. Donald Trump. Niczym operowy baryton w cyrkowym makijażu. Podniósł głos, uderzył w stół i stwierdził, że ONZ to „największy szwindel”, jaki widział od czasu, gdy ktoś wmówił mu, że wiatraki powodują raka. Zaczął od krytyki migracji i otwartych granic, zarzucając ONZ, że bardziej pomaga przemytnikom niż narodom, a jemu się należy Nobel, bo zakończył

siedem wojen. Ale to, co najciekawsze, powiedział nie z mównicy, a chwilę później – na spotkaniu z prezydentem Ukrainy, Wołodymyrem Zełenskim. Tam właśnie Trump niespodziewanie porzucił swój dotychczasowy sceptycyzm wobec wsparcia dla Ukrainy i ogłosił, że Kijów może odzyskać wszystkie utracone terytoria „w swojej pierwotnej formie” – a może i pójść dalej. Dodał, że Rosja prowadzi „bezcelową wojnę, którą prawdziwa potęga militarna powinna była wygrać w tydzień” i nazwał Moskwę „papierowym tygrysem”.

Tak oto Trump przeszedł ze starej roli „negocjatora pokoju za cenę Donbasu” do nowej roli „stratega ofensywy wyzwoleńczej plus”. Zmiana była tak nagła, że eksperci musieli aktualizować analizy w locie, a Putin prawdopodobnie rzucił teledyskiem do „Kalinki” o ścianę.

Zapytany przez dziennikarzy o zestrzeliwanie rosyjskich samolotów naruszających przestrzeń NATO, Trump odpowiedział bez wahania: „Tak, tak myślę”, jakby właśnie przypomniał sobie, że jeszcze rano był prezydentem.

ROMANTYZM POLSKI, TEKSAS AMERYKAŃSKI

Po tej kanonadzie retorycznej Trump zaprosił Karola i Martę Nawrockich na kolację. Państwo prezydenccy przybyli do Lotte New York Palace Hotel z minami, jakby właśnie wygrali eliminacje do „Tańca z Gwiazdami: Dyplomatyczna Edycja”. On w granatowym garniturze, ona w srebrzystym komplecie godnym marvelowskiej ambasador Euforii. Było błyszcząco. Było poważnie. Było trochę jak na balu maturalnym geopolityki, gdzie nikt nie odrobił pracy domowej.

Rozmowy? Oczywiście o pokoju, współpracy i tym, jak bardzo Trump chce reformować ONZ, żeby działało jak jego wieżowiec: szybko, drogo i bez planu ewakuacyjnego.

MIĘDZYNARODOWY TEATR Z OPADEM IRONII

W cieniu tego wszystkiego pozostaje fakt, że ONZ coraz bardziej przypomina talent show, w którym każdy kraj prezentuje swoje troski, kompleksy i pretensje w rytmie własnego hymnu. Trump zmienia zdanie szybciej niż aplikacja randkowa pokazuje nowe dopasowania. Nawrocki, choć poważny, brzmi jak narrator audycji historycznej w Radio Wolna Europa: dużo prawdy, mało luzu.

A świat? Świat dalej stoi w „punkcie zwrotnym historii”, tylko kierownica jest zrobiona z kartonu, a pasażerowie próbują wrócić do domu nawigacją GPS, która mówi: „Zawróć, kiedy to możliwe”.

Ale przynajmniej była kolacja.

I błyszczący komplet Marty Nawrockiej. To zawsze jakiś punkt odniesienia w tym całym zwrocie.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights