PREZYDENT OD SZALIKOWCÓW I PARANOI, CZYLI KAROL NAWROCKI W ŚWIĘTEJ KOSZULCE GŁUPOTY

Warszawa

Wiele rzeczy boli, ale Nawrocki to ból szczególny. To ból ostry jak kolce patriotycznej przypinki wpiętej w marynarkę idioty, który postanowił zostać prezydentem wszystkich… kiboli. Gdyby rozum był stadionem, Karol Nawrocki znalazłby się w sektorze zamkniętym przez UEFA za rzucanie rac i rozumu.

Zacznijmy od jego „dorobku”. Kariera tego świętego narodowo-katolickiego start-upowca ruszyła, gdy został szefem Muzeum II Wojny Światowej. Tam zrobił z historii spektakl jednego bohatera – Świecie narodowego cierpienia. Później awansował na szefa IPN, gdzie udowodnił, że historię da się przerobić na propagandowe placki, nadziewane nacjonalizmem i podgrzewane w mikrofalówce nienawiści.

A teraz? Mamy prezydenta z szalikiem. Poważnie, nie metaforycznie. Z biało-czerwonym szalikiem i umysłem w kolorach sepii. Karol „Jestem jednym z was” Nawrocki na Jasnej Górze wygłasza do kibiców kazanie o miłości, jedności i wartościach chrześcijańskich. Mówi to do ludzi, którzy jeszcze chwilę wcześniej skandowali: „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”.

Człowiek ten wchodzi przed ołtarz z głową uniesioną, jakby zaraz miał prowadzić mszę za rozum zbiorowy, którego brak najbardziej doskwiera jego elektoratowi. Deklaruje, że „Polska ma być normalna”. Normalna, czyli jaka? Taka, w której prezydent RP z rozczuleniem cytuje księgę Ewangelii na tle rac i okrzyków godnych trybuny środkowej podczas derbów?

To jest ten moment, kiedy z fasady prezydenckiego dostojeństwa odpada tynk, a spod spodu wyłania się prawdziwa twarz – niekompetentnego kaznodziei od propagandy. Nawrocki bowiem nie przemawia do obywateli. On przemawia do stadionu. Do mikrofonu. Do samca alfa z sektora D, który zna tylko jedno prawo: „Naszych się nie rusza.”

W pięć miesięcy prezydentury Karola Nawrockiego mieliśmy już: szopkę przed Pałacem (nie żart, prawdziwą szopkę), prezydenckiego kapelana organizującego pielgrzymki szalikowców, weto dla ustawy chroniącej przed mową nienawiści (bo przecież „wolność słowa”, lol), no i teraz to – chrystianizacja stadionu w rytmie rac i populizmu.

To już nie jest prezydentura. To kabaret krzyża i szalika. To reality show pt. „Ojczyzna to ja, moher i sektor ultrasa”.

Zarzuca dziennikarzom, że niszczą ludzi. Mówi o belce w oku bliźniego, a sam przemawia z ambony zbudowanej z kłamstw, fobii i taniego populizmu. Urażony kibol z doktoratem, który myli ewangeliczne przypowieści z hasłami z transparentu.

Karol Nawrocki to człowiek, który z całego majestatu urzędu zrobił transparent z hasłem „Nie dla propagandy”, trzymany przez tych, którzy w propagandzie narodowej taplają się jak świnie w błocie.

Zaiste, mamy głowę państwa, która myli różaniec z granatem, a patriotyzm z folklorem kibolskiego mema.

Niech żyje Polska. Ale nie ta z przemówienia Nawrockiego. Ta prawdziwa, która jeszcze myśli, ma dystans, rozumie ironię i nie kupuje szalików z orłem jako biletu do nieba.

Amen. I niech Bóg broni.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights