PREZYDENT NAWROCKI, CZYLI MARSZ KU FARSIE NARODOWEJ

Warszawa

W Pałacu Prezydenckim grają nową operetkę. Karol Nawrocki, samozwańczy ojciec narodu, postanowił udawać, że organizuje wielkie, ponadpartyjne spotkanie w trosce o losy kraju. Kawa, mandarynki, fotele z PRL-u i uśmiech prezydencki jak z reklamy pasty do zębów w czasach Jaruzelskiego. Tyle że nikt rozsądny nie daje się już nabrać.

Koalicja Obywatelska i Lewica zbojkotowały ten teatrzyk. Szefernaker, nadworny rzecznik, wrzasnął na X (dawniej Twitter): „Maski opadły!”. Czekamy aż krzyknie „Zamach stanu!”. No ale skoro maski opadły, to czas spojrzeć, co się pod nimi kryje.

A kryje się czysta kpina z demokracji. Prezydent, który z wet uczynił polityczne pałki, z nominacji generalskich robi show, a z Trybunału Konstytucyjnego rzeźnię ustaw, nagle chce uchodzić za bezstronnego mediatora. To tak jakby Dominik Tarczyński uczył etykiety, a Rydzyk prowadził kurs finansów publicznych.

Do tego pojawił się delegat Konfederacji Grzegorz Płaczek. Człowiek, który bardziej przypomina profil z forum antyszczepionkowców niż parlamentarzystę. Opowiadał, że rozmawiali o edukacji domowej i szczepieniach. Brakowało tylko debat o chemtrailsach i hologramach księżyca. Płaczek ogłosił, że „pojawiło się światełko w tunelu” w sprawie Wołynia. Światełko może i było, ale to raczej reflektor pociągu jadącego prosto na zdrowy rozsądek.

Wszystko to ma jeden cel: umacniać prezydencką iluzję władzy i podkładać nogi rządowi Tuska. Nawrocki jest jak kelner, który podaje truciznę na srebrnej tacy z uśmiechem: „Oto kompromis”.

A tymczasem Tusk gra w innej lidze. Twardo, konkretnie, bez udawania. Wie, że nie ma sensu chodzić na maskarady u człowieka, który najchętniej zmieniłby ustrój na prezydencki i zrobił z Polski Budapeszt nad Wisłą.

Gdy Sikorski kpi z Tarczyńskiego, a Kosiniak dogaduje się z prezydentem w sprawach państwowych, nie ma tu żadnej sprzeczności. To właśnie jest dorosła polityka: rozmawiać tam, gdzie trzeba, i nie dawać się wciągać w farsę, gdzie nie warto.

W tle tego wszystkiego Trump bawi się dolarem jak jojo, Putin dalej morduje, a Ukraina marznie i walczy. Ale w Pałacu najważniejsze jest, że Konfederacja dostała godzinę atencji, a PSL przyszedł się ogrzać przy prezydenckim kominku. Czekamy, aż Kukiz przyniesie gitarę i zaśpiewa o współpracy.

Prawda jest taka: maski nie opadły. One po prostu pękły od nadmiaru hipokryzji. A pod nimi: Nawrocki, cały na biało, z brokatem na ramieniu, gra rolę ojca narodu. Tylko, że to nie jest teatr polityczny. To jest kabaret. I to taki trzeciego sortu.

Czas przestać udawać. Demokracja nie potrzebuje udawanej jedności. Potrzebuje prawdy. A prawda brzmi: prezydent nie jest bezstronny. Jest graczem. A jego gra to sabotaż. Czas wyjść z widowni i zostawić go, niech gra do pustej sali.

Donaldzie, trzymaj linię. Reszta? Niech się nie potknie o scenografię.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights