

Nie wiem, co bardziej mnie rozczula: czy to, że Karol Nawrocki w Davos znów udawał Państwo Polskie, czy to, że Marcin Przydacz wyszedł przed kamery i z kamienną twarzą produkował zdania, których nawet Word nie chciałby autokorygować. A może jednak Donald Trump, który z powagą ogłosił, że nie będzie atakował Grenlandii, chyba że się wkurzy. Jeśli ktoś jeszcze miał wątpliwości, że żyjemy w czarnej dziurze absurdu, to teraz ma na to akt notarialny.
NAWROCKI, CZYLI CZŁOWIEK Z TRZĘSĄCYM SIĘ GŁOSEM
Nawrocki, prezydent z odzysku i wyobraźni własnej kancelarii, najpierw pojechał do Davos, bo Trump go „zaprosił” do Rady Pokoju. Tak, tej samej, w której Trump ma być dożywotnim szefem, z prawem veta, prawa boskiego i może jeszcze parkowania na kopercie. Karolek podniecony jak radny PiS przed otwarciem orlika, wyjechał do Davos, zrobił selfie z Donkiem i… nie podpisał. Bo trzeba zgody parlamentu. Bo procedura. Bo konstytucja. Albo, mówiąc językiem ulicy: bo się zwyczajnie obsrał.
Bo przecież on wie. On wie, że gdyby złożył ten podpis, mógłby już nie wracać. Nie dlatego, że samolot się spóźni, tylko dlatego, że politycznie – po nim. Nawrocki ma instynkt samozachowawczy skowronka w klatce pełnej kotów. Uświadomił sobie, że jedną decyzją mógłby zakończyć swój błyskotliwy okres, w którym robi dokładnie nic, albo źle państwu, ale z godnością i na marmurowym tle.
PRZYDACZ, CZYLI WERSJA DEMO DYPLOMACJI, Z WGRANYM BŁĘDEM
Marcin „Działałem na arenie międzynarodowej” Przydacz znów dał popis. Jego wypowiedzi brzmią jakby wpadł do studia TV z rozgrzanego garażu i przeczytał notatki, które sam napisał w kiblu. Tłumaczył, że „nie dojdzie do podpisania w sensie prawnym i faktycznym”. W domyśle: można się pojawić, usiąść, zjeść ciastko, ale nie zostawiać autografu. Głębia tej dyplomatycznej koncepcji dorównuje tylko dnu butelki po wińsku z hotelowego minibaru.
Wersja demo dyplomacji – pięknie wyświetla się na konferencjach, ale nie działa po kliknięciu. Przydacz próbuje brzmieć jak mąż stanu, a wychodzi mu coś pomiędzy lektorem audiobooka z poradami dla średnio rozgarniętych i ochroniarzem własnych nieudanych myśli.
TRUMP I RADA POKOJU, CZYLI IMPERIUM ABSURDU
Donald Trump, składany z ego, pomarańczowej opalenizny i różnego rodzaju procesów sądowych, ogłasza Radę Pokoju. W jej skład ma wchodzić Putin, Łukaszenka i, o zgrozo, Nawrocki. Brzmi jak początek kiepskiej bajki dla dorosłych. Ale to nie jest fikcja. To się wydarzyło. Trump żartuje z Grenlandii, grozi Carneyowi z Kanady, flirtuje z Macronem przez okulary i przechwala się przejęciem wenezuelskiej ropy, jakby to był paczkomat.
Tymczasem polski prezydent grzecznie kiwa głową, oddycha rzadziej i z niemałym trudem powstrzymuje się od przytulenia Trumpa. Bo Karol, jak sam powiedział, ma z nim „osobistą relację”. Jakie to szczęście, że nasz los spoczywa w rękach faceta, który myli politykę z Tinderem. Trump ponoć „ze zrozumieniem” przyjął odmowę Nawrockiego. Jasne. A rekiny też rozumieją, kiedy ryba prosi o jeszcze chwilę. Zapamiętał to – jak każdy narcyz, który nie znosi odrzucenia. Trump nie lubi tchórzy. Nawrocki zostanie w jego pamięci jako człowiek bez podpisu, ale z potulnością w oczach.
RAZ JESZCZE: NAWROCKI NIE PODPISAŁ
Bo nie mógł? Bo nie chciał? Czy może dlatego, że w porównaniu do Putina, Trumpa i Łukaszenki, jego podpis wygląda jak odhaczenie na liście obecności. Polska „wyraziła zainteresowanie”. Zainteresowanie to może wyrazić klient w IKEA na widok kanapy. Nie suwerenne państwo, które dostaje zaproszenie do nowego światowego cyrku pod wodzą klowna z bombą atomową.
CANADA FIRST
W tle: Carney z Kanady. Człowiek, który powiedział głośno, że nie chce już być figurantem w show Trumpa. Że trzeba się uniezależnić. Zbudować politykę na wartościach, nie na wężle pępowinowym z Waszyngtonem. Carney nie musi robić zdjęć z Trumpem. On robi politykę. Podczas gdy Nawrocki robi dobre wrażenie. I to słabo.
PODSUMOWANIE DLA NIECZYTAJĄCYCH
Prezydent Polski pojechał do Davos, gdzie Trump zaproponował mu stanowisko w Radzie Pokoju stworzonej z autokratów i ludzi z wyimaginowanych republik bananowych. Nawrocki odmówił podpisu, bo konstytucja. Przydacz to potwierdził, mając minę jak sprzedawca garnków bez pokrywek. Trump tymczasem uprawia imperialną groteskę, a Carney z Kanady wygłasza mowę, której powinni zazdrościć europejscy liderzy.
Jeśli coś tu jest Radą Pokoju, to może tylko to, że nikt jeszcze nie wysadził tego szczytu w powietrze od nadmiaru absurdu.
Koniec wiadomości. Wracamy do pogody.

Dodaj komentarz