PREZES PRZEGRYWA, TRUMP PRZEMAWIA, NAWROCKI WETUJE – CZWARTEK DLA LUDZI O MOCNYCH NERWACH

Warszawa

Zaczęło się niewinnie. Śniadanie, kawa, może grzanka z awokado dla ludzi nowoczesnych albo parówka z musztardą dla tych bardziej klasycznych. A potem — bum. Zamiast prognozy pogody, mamy prognozę stanu psychicznego świata i Polski, czyli: Kaczyński przegrał z Kaliszem, Trump znów powiedział coś głupiego, a Nawrocki zawetował, bo nie zrozumiał.

BRAWO KALISZ, PREZES DOSTAŁ PO NOSIE (ZNÓW)

Jarosław Kaczyński, król prywatnych procesów i obraz urazy w ludzkiej postaci, postanowił pozwać Ryszarda Kalisza. Bo Kalisz, nie dość że z PKW, to jeszcze odważył się mieć zdanie. Na temat śmierci Barbary Skrzypek, wieloletniej współpracowniczki Kaczyńskiego, która zmarła kilka dni po przesłuchaniu w sprawie Srebrnej. Kalisz powiedział coś oczywistego: że podwładny często po przesłuchaniu dzwoni do przełożonego. I że być może Kaczyński ją „uświadomił”, co powiedziała.

Prezes wpadł w święte oburzenie. Złożył pozew, doniesienie, zawiadomienie i prawie rozkazał przywrócenie kary śmierci. Po czym… nie pojawił się na rozprawie. Może się obraził. Może zaspał. Może był zajęty szukaniem nowego premiera na Allegro.

Sąd, ku radości fanów zdrowego rozsądku, umorzył sprawę i obciążył Kaczyńskiego kosztami. Kalisz zaś wyszedł z sali sądowej jak Gajowy Marucha z polowania: z uśmiechem, spokojem i bez zadrapania.

TRUMP: ZEŁENSKI JEST WINNY, A PUTIN MA DOBRE INTENCJE

Tymczasem w Gabinecie Owalnym USA – czyli w epicentrum politycznego piekła – Donald Trump postanowił znów coś powiedzieć. Jak zawsze, lepiej by było, gdyby tego nie robił.

Według Trumpa, to Zełenski jest przeszkodą w pokoju, a Putin jest gotów. Tak. Putin. Ten sam, który anektuje, bombarduje i deportuje. Trump mówi o nim z takim ciepłem, że zaczynam podejrzewać, że trzyma jego zdjęcie pod poduszką.

W opinii Donalda Wspaniałego, USA mogą pomóc w gwarancjach dla Ukrainy, ale „to Europa powinna zapłacić”. Czyli klasyka. On coś podpisze, a niech inni płacą i się martwią. Znów próbuje negocjować pokój jak Janusz na stacji benzynowej, który wmawia kasjerowi, że zatankował tylko za dwie dychy.

Kilka dni wcześniej Trump twierdził, że „Zełenski nie ma kart”, a on sam „jest jedyną kartą przetargową”. On – facet, który przegrał wybory i próbował zatrzymać wynik siłą. Gdyby był kartą, to wyłącznie jokerem z talii z chińskiego bazaru.

AMBASADOR USA KLASZCZE, NAWROCKI ZAWETOWAŁ

W Polsce — kolejny akt sztuki pod tytułem „Zawetuję, bo brzmi groźnie”. Karol Nawrocki, ten sam, który myli urząd z kanałem YouTube, zawetował unijną ustawę o usługach cyfrowych (DSA), tłumacząc, że to „cenzura” i „zamach na wolność słowa”.

Problem polega na tym, że DSA miała chronić użytkowników przed przemocą, dezinformacją i nienawiścią w internecie. Czyli dokładnie tym, co stanowi naturalne środowisko wyborców Karola.

Na pomoc ruszył amerykański ambasador Tom Rose – człowiek, który prawdopodobnie myśli, że Polska to stan między Iowa a Ohio. W nocy (!) napisał, że Nawrocki zasługuje na wielkie uznanie. Może miał gorączkę. Może pisał po winie. Może nie wie, kto to Nawrocki.

W rzeczywistości wygląda to tak: ambasador państwa, które samo z brakiem cenzury walczy jak z hydrą o trzech głowach, klepie po plecach prezydenta, który zawetował ustawę chroniącą dzieci przed internetową przemocą, bo pomylił ją z cenzurą memów. To tak, jakby weterynarz pochwalił właściciela psa za to, że nie szczepi zwierzaka, bo „nie ufa igłom”.

Tom Rose pisze o „polskiej innowacyjności” i „brukselskich audytorach”, jakby właśnie wrócił z objazdu po świecie, którego nie rozumie, ale chętnie komentuje. Jego wizja Polski jako cyfrowego dzikiego zachodu, w którym każdy może powiedzieć, co chce, łącznie z nawoływaniem do nienawiści, to nie jest suwerenność – to regres intelektualny w rytmie country.


ZAKOŃCZENIE: KRAJ NADZIEI I ABSURDU

A więc mamy czwartek. Kaczyński przegrywa, Trump bredzi, Nawrocki zawetował, ambasador klaszcze. Polska polityka przypomina dziś kabaret, w którym wszyscy zapomnieli, że to nie żart.

Czy jest w tym wszystkim promyk nadziei? Owszem. Nazywa się „umorzenie postępowania” i właśnie dał Polakom to, czego dawno nie mieli: małą, złośliwą satysfakcję. Bo choć Kaczyński potrafi wytoczyć działo, to czasem sędzia mówi „Nie dziś, panie prezesie. Proszę zapłacić koszty”.

I tego się trzymajmy.

Felieton pisany przez osobnika logicznego, która czyta świat z przymrużeniem oka i rumieńcem zażenowania.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights