


Wstałem po szóstej rano. To ta pora, kiedy świat jeszcze stoi w rozkroku między nocą a dniem, a człowiek — zwłaszcza taki po siedemdziesiątce — budzi się sam z siebie, bez budzika, jakby ciało mówiło: „Wstawaj, stary, szkoda życia, zaraz i tak będą boleć kolana”.
W domu cisza. Larysa — nasza gospodyni, opiekunka, logistyka domowa w ludzkiej postaci, dowódczyni wszystkich frontów domowych i kobieta, która potrafi jednym spojrzeniem zatrzymać w biegu nawet kota — śpi. Dziewczynki śpią. Nawet pies śpi, kot śpi, kwiaty prawie śpią. Tylko ja skradam się jak włamywacz do własnej kuchni, porywam kubek kawy i uciekam na taras, zanim szefowa domu otworzy jedno oko i powie: „Ale dokąd to?”. Żona już wstała i bierze prysznic — delikatny sygnał, że za chwilę cały dom ruszy pełną parą, a ja mam jeszcze moment na kawę, papierosa i przegląd światowej głupoty.
Na tarasie czeka mój mały raj: komputer, telewizor i papierosy, które wolno palić tylko tu. Jakby były radioaktywnymi artefaktami z Czarnobyla, które w zamkniętym pomieszczeniu od razu wywołują mutacje. Siadam więc w chłodzie kanadyjskiego poranka, który tnie powietrze jak brzytwa golibrody po bardzo słabej nocce, i zaczynam robić to, czego robić nie powinienem: czytać wiadomości.
Bo głupi jestem. Ale ciągnie.
I dobrze, że ciągnie — bo dziś świat dowiózł taki zestaw informacji, że można na nim postawić trzy felietony, dwa doktoraty i jedną tragedię grecką. Zacznijmy więc.
ZŁOTO, KTÓRE MOŻNA PRZEHANDLOWAĆ SAMEMU SOBIE — CZYLI GLAPIŃSKI JAK HARRY POTTER KSIĘGOWOŚCI
NBP wpadł na pomysł, który brzmi jak numer wyjęty z podręcznika „Finanse kreatywne dla początkujących i desperatów”. Prezes Glapiński, w asyście Karola Nawrockiego — świeżo upieczonego prezydenta i patrona wszelkich pomysłów, które pachną starym PRL-em, mokrą piwnicą i tuszem z powielacza — ogłosił, że bank centralny sprzeda złoto, a potem je… odkupi.
Sprzeda. Odkupi. Wygeneruje zysk. Odda rządowi.
Proszę państwa, nawet w filmach Barei takich manewrów nie grano.
To tak, jakby człowiek sprzedał sam sobie samochód, odkupił go minutę później i ogłosił żonie, że „zarobiliśmy na transakcji, teraz jedziemy na wakacje”. Oczywiście żona by nie uwierzyła, ale Polska — zwłaszcza ta zapatrzona w mądrości partii spod znaku kota prezesa — przyjmie wszystko.
Aby ten cud księgowy się udał, trzeba zmienić prawo. Ale od czego mamy ludzi takich jak Nawrocki? Przecież oni zmienią wszystko: historię, fakty, Konstytucję, a jak trzeba, to i klimat. Byle wyszło na ich.
Eksperci łapią się za głowę, bo NBP nie może finansować budżetu. Konstytucja mówi „nie”. Ale Glapiński mówi: „chyba jednak tak”. I jak to w Polsce bywa — będzie wojna prawna, potem polityczna. A rząd znowu będzie musiał prostować, sprzątać, tłumaczyć.
SUSKI W RADOMIU — CZYLI JAK OPLUĆ MUNDUR I JESZCZE SIĘ OBURZYĆ
Marek Suski — człowiek, którego retoryka przypomina spot reklamowy pasty do butów nagrany w garażu — postanowił obrazić oficera Wojska Polskiego podczas uroczystości, które miały być apolityczne.
Zapomniał, gdzie jest. Zapomniał, kim jest. Zapomniał też, jak wygląda ceremoniał wojskowy — ale tego mu nikt nie miał za złe, bo nie wygląda na człowieka, który mógłby cokolwiek zapamiętać.
Zaatakował rząd, obraził oficera, pomylił stopnie, a wszystko to przed żołnierzami stojącymi na baczność. Pułkownik stał jak skała, a za jego plecami polityk PiS robił kabaret niskich lotów. Polityczny stand-up dla widzów o twardej wątrobie.
Kosiniak-Kamysz — człowiek z PSL-u, partii obrotowej jak karuzela w środku lata — zareagował stanowczo i dobrze. PSL raz na jakiś czas potrafi zrobić coś sensownego, zanim znowu zawróci w stronę wiatru.
SAFE, CZYLI JAK NIE CHCĄ, A MUSZĄ
Nawrocki z Glapińskim próbują wmówić narodowi, że polski SAFE 0 proc. jest lepszy od unijnego. Że jest suwerenny, dumny, narodowy. Że to finansowa husaria, która wjedzie na białym koniu i obroni budżet.
Tymczasem eksperci mówią jasno: to niezgodne z Konstytucją. A nawet jeśli zgodne — to bez sensu. Bo unijny SAFE ma lepsze warunki i mniej ryzyka.
Ale wiadomo — Kaczyński by nie chciał. A czego nie chce Kaczyński, to Pałac Prezydencki wciela w czyn.
WROCŁAW: CBA WJEŻDŻA I SPRZĄTA
CBA weszło do Urzędu Miasta Wrocławia. Zabezpieczają dokumenty i nośniki. Śledztwo dotyczy gospodarki odpadami.
Czyli klasyka: śmieci i urzędnicy. Zawsze coś się przyklei.
ŚWIAT SIĘ PALI, DUBAJ DRŻY, A TRUMP POMPUJE EGO
Atak USA i Izraela na Iran zmienia Bliski Wschód szybciej niż Facebook algorytmy. Chamenei nie żyje, co oczywiście niczego nie zmieni — bo w Iranie głowy wyrastają jak hydry. Jedną odetniesz, wychodzą dwie bardziej radykalne.
Dubaj drży. Influencerzy próbują udawać, że smugi rakiet to tylko nowa „estetyka premium”.
Krastew mówi o dekadzie chaosu. Dziękujemy, Iwan — idealny cytat na poranek przy kawie.
Trump natomiast udaje, że wszystko to jego zasługa. Na zdjęciach wystawia pierś jak indor w okresie godowym. Gdyby głupota miała zapach, Trump pachniałby jak połączenie spalonej opony i rozpuszczalnika.
PODSUMOWANIE: ŚWIAT NIE ZDĄŻYŁ WSTAĆ, A JUŻ LEŻY
A w Polsce południe. Ludzie idą na obiad. A tu:
– złoto lata tam i z powrotem, – PiS obraża wojsko, – SAFE jest, ale go nie ma, – CBA buszuje po urzędach, – Dubaj się kruszy, – Bliski Wschód wybucha, – Trump puchnie własnym ego, – Putin patrzy i planuje kolejne świństwo.
A ja siedzę na tarasie, piję zimną kawę, zaciągam się papierosem, który w Kanadzie kosztuje tyle, co w Polsce pół czołgu, i myślę:
Czy to wszystko ma sens?
Świat szaleje. Politycy kombinują. Armie strzelają. A starość, choroby i codzienność nic sobie z tego nie robią. Wchodzą przez drzwi, okna, biodro, kręgosłup.
Ale jest szósta rano, a w Polsce już po dwunastej.
Dom śpi.
I to jedyna chwila, kiedy człowiek ma spokój, żeby patrzeć na ten cyrk i jeszcze mieć siłę się z tego śmiać.
Bo jak nie śmiać się z polityki, to zostaje już tylko płakać. A po co psuć sobie poranek?

Dodaj komentarz