



PONIEDZIAŁKOWY KAPUŚNIAK POLITYCZNY, CZYLI JAK MERKEL ZNÓW NAS WCIĄGNĘŁA W ROZMOWĘ, KTÓREJ NIE BYŁO
Poniedziałek. Dzień, w którym świat obudził się z kacem po weekendzie i przypominał sobie, że istnieje coś takiego jak „życie publiczne”. Zaczynamy więc od klasycznego, europejskiego déjà vu: Angela Merkel znowu coś powiedziała, a połowa kontynentu zrozumiała coś zupełnie innego. Radosław Sikorski, jak to on, nie przepuścił okazji, by przypomnieć Niemcom, że pamięć to organ, który też wymaga konserwacji.
Merkel w wywiadzie dla węgierskiego kanału Partizan opowiadała o dawnych próbach rozmów z Putinem. Nic kontrowersyjnego – ot, wspomnienia byłej kanclerz, która pewnie tęskni za czasami, kiedy w Europie największym problemem było to, że Grecja nie potrafi liczyć. Ale wystarczyło, że dziennik Bild dorzucił tytuł o „współwinie Polski”, i już niemiecka machina absurdu ruszyła jak dobrze naoliwiony diesel. Słowa, których nie było, stały się cytatem dnia.
Sikorski zareagował z klasą i lekką domieszką jadu – czyli tak, jak lubimy. „To taka sama prawda, jak to, że nikt nie protestował przeciw Nord Streamowi” – rzucił, a echo tego zdania odbiło się w Berlinie niczym korki po niedzielnym Oktoberfeście. Nasz szef MSZ przypomniał światu, że Polska krzyczała o gazociągu z Rosji zanim to było modne. Tylko wtedy nikt nie chciał słuchać, bo rury błyszczały, a ruble pachniały. Teraz wszyscy wiedzą, że mieliśmy rację, ale jak to zwykle bywa – trochę za późno.
A skoro już przy politycznych emocjach – w Polsce poniedziałek też nie był z tych spokojnych. W obozie rządzącym słychać lekkie chrząknięcia niezręczności. Donald Tusk postanowił nie śpieszyć się z powołaniem nowego wicepremiera z Polski 2050. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz miała już rozgrzewać fotel, ale premier machnął ręką i stwierdził: „poczekajmy”. Bo i po co się spieszyć? Hołownia wyjechał do ONZ-u jak dziecko na wymianę studencką, a w jego partii już słychać dźwięk szurających stołków – Ryszard Petru znów chce coś „zreformować”. Tusk obserwuje to z dystansu, jak trener, który wie, że drużyna i tak sama strzeli sobie gola.
Tymczasem Europa kontynentalna drży – i nie, nie z emocji po wywiadzie Merkel. Francja przechodzi polityczne trzęsienie ziemi większe niż to, które ostatnio rozlało wino w Bordeaux. Premier Sébastien Lecornu podał się do dymisji po… kilkunastu godzinach pracy. Trudno powiedzieć, czy to rekord, ale na pewno symboliczny moment dla V Republiki. Macron, niczym dyrygent bez orkiestry, próbuje utrzymać rytm, podczas gdy instrumenty uciekają z sali. Rentowności obligacji rosną, euro spada, a francuska polityka zaczyna przypominać Big Brothera: co tydzień ktoś odpada, a nikt już nie wie, kto jeszcze w grze.
Na tle tego chaosu Polska wygląda jak oaza racjonalności – co samo w sobie brzmi jak oksymoron. Budżet stabilny, inflacja spada, Tusk spokojny. Domański dalej mówi z taką precyzją, jakby każde jego zdanie było formatowane w Excelu. I dobrze. Po tylu latach politycznych dramatów miło mieć ministra, który nie zaczyna dnia od metafory o ruinie państwa.
A świat nauki? Tam przynajmniej rzeczy mają sens. Szwedzi rozdali Nobla z medycyny. Brunkow, Ramsdell i Sakaguchi dostali go za odkrycie „obwodowej tolerancji immunologicznej”. Cokolwiek to znaczy – brzmi jak coś, co mogłoby się przydać w Sejmie. Może gdyby nasi posłowie mieli więcej tej „tolerancji immunologicznej”, mniej by krzyczeli, a więcej myśleli. Ale cóż, nie każdy jest laureatem, niektórzy wciąż walczą z odpornością na fakty.
Na koniec wróćmy do Sikorskiego, bo to on dziś królował w medialnym tańcu. Polityk, który potrafi jednym zdaniem ustawić pół kontynentu w pionie, udowodnił, że dyplomacja nie musi być grzeczna, by być skuteczna. Merkel może mówić, że „niektórzy nie poparli jej pomysłu rozmów z Putinem”, ale historia pamięta inaczej. Polska wiedziała, że z rosyjskim niedźwiedziem nie idzie się na herbatkę – bo on pije tylko ropę.
PONIEDZIAŁKOWE MORAŁY W SKRÓCIE:
- Francuzi znów szukają premiera, jakby to była nowa wersja Idola.
- Merkel powiedziała jedno, Bild dopisał drugie, a Sikorski poprawił trzecie.
- Tusk gra w polityczne szachy, Petru wciąż liczy ruchy, a Pełczyńska-Nałęcz trzyma kurtkę w pogotowiu.
- Nobel znów trafił do tych, którzy rozumieją, jak działa ciało. W odróżnieniu od polityków, którzy nie rozumieją, jak działa państwo.
I tak kończy się poniedziałek – dzień, który udowodnił, że Europa to jeden wielki kabaret, ale przynajmniej w naszym rządzie żarty mają pointę.
DOBRANOC, EUROPĘ ZNÓW BOLI GŁOWA.

Dodaj komentarz