






Szanowni,
wiem, że poniedziałkowy poranek bywa jak fiskus – człowiek nawet jeszcze nie wstał, a już coś mu zabrano. Na szczęście dziś jestem tu po to, żeby wam to śniadanie jednak trochę osłodzić. Kawą, ironią i garścią wiadomości, które udowadniają, że mimo mrozów, polityki i Igrzysk – świat nadal potrafi być całkiem zabawny.
WARSZAWA –15 STOPNI, ALE NASTRÓJ +5
Tak, za oknem jest –15. Miasto wygląda jak zamrożone w wersji demonstracyjnej: pięknie, ale nic nie działa tak, jak powinno. Przechodnie poruszają się jak pingwiny po niewidzialnych torach lodowych, a psy wyprowadzane na spacer patrzą na swoich właścicieli z miną mówiącą wyraźnie: „to nie ja chciałem tu mieszkać”.
Ale jest w tym jakaś magia. Zima w Warszawie ma swój urok, taki trochę jak staromodna kołderka – gryzie, drapie, ale jednak rozczulająco otula.
A poza tym, pamiętajcie: przy –15 stopniach nikt nie widzi zmarszczek. Zamarzają razem z mimiką.
IGRZYSKA – PRZEGRYWAMY? NIEPRAWDA. MY ŚWIĘTUJEMY OBECNOŚĆ
Ktoś mógłby powiedzieć, że na zimowych Igrzyskach nie idzie nam najlepiej. To nieprawda. Idzie nam dokładnie tak, jak trzeba: z godnością, dumą i poślizgami.
W sporcie liczą się trzy rzeczy: uczestnictwo, dobra zabawa i to, żeby nic sobie nie złamać. Dwa z trzech mamy zawsze. Więc proszę mi tu nie narzekać.
Poza tym jest coś pięknego w tym, że polscy kibice potrafią cieszyć się z ostatniego miejsca, jeśli zawodnik się uśmiecha. I słusznie. Występy olimpijczyków to nie jest Excel.
GOSPODARKA ROŚNIE, SKARBÓWKA SIĘ ŚMIEJE, DOMAŃSKI I ŻUREK CZUWAJĄ
Wieści z makroekonomicznego frontu są takie, że gospodarka ma się dobrze. Jak kot, który właśnie dostał nową miskę.
PKB rośnie, inwestorzy mruczą, stopy procentowe nie wyskakują z szafy w środku nocy. Przyszłość wygląda stabilnie i przyjemnie, jak świeżo odśnieżony chodnik.
Jednocześnie fiskus – jak to fiskus – nadal stoi pod drzwiami i chrząka znacząco. Ale przynajmniej teraz robi to z uśmiechem, bo wie, że pieniądze naprawdę są.
A nad wszystkim czuwają Domański, minister finansów, oraz Żurek, minister sprawiedliwości – każdy pilnujący swojej działki. Jeden liczy, drugi sprząta po latach bałaganu w prawie. Obaj przypominają dwóch ogrodników, którzy przejęli zaniedbany ogród: jeden podcina gałęzie, drugi usuwa chwasty po poprzednikach. I idzie im zaskakująco dobrze.
BOGUCKI W TVN24 – WIECZORNA, NIEDZIELNA KOMEDIA
A teraz crème de la crème rozrywki: Zbigniew Bogucki znów odwiedził TVN24. I, jak zwykle, postanowił udowodnić, że fizyka polityczna ma trzeci stan skupienia: bełkot.
Opowiadał o Radzie Pokoju Trumpa, o „konsultacjach”, o „analizach”, które istnieją chyba tylko w jego sennych wizjach. Jeśli polityka jest teatrem, to Bogucki jest klaunem w trzecim rzędzie, który wyszedł na scenę tylko dlatego, że pomylił drzwi.
Ale wiecie co? Właśnie w tym jest urok poniedziałku. Zima za oknem, herbata w dłoni, a w telewizji ktoś, kto daje wam nadzieję, że jednak macie poukładane życie.
AWANTURA O TERLECKIEGO – PIS TAŃCZY WŁASNE TANGO
PiS postanowił rozgrzać atmosferę bardziej niż kaloryfery w blokach. Najpierw Terlecki pokłócił się z Kaletą, potem Suski bronił Terleckiego jak rycerz broniący uwięzionej królewny.
W tle Kaczyński napisał groźnego tweeta, że wszystkich zawiesi. Wszystkich. Każdego. Bez wyjątku.
To trochę tak, jakby dyrektor szkoły krzyknął na korytarzu: „kto się jeszcze odezwie, stawiam jedynki hurtem!”. I nagle wszyscy zamierają.
PiS dziś przypomina wielkie akwarium, w którym rybki zaczęły walczyć o dekoracyjny zamek. Wesołe, chaotyczne i absolutnie bezsensowne.
CZARZASTY I AMBASADOR – ROMANS, KTÓREGO NIKT NIE CHCIAŁ
Ambasador USA zerwał kontakt z Czarzastym, bo ten, według mediów, powiedział coś bardzo niedyplomatycznego o Trumpie. Co? Tego nikt nie wie, nawet sam ambasador.
Sondaże mówią, że połowa Polaków uważa, że decyzja ambasadora szkodzi wizerunkowi USA. Druga połowa uważa, że szkodzi Czarzastemu. A trzecia połowa (tak, wiem) uważa, że szkodzi przede wszystkim zdrowemu rozsądkowi.
Tusk w tej sytuacji powiedział: „sojusznicy powinni się szanować, a nie pouczać”. Mądrze. Z klasą. Jak człowiek, który widział już kilka burz i wie, że ta też przejdzie.
A POZA TYM NA ŚWIECIE…
Samolot-manta ma rozbić monopol Boeinga i Airbusa. Tak, manta. Latająca. Wygląda jak gigantyczna płaszczka, która postanowiła zrobić licencję pilota. Konstrukcja Natilusa – Horizon Evo – spala mniej paliwa, ma dwa pokłady i wygląda tak futurystycznie, że pasażerowie prawdopodobnie będą pytać o pasy bezpieczeństwa w wersji premium. Lotnictwo wchodzi w erę zwierzątek z oceanarium, a nam pozostaje kibicować, by ten cud techniki nie obraził się na turbulencje.
Chiński zegarek Nowrocky udowadnia, że nawet prezydenckie nazwisko może trafić na AliExpress. Ba, zegarek jest tak dumnie podpisany, jakby sam Karol Nawrocki projektował go w wolnych chwilach między jednym faux pas a drugim. Technologia idzie do przodu, a marketing nie zna litości.
Berlinale się kłóci, Arundhati Roy odwołuje swój przyjazd, krytycy szaleją, a festiwal zaczyna przypominać rodzinne święta: wszyscy się kochają, dopóki nie usiądą przy jednym stole.
A jakby mało było absurdów – psy i koty stają się tak drogie w utrzymaniu, że niedługo to one będą decydowały, czy pozwalają sobie na właściciela. Ceny karm, usług, weterynarzy szybują jak budżety filmów Marvela.
Świat żyje. Świat tańczy. Świat się wygłupia. I – na szczęście – nie zamierza przestać.
TYM CZASEM W MONACHIUM – ŚWIAT PRÓBUJE SIĘ OTRZEŹWIĆ
A teraz coś poważniejszego, bo świat nie tylko tańczy. On czasem płonie.
W Monachium doroczne Munich Security Conference, czyli spotkanie, na którym liderzy Zachodu próbują udawać, że mają wszystko pod kontrolą. To tam Radosław Sikorski robi robotę większą niż niejeden minister przez całą dekadę. Spokojny, rzeczowy, europejski jak filiżanka espresso w brukselskim lobby.
Sikorski apeluje o wsparcie dla Ukrainy, przestrzega przed rosyjską agresją, tłumaczy, że demokracja nie broni się sama. I jest w tym wszystkim jak ten jeden dorosły na imprezie, który odprowadza resztę do domu, zanim zaczną śpiewać na ulicy.
Konferencja pokazuje, że świat stoi na zakręcie. Ukraina wciąż walczy. USA pod Trumpem – kapryśne jak kot na diecie. Europa szuka swojej roli. A my? Stoimy w pierwszym rzędzie i klaszczemy Sikorskiemu, bo ktoś wreszcie mówi głośno to, co wszyscy myślą.
I W TYM WSZYSTKIM – MY. Z HERBATĄ W DŁONI.
Kochani, wiem, że zima potrafi być męcząca. Że polityka potrafi męczyć jeszcze bardziej. Ale poniedziałek to dobry dzień, żeby przypomnieć sobie, że mimo chaosu:
- żyjemy w kraju, w którym śmiejemy się częściej, niż płaczemy,
- rząd – mimo niedoskonałości – działa sprawniej niż w latach poprzednich,
- gospodarka trzyma się dzielnie jak narciarz-amator na pierwszym zjeździe,
- a my mamy siebie, zdrowy rozsądek i zdolność ironicznego spojrzenia na rzeczywistość.
Nie jest źle. Naprawdę.
A jeśli jest zimno, zawsze można dolać wrzątku do herbaty.
Miłego poniedziałku, Drodzy Czytelnicy.
Trzymajcie się ciepło – dosłownie i metaforycznie.

Dodaj komentarz