„POLSKI CUD GOSPODARCZY”: MILIONY ZA NIC, PALIWO NA KOMENDĘ I TRUMP W GRENLANDII

Warszawa

W Polsce naprawdę zdarzają się cuda. Nie religijne, nie metafizyczne – raczej budżetowe. Oparte na pojemnych portfelach i bezdennych kieszeniach. Żyjemy w kraju, w którym można nie przychodzić do pracy, nie napisać ani zdania, nie zostawić nawet karteczki z rysunkiem kota, a mimo to inkasować 71 tysięcy złotych miesięcznie. Legalnie. Z pakietem VIP. Polska 2026 – miejsce, gdzie doradztwo ustne to religia, a jej prorok ma na imię Alojzy Nowak.

Rektor, doradca, etatowy cudotwórca. Zatrudniony w PZU jako ekspert ekonomiczny, chociaż nie pozostawił po sobie żadnej analizy, żadnego maila, żadnego dowodu, że kiedykolwiek coś doradzał. Jedyne ślady jego aktywności to faktury z karty paliwowej. BMW, które prowadził, spaliło paliwo za ponad 233 tysiące złotych. To nie samochód – to mobilna elektrownia.

Uniwersytet Warszawski to tylko jedno z jego wielu biur podróży. Fundacje, rady nadzorcze, kluby sportowe, panele eksperckie, politechniki, stowarzyszenia, uczelnie – wszędzie ślad Alojzego. Człowiek-wizytówka. A jego umowę z PZU podpisała Beata Kozłowska-Chyła – koleżanka od spółek, fundacji i zapewne wspólnych kolacji przy prezentacji slajdów „Jak wyciągać premie i pozostać niewidzialnym”.

Konflikt interesów? Nie, przecież wszystko ustalano ustnie. Przez sekretariat. Bez śladów. „Doradztwo ustne” – brzmi jak randka z lat 90., tylko z premią kwartalną w wysokości do 30% pensji. W raporcie prof. Chmaja i Bidzińskiego czytamy, że Nowak nie wykonał żadnej pracy. Był, ale go nie było. Zatrudniony, ale eteryczny. Premie same się naliczały, podpisy pojawiały się cudownie – czasem sześć minut po wysłaniu maila z prośbą o kontakt, choć sam adresat nie odpisywał. Duch Święty mógłby się od niego uczyć skuteczności.

I nie zapominajmy o 3 milionach złotych przekazanych przez PZU na AZS – klub sportowy kierowany przez Nowaka. Akademicko-biznesowe perpetuum mobile. Ekosystem samonapędzający się pieniędzmi podatników.

A w tym wszystkim pojawia się prezydent Nawrocki, który z uśmiechem maturzysty po trzecim terminie ogłasza, że Polska to „cud gospodarczy”. I że zaproszenie Trumpa na G20 to zaproszenie „dla całego narodu”. Cud ten polega zapewne na tym, że jedni harują po 50 godzin tygodniowo, a drudzy tankują bez limitu.

Bo skoro można nie pracować, nie analizować, nie pisać, a mimo to wyjąć z budżetu państwa 4,6 miliona złotych – to tak, jesteśmy gospodarczym cudem. Cudem pazerności i bezkarności.

I jeszcze zza kotary narodowego zażenowania wygląda Donald Trump – człowiek, który uznał Grenlandię za nową ziemię obiecaną. Skoro Wenezuelę już obraził, czas rzucić okiem na terytorium zależne Danii. „Zrobimy to po dobroci albo po swojemu” – zapowiada Trump. Jego ego nie mieści się w Pentagonie, jego ambicje mogłyby przykryć całą Arktykę.

A PiS? Jak zwykle kluczy. Bo jak tu bronić suwerenności przed Brukselą, skoro wobec Trumpa milczy się jak uderzony w stół mebel. Jak grzmieć na Unię, gdy Wielki Brat zza oceanu grozi sojusznikom aneksją? Sasin nie odpowie – zajęty, liczy ilu „doradców ustnych” jeszcze da się upchnąć w państwowych spółkach przed kontrolą.

Na tym tle „swąd trumpizmu” to już nie metafora – to stan powietrza. Po Trumpie świat nie wróci do normalności, tak jak po PiS-ie nie wróci zaufanie do państwa, w którym trzeba znać prezesów, by dostać auto służbowe z dostępem do budżetu.

Podsumowując: mamy rektorów-widm, prezesów z gumowym podpisem, prezydentów z kazaniami o cudach, i Trumpa, który chciałby kupić Grenlandię na Allegro.

To nie jest felieton. To jest kronika współczesnego zepsucia: moralnego, instytucjonalnego, logicznego. Ale bez paniki. Polska to przecież „dwudziesta gospodarka świata”.

Tyle że tam, gdzie inni mają fabryki, my mamy doradców ustnych i beemki z bakami bez dna.

I niech ktoś jeszcze raz powie, że to nie cud.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights