POLSKA NA DWIE GŁOWY, JEDEN SAMOLOT I ZERO PRZYZWOITOŚCI

Warszawa

czyli jak Karol i Radek zrobili z dyplomacji sitcom, z państwa teatr, a z konfliktu polityczne koło fortuny


Są tacy, którzy twierdzą, że Polska to kraj mlekiem, miodem i kredytem zalewany. Ale mam wrażenie, że to raczej spektakl z tytułem: „Na wspólnej… scenie politycznej”, gdzie każdy odcinek kończy się krzykiem „Kto nie z nami, ten przeciw lotowi!”

W roli głównej: Karol Nawrocki – prezydent z ambicjami szefa zmilitaryzowanej szkoły średniej, który najwyraźnie sądzi, że szef MSZ to ktoś w rodzaju stewarda – może podać wodę, ale nie powinien siadać z przodu. Naprzeciw niego: Radosław Sikorski – lord błyskotliwego ciętego języka, który nie wejdzie do samolotu, jeśli nie będzie mógł tam wygłosić przemowy w sześciu językach i zdradzić tajemnicy państwowej z 2007 roku.

Tusk – nasz kapitan statku o nazwie „Koalicja Rozsądku” – siedzi między nimi jak matka w busie z dwoma wrzeszczącymi dziećmi, udająca, że słucha radia, ale w rzeczywistości odlicza czas do emerytury.


MISTRZOSTWA POLSKI W PASYWNO-AGRESJI

Zaczęło się jak w każdej porządnej operze mydlanej: od pytania „Czemu on nie poleciał ze mną samolotem?” Ach, te prezydenckie fochy, które mają więcej ostrych krawędzi niż sushi z Żabki. Karol Nawrocki nie zaprosił Sikorskiego do wspólnego lotu do Nowego Jorku, czym udowodnił, że w jego prezydenturze nie ma miejsca na dyplomację – ani w kabinie, ani poza nią.

Gdyby konflikt Nawrocki–Sikorski miał swoją nazwę, byłby to Perpetuum Pyskówka. To nie kończy się nigdy – raz jest o ambasadorów, raz o dostęp do notatek, innym razem o to, kto ma większe ego i mniejsze poczucie absurdu.

Cenckiewicz – szef BBN i stały bywalec konwentów teorii spiskowych – dolał do ognia benzyny, którą sam uprzednio podpisał jako „paliwo rakietowe dla prawdy historycznej”. Skarży się, że nie dostał notatki, którą dostał, ale nie mógł jej przeczytać, bo nie miał certyfikatu. Więc jak każdy odpowiedzialny funkcjonariusz państwowy – napisał o tym post na Twitterze. Pardon – w serwisie X, bo nawet nazwa platformy zdążyła przejść więcej zmian niż poziom inflacji za PiS-u.


TUSK JAK LATARNIK – ŚWIECI, GDY RESZTA ŚPI

Donald Tusk – z twarzą człowieka, który właśnie przypomniał sobie, że Polska naprawdę istnieje – próbuje to wszystko jakoś ogarnąć. Przypomina stolarza, który naprawia skrzypiące meble, a w tle trąbią syreny wojenne, rosyjskie drony grają w szachy z NATO, a opozycja bije się z Konfederacją o to, czy do podręczników wrzucić memy, czy cytaty z Grzegorza Brauna.

Tusk wie, że Sikorski to nie tylko minister, ale też magiczna kula demolki, która z rozbrajającym uśmiechem i cytatem z Churchilla potrafi zniszczyć pięć miesięcy dyplomatycznych starań jednym wpisem. I właśnie dlatego pozwala mu dalej grać tego złego policjanta, który nie zna granic – bo granice są przecież umowne, jak konstytucyjne uprawnienia prezydenta według Karola.


PAŁAC PREZYDENCKI JAK KLUB KARAOKE

W Pałacu Prezydenckim klimat jest jak w barze z karaoke – dużo fałszu, niepokojące występy i człowiek w garniturze śpiewający „My Way” Franka Sinatry w tonacji zemsty. Nawrocki wygląda na człowieka, który śni po nocach, że PiS wraca do władzy, a on zostaje królem, szefem MON i prowadzącym „Wiadomości” w jednym. Jarosław Kaczyński – emerytowany szeryf ideologii – kiwa głową z cienia i mówi: „Dobrze, Karolu, dobrze. Teraz pokaż ząbki.”

Nie zapominajmy, że samolotowa opera buffo, to tylko preludium do większego planu: wbicia klina między Tuska a Sikorskiego, rozszczelnienia koalicji i zawracania Wisły kijem, czyli próba powrotu PiS-u do władzy w duecie z Konfederacją. Brzmi jak scenariusz horroru politycznego, ale mamy złą reżyserię i jeszcze gorszych aktorów drugoplanowych. Nawet Hołownia się tu pogubił – raz z PiS-em przy kawce, raz z PO na kolacji. Trudno się połapać, kto jest teraz antysystemowy, a kto po prostu bez systemu nerwowego.


PAŃSTWO, KTÓRE SIĘ NIE NADAJE DO PODRĘCZNIKA

Gdyby państwo polskie było człowiekiem, to aktualnie siedziałoby w dresie na ławce, karmiło gołębie i kłóciło się z własną ręką. Tylko dzięki temu, że gdzieś tam jeszcze pracuje MON, MSZ i kilku doradców premiera, nie stoczyliśmy się do poziomu operetki w stylu „Borat 3: Misja Pałac”.

Radosław Sikorski, niczym James Bond z Oxfordu, może i nie zawsze kontroluje swoje słowa, ale przynajmniej wie, że dyplomacja to coś więcej niż nieodbieranie telefonów. W przeciwieństwie do Nawrockiego, który działa w trybie „obrażony nastolatek z dostępem do pieczęci państwowej”.

Tusk? Tusk musi nie tylko ratować kraj przed cenami paliw, Putinem i Piotrem Zgorzelskim, ale też udawać, że współpraca z prezydentem to coś więcej niż festiwal nieporozumień i pasywno-agresywnych milczeń.


MORAŁ Z TEGO TYLKO JEDEN, ALBO I ŻADEN

Z całej tej groteski zostaje nam wniosek ponury jak wtorkowy poranek: dopóki Polska będzie zarządzana jak klasa ósma na zielonej szkole, a samoloty będą latać pełne ambicji, ale bez pasażerów, współpraca między głową państwa a rządem będzie przypominać grę w bierki na pokładzie Titanica.

A my? My jesteśmy tylko widzami tego spektaklu, którym kazano płacić za bilety i jeszcze klaskać na koniec.

Na szczęście Tusk nie odleciał.
Niestety, Nawrocki też nie.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights