POLOWANIE NA DINOZAURA. MACIEREWICZ BEZ TARCZY

Warszawa

Uwaga, uwaga! Sensacja sezonu: Antoni Macierewicz – człowiek, który widział wybuch w brzozie, podsłuchy w grillu ogrodowym i agenta w każdym czwartym przechodniu – został pozbawiony immunitetu. Tak, proszę Państwa! Ten niezatapialny pancernik teorii spiskowych, ten Indiana Jones Smoleńska, wreszcie wystawił łeb poza bunkier i dostał w czapkę.

MAMY TO! CZYLI „ANTONI, ZDEJMIJ KAPTUR”

Sejm zagłosował. 240 za, 190 przeciw, 9 dusz zatroskanych się wstrzymało. A Antoni? Antoni nie płakał. On tylko przymknął oczy, jakby chciał sprawdzić, czy jeszcze potrafi je zamknąć bez kontaktu z jasnowidzem. Głosował przeciw – bo jakżeby inaczej – ale najwyraźniej i tak nie spodziewał się, że rzeczywistość polityczna wreszcie przyjmie szczepionkę przeciwko jego paranoidalnemu wirusowi.

A Jarosław Kaczyński? Jak to on – odwrócił głowę. Bo jak wiadomo, kiedy topi się ulubiony chomik wodza, to nie wypada patrzeć. Zwłaszcza jeśli samemu nauczyło się go pływać.

ANTONI I TAJNE PRZEZ POUFNE

O co chodzi? Ano o to, że Macierewicz, będąc przewodniczącym podkomisji smoleńskiej – czyli tego narodowego kabaretu o zamachu bez dowodów – ujawnił informacje ściśle tajne, tajne, poufne i zastrzeżone. Jednym słowem: cały katalog BHP państwowej tajemnicy. Dokumenty fruwały, klauzule znikały, a Antoni – niczym magik – wyciągał z kapelusza kolejne tezy, dowody i wybuchy, których nie było.

Teraz twierdzi, że miał dokument od SKW, który znosił klauzule. Niestety – dokument ten zaginął. Być może spłonął w zamachu termicznym albo został porwany przez UFO z WSI. Reporterzy TVN24 stwierdzili lakonicznie: „nie istnieje”. Ale cóż, dla Macierewicza to akurat żadna przeszkoda – przecież przez lata budował karierę na czymś, czego nie było.

NA ZIMNO, ALE Z OKLASKAMI

Pozbawienie immunitetu Macierewicza ma w sobie coś z wymiany pokoleniowej w muzeum figur woskowych. Wreszcie ktoś zauważył, że ta figura z wąsem i oczami jak z horroru klasy B to nie eksponat, tylko żywy człowiek z dostępem do mikrofonu i budżetu.

Oczywiście, wśród jego kolegów partyjnych konsternacja. Część wstrzymała się od głosu, część uciekła do bufetu, a pozostali zamilkli tak, jakby właśnie usłyszeli, że Smoleńsk jednak był zwykłym wypadkiem.

SMOLEŃSK. THE END?

Czy to koniec podkomisji? To już dawno było. Ale teraz może być koniec mitu, że jak się głośno krzyczy „zamach!”, to nie trzeba nic udowadniać. Antoni został z immunitetu rozebrany jak cebula: warstwa po warstwie, kłamstwo po kłamstwie. I teraz, nagi jak prawda w raporcie Millera, musi stanąć przed prokuratorem.

Czy trafi do więzienia? Mało prawdopodobne. Ale wystarczy, że już nikt nie musi traktować jego urojeń jak prawd objawionych. Może nareszcie będziemy mogli mówić „Smoleńsk” bez konieczności odprawiania egzorcyzmów nad popiołami racjonalności.

POST SCRIPTUM: UWAŻAJ, SŁAWKU

Sławomir Cenckiewicz już pewnie pociera ręce – albo raczej owija je folią aluminiową. Bo jeśli Antoni poleciał, to niechybnie służby zabiorą się za jego duchowych spadkobierców. Szczególnie tych, którzy chcą kierować BBN bez dostępu do informacji niejawnych. Czyli, mówiąc wprost: szef kuchni bez dostępu do lodówki.

Ale to już historia na kolejny felieton.

Zostańcie ze mną. Wkrótce: „Sławek, nie dotykaj guzika – to nie pilot, to detonator!”


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights