



Weekend zaczął się spokojnie, jakby wszyscy politycy zasnęli przy niedzielnym rosole, ale skończył się jak zawsze – z krzykiem, pretensją i publiczną grą w „kto tu tak naprawdę rządzi”. Zimna wojna wewnętrzna, gorące konflikty międzynarodowe i letnie IQ prawicy – oto Polska 2025.
KTO TU RZĄDZI, A KTO TYLKO GRA PREMIERA NA BIS?
Donald Tusk odzyskał wiatr w żagle, trochę podkradł go z nadmuchanych materacy Kaczyńskiego, a trochę z samego chaosu, jaki po sobie zostawił rząd PiS. Najnowsze sondaże dają KO pierwsze miejsce – i tu uwaga – znowu! Ale do samodzielnego rządzenia wciąż trzeba wózka z monetą, czyli koalicjantów. A ci, jak wiadomo, to towar z recyklingu politycznego: trzeszczą, skrzypią, ale czasem się toczą.
Sondaż CBOS wskazuje, że poparcie dla rządu rośnie. Tusk odzyskuje grunt, bo przestał być zbyt uprzejmy – a jak wiemy, polski wyborca nie lubi, gdy lider jest miły. Tusk teraz częściej używa politycznego kijka, którym szturcha prezydenta Nawrockiego – który jak się okazuje, odwzajemnia się… milczeniem. częściej głupotą i wrzaskiem.
KACZYŃSKI – ZJAWA POLITYCZNA NA WÓZKU NOSTALGII
Jarosław Kaczyński, jak duch przeszłości, pojawia się i znika, głównie w programach informacyjnych TV Republika, gdzie mówi sam do siebie. Ale mimo coraz niższych notowań PiS, aż 52% Polaków wciąż uważa, że partia ta wróci do władzy. To już nie nadzieja, to syndrom sztokholmski z patriotyczną naklejką.
Prezes próbuje reaktywować dawną magię. Marsze, groźby, opowieści o zgniliźnie Zachodu i spiskach na Wiejskiej – wszystko to bardziej przypomina próbę wybudzenia z politycznej śpiączki niż realną kampanię. Bo dziś PiS przypomina bar mleczny w erze food trucków: głośno, tłusto i już nikt nie chce tam jeść.
NAWROCKI – DYPLOMATYCZNE TANGO-KOMEDIA
Karol Nawrocki miał odwiedzić Orbana. Miał. Ale nie odwiedzi. Bo Orban odwiedził Putina. Czyli: ktoś kogoś skreślił za to, że ten spotkał się z kimś, kogo nikt nie powinien widzieć nawet przez lornetkę. Gest godny, choć spóźniony. Ukraina podziękowała. Węgry się wściekły. A Nawrocki na chwilę stał się mężem stanu. Chociaż na pół dnia.
Równocześnie Tusk przypomina, że konstytucja jest jak instrukcja IKEA: niby wszyscy ją mają, ale nikt nie czyta. Prezydent ma współpracować z rządem – a nie robić sobie wakacje dyplomatyczne w Budapeszcie.
TUSK W BERLINIE, ORBAN W MOSKWIE, A PUTIN… WSZĘDZIE
Donald Tusk odwiedzi Niemcy, spotka się z Mertzem, mają potwierdzić, że Berlin i Warszawa znów mówią jednym głosem. To, co dla PiS było zdradą narodową, dla reszty świata jest normalną dyplomacją. Tusk nie podaruje Niemcom Westerplatte – wymieni tylko uprzejmości, które mogą się opłacić geopolitycznie. Czego PiS nie rozumie, bo uznaje tylko transakcje z torbą z Biedronki.
A Viktor Orban, mimo dezaprobaty partnerów z Grupy Wyszehradzkiej, zaliczył przytulanie z Putinem. Bo ropa, bo gaz, bo może znów selfie z Władimirem. A że Rosja właśnie bawi się w sabotaż kolejowy pod Lublinem? Cóż, Viktor najwyraźniej nie korzysta z PKP.
TRUMP: POKÓJ ZA CENĘ DEMOKRACJI. I TAJWAN GRATIS.
Zza oceanu dochodzą echa nowego planu Trumpa: pokój na Ukrainie, ale pod warunkiem, że Putin dostanie część terytorium, a Xi Jinping Tajwan. Bo przecież nic tak nie cementuje pokoju jak oddanie wrogowi kluczy do własnego mieszkania.
Trump, który jeszcze niedawno chciał „posadzić” dziennikarzy, „kneblować” media i karać Nowy Jork za nie tego burmistrza, teraz występuje jako gołąbek pokoju. Z tym, że ten gołąbek ma w dziobie listę sankcji dla swoich przeciwników i tablicę z nazwiskami wrogów. Demokracja wg Trumpa to kabaret, w którym klaun trzyma broń.
Na Florydzie odbyło się też spotkanie delegacji USA i Ukrainy. Ukraińcy grzecznie słuchali, Amerykanie grzecznie naciskali. Sekretarz stanu Marco Rubio opowiadał o pokoju, który ma być nie tylko końcem wojny, ale też gwarancją, że Ukraina nie będzie znowu „na celowniku”. Brzmi szlachetnie, ale pomiędzy tymi zdaniami czaił się plan: mniej Ukrainy – więcej spokoju. Cicho, ciepło, po Trumpowemu.
ORBAN I PUTIN – BRATERSTWO W GAZIE I KASZANCE
Orbán odwiedza Putina, bo gaz tańszy, a sumienie tanie. Europa się wzdryga, Polska się odcina, a Viktor popija samogon z Władimirem. I wszystko to jakby żywcem wyjęte z podręcznika autokraty dla początkujących.
W tle von Layen, Macron i Mertz próbują nie zauważać smrodu, bo przecież interesy robi się w ciszy. Niemcy dostają coraz więcej pochwał z USA – według przecieków, to właśnie niemiecki generał ma dowodzić NATO w Europie. Czyli koniec polskich marzeń o „fortecy na Bugu”, jak to sobie roił Antoni Macierewicz z kolegami.
NA KONIEC OPOZYCJA, CZYLI… TEŻ RZĄDZĄCY
Lewica wciąż szuka tożsamości między Instagramem a archiwami PRL. Zandberg filozofuje o sprawiedliwości społecznej, ale robi to tak, jakby czytał z ulotki IKEA: niby ładnie, ale nieczytelnie.
PSL gra jak zwykle: raz z tymi, raz z tamtymi, trochę jak zespół weselny – zagrają wszystko, byle był catering. A Czarzasty z miną rzeźnika z Grochowa nadal udaje, że to wszystko ma sens.
A LUDZIE? LUDZIE MAJĄ DOŚĆ, ALE JESZCZE OGLĄDAJĄ.
Mimo chaosu, mimo bredni, mimo Trumpów, Orbanów i Kaczyńskich, Polacy wciąż patrzą. Czasem z nadzieją, czasem z rozpaczą. Ale ciągle patrzą.
Bo przecież gdzieś tam, w tej naszej politycznej grotesce, tli się jeszcze myśl, że może jednak ktoś posprząta ten bigos.
Na razie jednak mamy bigos z fasolką po bretońsku. I bekonem w postaci kolejnego idiotyzmu prawicy.
Smacznego.

Dodaj komentarz