POLEXIT, PALIWO Z WENEZUELI I BRAUN Z POCHODNIĄ, CZYLI JAK POLSKA WESZŁA NA MINĘ I ZACZĘŁA TAŃCZYĆ

Warszawa

PiS rozważa koalicję z Braunem, czyli z politycznym odpowiednikiem łysego krzykacza pod budką z piwem. Mentzen w tym czasie buduje nowe państwo z memów i pasków z TV Republika, Bosak liczy, że może jednak nie zauważą, że obok niego stoi Braun z pochodnią, a Kaczyński – no właśnie – ten to chyba już w fazie odklejonego filozofa z Nowogrodzkiej. Stoi i patrzy, jak mu partia tonie, a Sasin i Czarnek rozważają, czy można jeszcze na tej tratwie ugotować bigos wyborczy.

W tym czasie Daniel Obajtek, król detektywów na etacie, stanie przed sądem, bo Orlen mylił firmę paliwowo-energetyczną z biurem szpiegowskim rodem z filmów Vegi. Kto wie, może myśleli, że ABW to nowy rodzaj rafinerii.

A w narodzie? 47% wyborców PiS marzy o Polexicie. Chcą wyjść z UE, żeby… no w sumie nie wiadomo po co. Może żeby szybciej oddalić się od Niemiec i zbliżyć do Węgier. Albo dlatego, że nie umieją czytać etykiet po francusku i to ich stresuje. Brexit im nie wystarczył, chcą wersji reżyserskiej, najlepiej w formie reality show: „Polexit. Witajcie w szambie”.

W tym wszystkim Tusk, jak nauczyciel w klasie ADHD, próbuje utrzymać dyscyplinę, a jednocześnie nie spaść z krzesła. Ze zdrowym rozsądkiem, ale i przymrużeniem oka. Bo jak tu brać na poważnie przeciwników, którzy są zajęci wzajemnym gryzieniem się po łydkach?

Międzynarodowo mamy groteskę z zimnowojennym smakiem. Stany Zjednoczone znowu ubrały swój kapelusz szeryfa, wsadziły sobie gwiazdę w klapę, odpaliły patriotyczne country w tle i ruszyły z karabinem na kolejnego „narkotykowego wroga ludzkości”. Tym razem padło na statek, który jakimś cudem nie wywijał maczetą, nie palił cracku, a jedynie przewoził ropę do Chin. Wenezuela w tle, czyli Maduro znów robi za wódza niebezpiecznego „gangu petrochemicznego”. A wszystko to jak z kiepskiego odcinka „Narcos”, tylko że bez Escobara, za to z Trumpem, który ciągle udaje, że rozumie geopolitykę.

Chińskie MSZ, z miną nauczycielki od WOS-u, która właśnie przyłapała ucznia na ściąganiu, wystawiło Stanom jedynkę z prawa międzynarodowego. „Jednostronne działania”, „naruszenie suwerenności”, „sankcje jak z koszmaru Karty Narodów Zjednoczonych”. Tymczasem w Waszyngtonie – cisza, poza tweetem w stylu: „Brońmy cywilizacji przed ropą terrorystów”. Albo przed zdrowym rozsądkiem.

A potem robi się jeszcze ciekawiej. Bo nagle okazuje się, że Trumpowscy wysłannicy, Witkoff i Kushner (tak, ten od pokoju na Bliskim Wschodzie i drogich garniturów), negocjują z Putinem przez jego prywatnego KGB-doradcę, który dziwnym trafem studiował w USA i teraz kłania się po amerykańsku, ale myśli po sowiecku.

W tym samym czasie Ukraina grzecznie się przysiada do trójstronnego stolika. Wygląda to mniej więcej tak: Putin podaje kieliszek z trucizną, Trump udaje, że to woda, a Zełenski, z desperacją w oczach, sprawdza, czy nie da się chociaż utargować antidotum.

Krótko mówiąc:

  • USA robią za policjanta, który zgubił odznakę i wali pałą wszystkich po kolei.
  • Chiny udają moralną wyrocznię, choć wciąż trzymaja Ujgurów w obozach.
  • Polska biega z pochodnią po brukselskiej scenie i udaje, że robi „reset” z Europą.
  • A Braun? Braun to taki polityczny czarnoksiężnik z krainy paranoi, który myli kadzielnicę z granatem.

I pomyśleć, że to dopiero grudzień. Rok 2026 zapowiada się jak sezon specjalny programu „Uwaga! Pękło”. Wystąpią: Trump, Putin, Braun, Nawrocki i gęś z Wadowic, która sfałszowała wybory.

Czekam z popcornem. Ale takim z Niemiec, z dotacją unijną.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights