czyli filozofia stosowana przy ognisku pod wiatą
Wieczór w Bielejewie. Siedzę na ławce zrobionej z palet i gruzu, popijam z kufla, co pamięta jeszcze czasy Radka Sikorskiego w monoklu, i patrzę, jak się świat zapala jak suszone siano pod lampą halogenową. Obok mnie Stachu, co od 40 lat hoduje kury i podejrzenia wobec NATO, a z drugiej strony Władek – humanista z zawodu, rolnik z konieczności, patriota z przekory.
Polana jak zawsze tętni życiem – komary żrą, ogień skwierczy, a polityka wisi w powietrzu jak smród z przypalonego bigosu. Dzieci się bawią, Jagienka robi zdjęcia na fejsa, żeby pokazać, że „u nas też życie się toczy”, a Zdzisiek czyta wiadomości z tableta i wzdycha: „Kurde, to już chyba trzeci koniec świata w tym miesiącu”.
I. ŚWIAT – JAK KOŃ PO DOPALACZACH
Zaczynamy temat od Bliskiego Wschodu. Stachu mówi, że Iran i Izrael to jak dwóch wioskowych zawadiaków – jeden ma proce, drugi kij z gwoździem, i obaj twierdzą, że Bóg ich wybrał. Efekt? Co tydzień nowa awantura, tylko zamiast nosa rozbitego – setki trupów i ONZ, co znów pisze, że jest „zaniepokojone”. A Gaza? Gaza to jak ta stara obora u Czesława – zapadnięta, zapomniana, i nikt się nie przyzna, kto ją zawalił.
Rosja z Ukrainą? Jakby dwóch chłopów pobiło się o miedzę, tylko że jeden ma traktor z napędem nuklearnym, a drugi broni się widłami i TikTokiem. I wszyscy im podają ręczniki, zamiast odciągnąć. A Chiny? Te to dopiero – niby przyjaciel, a ci wbiją nóż w plecy z takim wdziękiem, że jeszcze ci zapłacisz za masaż.
II. POLSKA – CZYLI TUTAJ TEŻ NAS BOLI
A u nas? Tusk grabi, Duda burzy, Nawrocki liczy wirtualne fasolki. Lud się kłóci o wybory, jakby od tego zależała przyszłość świata – a przecież od dawna wiadomo, że Polska polityka to jak wesele u ciotki: każdy się drze, każdy coś chce, a rano i tak sprząta najstarszy i najbardziej zmęczony.
Zresztą Tusk to jak nasz Andrzej spod lasu – wie, gdzie postawić ognisko, żeby nie przypalić namiotu. Może i nie wszystkim pasuje, że nie rzuca mięsem, ale za to ogarnia, że jak się nie postawi wiadra z wodą, to las się spali. A to już nie jest metafora, tylko literalna groźba – zwłaszcza przy tej suszy.
III. ELITY I LUD – CZYLI KTO TU WŁAŚCIWIE PIJE ZA CZYJE ZDROWIE
Jagienka zapytała, czy wierzymy jeszcze w elity. Stachu się roześmiał tak, że się udławił krakersem. – Elity, kochanieńka, to może i są, ale w reklamach jogurtu i w Parlamencie Europejskim. Tu mamy Mietka, co zna Konstytucję i program do rozliczeń VAT – i to jest nasza elita!
Bo prawda jest taka, że w Polsce elita musi wyglądać jak ktoś, kto umie wymienić koło w Tico i ma papiery na ściąganie 500+. Jak wygląda zbyt mądrze, to lud patrzy podejrzliwie: „kombinator, filozof, pewnie z Unii przyjechał”. A przecież my nie chcemy złotych ramek – my chcemy, żeby ktoś raz w roku powiedział: „Damy radę”, i jeszcze to zrobił.
IV. PODSUMOWANIE Z POLANY
Kończymy wieczór przy dymie i resztkach kiełbasy. Polityka? Zmęczyła nas bardziej niż kopanie rowu pod światłowód. Ale jest coś pocieszającego w tym naszym bielejewskim myśleniu – że choć świat się wali, a na TikToku znów wojna, to my mamy ognisko, święty spokój i wystarczająco dużo złośliwości, żeby nie dać się zwariować.
Patrzę na Władka i mówię:
– Wiesz, jakbyśmy mieli władzę, to może byśmy coś naprawili.
A on na to:
– My? My to byśmy naprawili, ale potem nie byłoby o czym marudzić.
I to jest sedno. Bo dopóki można narzekać przy ognisku, dopóki można napić się piwa i obśmiać świat – to znaczy, że jeszcze Polska nie zginęła.
Na zdrowie, rodacy. I pamiętajcie: świat zwariował, ale my mamy chleb, ogień i ironię. A to wystarczy, żeby przetrwać jeszcze jeden piątek geopolityki.
Wasz, jak zawsze, lekko podpity ale niegłupi filozof z Bielejewa
Bielejewo (okolice)


Dodaj komentarz