
Czy to ptak? Czy to samolot? Nie, to Donald Trump, spadający z nieba pełnego norweskich werdyktów wprost na miękką, różową poduszkę własnego ego. I choć poduszka była gotowa, to Pokojowa Nagroda Nobla jak zwykle bezczelnie nie chciała się do niej przytulić.
Wyobraźmy sobie przez chwilę tę scenę: Donald Trump siedzi w Gabinecie Owalnym (tym razem znowu legalnie), popija dietetyczną colę przez złotą słomkę, przewija Twittera… przepraszam, platformę X, i nagle widzi, że Pokojowy Nobel powędrował do… kobiety z Wenezueli. Katastrofa. Kiedyś pewnie zapytałby: „Wenezuela? To ten stan przy Meksyku, tak?” — ale dzisiaj, dzisiaj to osobista zdrada.
KTOŚ TU NIE DOSTAŁ MEDALIKA ZA BYCIE GRZECZNYM
Tak, Maria Corina Machado – kobieta, która walczy z reżimem, broni demokracji i robi to bez rakiet i tweetów z capslockiem – właśnie została uhonorowana. A Trump? Trump, który skończył kilka wojen (cokolwiek to znaczy, może chodziło o jego wojnę z ortografią), został zignorowany przez „międzynarodową klikę z Oslo”. I bardzo dobrze.
Rzecznik Białego Domu, Steven Cheung – czyli człowiek, który codziennie budzi się i wybiera życie jako mikrofon Donalda Trumpa – napisał, że prezydent ma „serce humanitarysty”. Możliwe. Ale raczej takiego, co zamyka ludzi na granicy w klatkach i potem wręcza sobie medal za empatię.
Oświadczył też, że Trump „przenosi góry samą siłą swojej woli”. Aha. I ja jestem tost z awokado. Gdyby rzeczywiście przenosił góry, to pewnie tylko po to, żeby zobaczyć, czy pod spodem nie schował się jego Nobel.
PAŃSTWO PALESTYŃSKIE? A CZY TO MOŻNA ZJEŚĆ?
Zapytany o Palestynę, Trump odpowiedział, że „nie ma zdania”. Oczywiście. Bo wypowiedzenie zdania wymaga zrozumienia jego składni. A poza tym, Trump nie lubi sytuacji, w których nie da się kogoś wyrzucić, kupić lub nazwać „loserem”.
Co ciekawe, najnowszy ekspert z Uppsali (czyli tam, gdzie wiedzą więcej niż Fox News) przypomniał światu, że Alfred Nobel nie ustanowił tej nagrody po to, by nagradzać ludzi za tweetowanie w stylu: PEACE IS THE BEST. I AM THE BEST. THEREFORE, PEACE = TRUMP. NOBEL ME.
Nawet norweskie przedszkolaki wiedzą, że to tak nie działa.
A W TYM SAMYM CZASIE… W ŚWIECIE, W KTÓRYM NIE MA CZASU NA SZOPKI

Podczas gdy Trump wylewał swoje łzy z brokatu w Białym Domu, Radosław Sikorski – ten pan, co zna różnicę między geopolityką a geolokalizacją – odbierał doktorat honoris causa we Lwowie i mówił rzeczy, które mają sens. Nudne? Może. Potrzebne? Zdecydowanie.
Sikorski z właściwą sobie elegancją i sarkazmem przypomniał światu, że Putin nadal działa jakby grał w Call of Duty: Wersja Staruchy. Bombarduje cywilów, porywa dzieci, próbuje zastraszyć ludzi przed zimą. Gdyby Putin był postacią z bajki, to byłby złym bałwanem, co zamiast marchewki ma głowicę nuklearną.
I tak jak Trump płacze, że nie dostał pokojowego Nobla, tak Sikorski myśli, jak realnie pomóc Ukrainie przetrwać kolejną zimę w cieniu rosyjskich rakiet. Buduje elektroenergetyczne połączenia, dostarcza generatory, zamyka rosyjskie konsulaty, które zachowują się jak postacie z „Kevina samego w domu” – nieporadne, ale potencjalnie niebezpieczne.
Nie tylko Ukraina przykuwa uwagę wschodniej flanki. Kraje bałtyckie również trzęsą się w przerażeniu, niczym lis na widok Putina w koszulance od GRU. A Polska? Polska odgrywa swoją rolę jak dyplomatyczny MacGyver, łącząc przewody, dostarczając prąd i zamykając rosyjskie placówki, zanim znowu wybuchnie jakiś magazyn farb.
I podczas gdy niektórzy grają w dyplomatyczne warcaby, Sikorski mówi o NATO jakby to był rodzinny obiad z teściową: jednomyślność niby obowiązuje, ale każdy ma inne zdanie i nikt nie chce płacić za wino.
W tym wszystkim nie można zapomnieć o historycznym dialogu z Ukrainą. Sikorski przypomina, że pojednanie nie polega na wyciąganiu trupa z szafy, żeby nim rzucać, tylko na uzgodnieniu, do którego grobu kto ma klucz. Wreszcie ktoś, kto rozumie, że przyszłość buduje się na faktach, a nie na rankingu kto miał więcej cierpienia.
Z KIM SIĘ PRZYJAŹNISZ, TAKI NOBEL DOSTAJESZ
Warto też zauważyć pewną ironię losu: Machado walczy z reżimem Maduro, a Trump — z teleprompterem. Machado ryzykuje życie, a Trump reputację (chociaż tu już nie ma z czego schodzić).
I choć Donald twierdzi, że jego działania przynoszą pokój, to są to raczej działania typu: „rozwiąż konflikt, ale najpierw zrób z siebie mema”. Może i zakończył parę rzeczy, ale głównie kariery własnych współpracowników i stabilność polityczną świata.

POKÓJ NIE DLA NARCYZA
Zamiast Pokojowego Nobla, Trump dostaje Pokojową Ciszę – dokładnie taką, jaką świat sobie życzy, gdy on przestaje mówić. A tymczasem prawdziwi bohaterowie – tacy jak Machado, Sikorski, Strzembosz i Chojecki – robią swoje. Skromnie. Konsekwentnie. Bez cekinów i Twittera. (Przepraszam, X-a).
Śmierć Adama Strzembosza i Mirosława Chojeckiego przypomina nam brutalnie, że nie każdy bohater potrzebuje flesza. Jeden – sędzia z klasą, drugi – opozycjonista z ikrą. Zasłużeni, poważni, a przez to całkowicie niezainteresowani nagrodą, która Donaldowi śni się po nocach.
EPILOG DLA ZROZPACZONEGO DONALDA
Donciu, może nie będzie Nobla, ale mam dla Ciebie inne nagrody:
- Nagroda Teflonowego Ego – za niezniszczalną wiarę w siebie mimo powszechnego zawstydzenia.
- Złoty Kapelusz Wiadomości Alternatywnej – za wkład w rozwój fikcyjnej rzeczywistości.
- Order Złotego Tweetera – za życie w przekonaniu, że capslock to argument.
Ale Pokojowy Nobel? Nie tym razem. Może jak się naprawdę postarasz… w innym życiu. Albo w którymś z tych światów równoległych, które istnieją tylko w Twojej głowie.

Dodaj komentarz