PODSUMOWANIE DNIA, CZYLI FELIETON Z TORONTO, GDZIE JEST WPRAWDZIE WCZEŚNIEJ, ALE ZMĘCZENIE PRZYCHODZI JAKOŚ SZYBCIEJ

Warszawa

Zanim jednak przejdę do bieżących absurdów świata, muszę przyznać jedno: coraz częściej zastanawiam się, czy nie zostać w Kanadzie na stałe. I nie chodzi tu o syrop klonowy, kulturę jazdy ani nawet o to, że tutejsi politycy nie próbują codziennie podpalić własnego państwa. Chodzi o wstyd, smutek i poczucie powrotu do starych ran, które – wydawało mi się – dawno się zabliźniły.

W końcu w przymusowych wyjazdach mam wprawę.

W 1984 roku, po wyjściu z pierdla, zostałem wypchnięty z Polski. Kierunek: USA. Wróciłem dopiero w latach dziewięćdziesiątych, kiedy powiało normalnością.

W 2005 roku, za pierwszego PiS, wybyłem na trzy lata do Kostaryki, bo zaczęło śmierdzieć grozą. Znowu wróciłem – naiwnie, jak to Polak.

W 2018 roku stwierdziłem, że trudno żyć w kraju, gdzie rządzą idioci Prezesa, i uciekłem aż na Nową Zelandię, skąd Covid uprzejmie zamknął mnie na cztery lata.

A teraz? Nawrocki i jego trupa kretynów zmuszają mnie do tego, by rozważyć pozostanie w Kanadzie. O tyle łatwiejsze, że tu jest żona i dzieci.

Tak, trzeba się zastanowić.


Dni takie jak ten powinny być odgórnie reglamentowane. Jeden na kwartał, góra dwa. A jednak rzeczywistość – niczym nadgorliwy listonosz – przynosi ich coraz więcej. I tak oto, siedząc w Toronto, gdzie dochodzi dopiero piętnasta, czuję się jak Warszawa po dwudziestej pierwszej: zmęczony, zdziwiony, rozbawiony i wkurzony jednocześnie.

Dzień zaczął się niewinnie, od kawy i szybkiego przeglądu wiadomości. Pięć minut później wiedziałem już, że spokój został anulowany, a świat odpalił nowy sezon polityczno‑technologicznego kabaretu.


KSIĄŻĘ, KTÓRY SPADŁ Z KONIA WPROST W RECE WŁADZ

Pierwsza wiadomość: były książę Andrzej – ten od klasycznych faux pas, podejrzanych znajomości i słynnego „I don’t sweat” – został aresztowany.

No cóż, równość wobec prawa ma to do siebie, że czasem jednak działa. I działa tym efektowniej, im wyżej stoi delikwent, którego trzeba zdjąć ze sceny.

W biurze Rotman School zawrzało. Studenci i wykładowcy przerzucali się komentarzami, jakby ktoś właśnie wrzucił do internetu nielegalny odcinek „The Crown”. Jeden z profesorów mruknął:

„Może to wreszcie otworzy drogę do rozliczeń całej tej epsteinowej galerii osobliwości.”

Tak, dzień zaczął się obiecująco. Niestety – tylko zaczął.


KACZYŃSKI ZAPOWIADA KANDYDATA. NARÓD ZAPOWIADA ŚMIECH

Druga wiadomość: Jarosław Kaczyński ogłosił, że kandydat PiS na premiera w 2027 roku już został wybrany.

Nazwiska nie podał, ale kraj – jak wiadomo – kocha zagadki. Internet natychmiast uruchomił giełdę nazwisk, a najczęściej pojawiał się Mateusz Morawiecki, który w sondażach wypada jak sprinter biegnący tyłem do mety.

W korytarzu uniwersytetu zapytali mnie:

„Why is this man still choosing candidates?”

Odpowiedziałem zgodnie z prawdą:

„Bo może. W PiS logika przestała obowiązywać już dawno.”

Śmiech Kanadyjczyków był szczery. Zazdrościłem im, że mogą się śmiać z polityki bez ryzyka, że ta polityka zaraz zajrzy im do łóżka.


SZCZYT AI W INDIACH


CYRK TRUMPA I RADA POKOJU, CZYLI GEOPOLITYCZNY STAND‑UP

Zanim jednak przejdziemy do Delhi, trzeba wrócić do Trumpa, który dziś zagrał godzinny show pod tytułem: „Jak wygląda świat, kiedy oddamy mikrofon człowiekowi bez autocenzury i bez kontaktu z rzeczywistością.”

Otóż otworzył swoją Radę Pokoju — organ tak samo poważny, jak dmuchany zamek na festynie powiatowym — i zaczął sypać deklaracjami, że:

  • zakończył osiem wojen,
  • Hamas oddał broń (bo tak powiedział),
  • Iran zaraz się podporządkuje (bo tak powiedział),
  • Orban jest geniuszem migracyjnym,
  • FIFA dała mu pokojową nagrodę (tak, to naprawdę padło),
  • a jego żona jest jedną z najwybitniejszych dokumentalistek świata.

W lobby Rotmana profesor księgowości popłakał się ze śmiechu. Dosłownie. Musiał wycierać okulary, żeby dalej śledzić transmisję.

Gdy Trump oznajmił, że ma już siedem miliardów dolarów na swój projekt „pokoju”, ktoś z tyłu rzucił:

„Czy to są dolary z Monopolu, czy te prawdziwe?”

Ale robiło się coraz mniej śmiesznie. Bo w drugiej części występu Trump zaczął sugerować, że Iran „wkrótce zrozumie”, co będzie dla niego dobre. Po tonie głosu można było wywnioskować jedno — Ameryka znów stoi o krok od awantury.

Dlatego w tym samym czasie Tusk wydał komunikat o natychmiastowej ewakuacji Polaków z Iranu. I jeśli ktoś nie widzi związku między dwoma wydarzeniami, to znaczy, że ma szczęście — jego umysł został pięknie odizolowany od dyplomatycznej logiki.

Trump nie prowadzi polityki.

Trump prowadzi show, które raz na jakiś czas ociera się o wywołanie globalnego konfliktu., CZYLI JAK WYGLĄDA KURSYWA XXI WIEKU

W Nowym Delhi odbył się szczyt AI. Bogatsi stali się jeszcze bogatsi, inwestorzy ogłosili plany za 210 miliardów dolarów, a premier Modi postanowił zrobić zdjęcie dnia: wszystkich liderów AI trzymających się za ręce.

Problem w tym, że Sam Altman i Dario Amodei odmówili podania sobie dłoni.

Mamy więc symbol. XXI wiek w pigułce:

„Nie podamy sobie rąk, ale chętnie stworzymy system, który obsłuży pół planety.”

Wszyscy na scenie połączyli dłonie, jak w układance o pokoju na świecie. Wszyscy – poza dwoma panami, którzy odpowiadają za przyszłość sztucznej inteligencji i rywalizują ze sobą tak, jak dzieci o ostatniego pączka w pudełku.

Całość wyglądała jak zdjęcie klasowe, w którym dwaj prymusi plują sobie w zeszyty.


NAWROCKI – GWÓŹDŹ DNIÓWKI, CZYLI POLITYCZNY GREMLIN NAD WISŁĄ

I kiedy człowiek pomyśli, że świat już wyczerpał limit absurdu na dziś, pojawia się on – Karol Nawrocki, prezydent, który z dumą kontynuuje tradycję wetowania wszystkiego, co nie jest wydrukowane na papierze firmowym Nowogrodzkiej.

Zawetował kolejne ustawy. O KRS. O aktywnym rolniku. Jedną podpisał, ale wysłał do Trybunału Konstytucyjnego, który istnieje już tylko teoretycznie.

To trochę tak, jakby strażak – widząc płonący budynek – postanowił odłączyć wodę i wysłać oświadczenie, że „ogólnie jest przeciw pożarom”.

Reakcje w Polsce? Od śmiechu, przez wściekłość, po bezradne:

  • „Gangsterski chwyt”.
  • „Polityczne kibolstwo”.
  • „Chaos będzie trwał nadal”.
  • „Psuć jest łatwiej niż budować”.

A ja znowu musiałem tłumaczyć profesorom z Toronto, jak działa polska prezydentura. Musiałem więc – z ciężkim sercem – przedstawić im wykład zatytułowany:

„Jak zniszczyć państwo, mając tylko długopis, nagranie wideo i obsesję na punkcie Trumpa.”

I tak, moi koledzy naprawdę chcieli wiedzieć, czy można go odwołać. Gdy poinformowałem, że teoretycznie tak, ale praktycznie dopiero wtedy, gdy gwiazdy ustawią się w kształt paragrafu z Konstytucji – westchnęli.

Kanadyjczycy nie są przyzwyczajeni do tego, by prezydent sabotował własne państwo. U nich to raczej nie przechodzi. Za to potrafią współczuć.


EPSTEIN CIĄGNIE W DÓŁ KOLEJNE POSTACIE. A ŚWIAT LICZY NA WIĘCEJ

Aresztowanie księcia Andrzeja to nie tylko symbol. To test: czy elity Zachodu mają jeszcze resztki przyzwoitości.

Tu w Toronto reakcja była jedna:

„About time.”

Każdy wie, że sprawa Epsteina to stajnia Augiasza współczesnych elit. Jeśli Andrzej trafił w końcu w ręce policji, to znaczy, że świat zaczyna rozumieć, że pewnych brudów nie da się dłużej zamiatać pod pałacowy dywan.


I TAK MIJA DZIEŃ CZŁOWIEKA, KTÓRY MIAŁ TYLKO NAPISAĆ FELIETON

A minęła dopiero piętnasta.

W Toronto słońce jeszcze świeci, ale zza chmur, w Polsce już ciemno. Ludzie chcą odpocząć po dniu pełnym politycznej żenady i globalnych absurdów.

A ja? Ja siedzę w lobby Rotmana, dopijam zimną kawę i próbuję podsumować dzień, który wyglądał jak scenariusz odrzucony przez Netfliksa za przesadę.


PUENTA NA DZISIAJ

Świat się kręci szybciej niż kiedyś. I zachowuje przy tym coraz mniej równowagi. Ale jedno się nie zmienia:

głupota zawsze znajdzie sposób, żeby wskoczyć na scenę – elegancko lub z rozpędu.

Dzisiaj na tę scenę wbiegli: AI‑gwiazdorzy, upadły książę, Kaczyński z tajemniczym kandydatem i Nawrocki z kolejnym wetem. A my, biedni obserwatorzy, możemy tylko patrzeć, komentować i próbować nie tracić resztek zdrowego rozsądku.

Zbliża się pora popołudniowego seminarium dla doktorantów, więc kończę. Profesorowie rozchodzą się powoli, choć w świetnych humorach.

Tylko ja siedzę zły, bo – jak to powiedział pewien Kanadyjczyk –

„It must be hard to watch your country being trolled by its own president.”

Tak, jest. Ale cóż – kończę, bo ludzie czekają. A jutro znowu będzie o czym pisać.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights