PODNIEŚ KORONĘ, ZDEJMIJ FOLIĘ – ZJAZD POLSKIEJ ABSURDOKRACJI

Warszawa

W Polsce, jak w tanim reality show produkowanym przez IPN i reżyserowanym przez los – to, co miało być marginesem, staje się programem głównym. A to wszystko pod czujnym okiem Grzegorza Brauna, który zamiast stanąć przed lustrem, postanowił stanąć przed sądem – co w jego przypadku jest prawdopodobnie zbliżonym doświadczeniem.

BRAUN NA BIAŁYM KONIU, ALE BEZ KOŃCA

Grzegorz Braun, człowiek, który miał zostać reżyserem kina historycznego, a został aktorem kabaretu politycznego klasy B, znów wystąpił w roli samozwańczego mesjasza narodowości i patriotyki. Zorganizował „Zjazd Tysiąclecia”, co brzmi jak impreza integracyjna dla ludzi, którzy nie integrują się nawet ze zdrowym rozsądkiem.

I żeby nie było – Braun nie robi tego sam. On ma ekipę. On ma swoją Avengersową drużynę „Polskiej Elity” – 27 nazwisk zebranych niczym pokemony w Pokédexie nacjonalistycznej paranoi. To nie jest już nawet margines – to jest osobny kalendarz juliański, w którym 1939 rok powtarza się codziennie, a mapa świata kończy się na Lwowie.

CZASOZMIENIACZ I REWIZYJNA SYMFONIA

Na zlocie znajdziesz nie tylko wielbicieli „alternatywnych wersji historii”, ale i ludzi, którzy twierdzą, że Hitler miał lepsze pomysły na rodzinę niż Angela Merkel na politykę klimatyczną. Naprawdę, jeśli ktoś jeszcze sądził, że „Wiek Hitlera” to była tylko nieudana nazwa podręcznika, to przypominam: w Polsce można go kupić na targach książki wartościowej. Wartościowej jak sms-y od Zbigniewa Ziobry.

Zwieńczeniem tej kosmicznej orgii fałszu i megalomanii był koncert symfoniczny z udziałem tenora Bogusława Morki, który – jak przystało na postać z bajki Braci Grimm – od lat śpiewa dla dowolnej władzy, która mu zapłaci. Nawet jeśli scena znajduje się w hotelu o nazwie „Villa Cyganeria” (brakuje jeszcze „Dworu Cnoty Narodowej”), a patronem koncertu jest człowiek, który regularnie neguje Holocaust, bo najwyraźniej jego wewnętrzny GPS zgubił drogę do ludzkiej przyzwoitości.

ZEŁENSKI I DONALD TRUMP – „UKŁAD” BEZ HAPPY ENDU

Podczas gdy Braun śni o monarchii po liftingu, za oceanem Trump witał Zełenskiego z miną chłopa, który chciał kupić ziemniaki, ale dostał brokuły. Spotkanie w Białym Domu miało być krokiem ku pomocy Ukrainie. Skończyło się na: „Fajnie, że wpadłeś, ale nie mam dla ciebie rakiet. Mam za to numer do Putina. Pogadajcie sobie.”

Trump, ten pacyfista z Twittera, który zakończy każdą wojnę, zamrażając front jak pizzę z Biedronki, zaproponował Ukrainie układ: „Zatrzymajcie się tam, gdzie jesteście. Każdy niech się czuje zwycięzcą. Historia to kupi.” Problem w tym, że historia nie kupuje bzdur, które nie mieszczą się nawet w logice memów. A Zełenski? Zełenski wraca do Kijowa z tym, co każdy realista nosi w kieszeni – pustką i pogardą.

TUSK – OSTATNI Z ELITARNYCH MOHIKANÓW

Na tle tych wszystkich politycznych zombie, elfów z Radia Maryja i krzykaczy z Sejmu, Donald Tusk jawi się jak ostatni normalny człowiek w oszalałym tramwaju jadącym prosto na Marszałkowską. Oczywiście, że ma swoje wady – kontroluje partię jak dyrygent orkiestry, który co chwilę wyrzuca skrzypków za nieodpowiedni uśmiech. Ale przynajmniej nie głosi, że komory gazowe to fikcja.

Tusk, mimo że coraz bardziej osamotniony i zirytowany własnym elektoratem, nadal próbuje trzymać tę potłuczoną porcelanę, którą nazywamy III RP. Mówi prawdę o Kaczyńskim – że wcisnął ludziom tyle trucizny, że Sanepid już się tym nie zajmuje, bo to sprawa dla Watykańskiego Egzorcysty. Ale z kim ma rządzić? Z poetami z Facebooka? Z nieopłaconymi entuzjastami Kongresu Kobiet, których nawet Olga Tokarczuk nie może zmobilizować, mimo że ma na półce Nobla i zasięg większy niż Willa Popiela?

POLITYCZNA PAJĘCZARKA I CIERPLIWY CZYŚCICIEL

Jarosław Kaczyński tymczasem wciąż prowadzi swój rejs Titanikiem po zamarzniętej Wiśle, z Mejzą na gitarze, Mateckim w roli komiwojażera cebuli, i Bąkiewiczem, który wrzeszczy „WYRWAĆ CHWASTY!” jakby chodziło o reality show dla narodowców.

I wiecie co? To działa. Kaczyński nie musi mieć strategii. Wystarczy mu chaos. To taka polityczna pajęczarka – wiruje, ale nigdy się nie kończy. Nawet jak statek tonie, to śpiewa Mazurka Dąbrowskiego przez megafon, licząc, że wyborcy przestaną panikować i zatańczą poloneza na pokładzie.

CZEGO UCZY NAS TO WSZYSTKO?

Że polityka w Polsce to nie wybór między lepszym a gorszym. To wybór między Braunem, który uważa, że Unia Europejska to twór masońsko-gejowski, a Tuskiem, który wygląda, jakby co wieczór czytał Montaigne’a, a rano jeździł na rowerze, żeby odreagować złość na Trzaskowskiego.

To kraj, gdzie czuły narrator nie ma szans, a jedynym realnym aktorem politycznym staje się czujny egzekutor. Taki, co nie płacze nad losem artysty, tylko pyta: „Gdzie są pieniądze, które nam obiecaliście, klauny?”

Braun śni o Polsce monarchistycznej, Trump rozważa Ukrainę jako miejsce pod pole golfowe, Zełenski gra realistę w tragikomedii dyplomatycznej, a Tusk – coraz bardziej – wygląda jak chłop, który miał poprowadzić pielgrzymkę, ale trafił na obóz harcerski pełen foliarzy, poetów i dziennikarzy z TikToka.

A my? My czytamy te wszystkie wiadomości, jakby były horoskopem z Angory. Z tym że zamiast „Dzisiaj czeka Cię miłość” mamy: „Dzisiaj czeka Cię Grzegorz Braun. I nikt Cię nie obroni.”

Dobranoc, Polsko. Zakryj się konstytucją.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights