POD NAMIOTEM ŚMIECHU I ZGLISZCZ

Warszawa

Jeśli PiS to namiot, jak twierdzi Jarosław Kaczyński, to rozbity został na mokrym polu absurdu, uszyty z gumoleum PRL-u i zszyty węzłami szaleństwa. I, sądząc po ostatnich wydarzeniach, jego sznurki trzymają już tylko starcy, frustraci i samozwańczy mesjasze. Kaczyński właśnie zapowiedział, że do władzy wrócą „ci, którzy się sprawdzili”. Tylko w czym, Panie Jarosławie? W demolowaniu sądownictwa? W kupowaniu wyborców za ich własne pieniądze? W zarządzaniu pandemią jak kioskiem Ruchu na peronie?

Podczas zamkniętego spotkania partyjnego prezes ogłosił, że PiS musi postawić na „młodego premiera”. Cóż, gdy Kaczyński mówi „młody”, ma zapewne na myśli kogoś, kto nie pamięta pierwszej kadencji Bieruta. Kandydat ma mieć mniej niż 50 lat, czyli odpada Morawiecki, odpada Sasin, odpada każdy, kto ma rozum na tyle rozwinięty, by nie zgadzać się z prezesem.

Kaczyński, samozwańczy scenarzysta polskiej polityki, nie zdradził nazwiska, ale krążą plotki: Bocheński, Jaki, Czarnek. Pierwszy wygląda, jakby wyrwał się z planu niskobudżetowego serialu TV Republika o patriotyzmie. Drugi potrafi złożyć zdanie z pięciu słów, z czego cztery to „gender”. Trzeci zaś to najbliższy ideowy krewny teczki z katechezy.

Frakcje wewnątrz PiS-u przypominają turniej MMA dla emerytów. Z jednej strony tzw. „harcerze” Morawieckiego, z drugiej „maślarze” Sasina i Czarnka. Środek należy do nikogo, może z wyjątkiem Suskiego, który trwa jak pomnik niekompetencji na skwerku pamięci Jarosława.

Morawiecki – niegdyś ulubieniec prezesa, dziś dryfuje między zdradą a zapomnieniem. O jego spotkaniu z Kaczyńskim mówi się, że było „długie i szczere”, co w języku polityki znaczy: pełne gróźb i pogróżek. Zresztą sam były premier wygląda ostatnio, jakby próbował uciec do Platformy przez dziurę w płocie.

Tymczasem w tle majaczą twarze, które powinny zniknąć z życia publicznego razem z modemem analogowym. Marek Suski, samozwańczy prorok lotów orłów nad równiną absurdu. Ryszard Terlecki, który bardziej przypomina wampira ze zmęczeniem materiału niż wicemarszałka czegokolwiek. Tarczyński, czyli jenot z Twittera, którego poziom refleksji politycznej dorównuje instrukcji obsługi miksera.

A przecież jest jeszcze Beata Szydło, wiecznie gotowa do powrotu, z miną świętej, która wie, że nie ma racji, ale się nie przyzna. I Obajtek – człowiek z taką charyzmą, że mógłby ożywić jedynie korek od kanistra.

Nie można zapomnieć o walce z Konfederacją, zwłaszcza tą od Brauna. Braun – polityczny piroman z zapałkami w zębach, którego PiS stara się dogonić w radykalizmie, jednocześnie udając, że go nie zna. Jak w tym powiedzeniu: „nie znam człowieka, ale podziwiam jego płomienie”.

Kaczyński mówi, że partia ma być wielkim namiotem. Ale co to za namiot, gdy każda z frakcji ciągnie w swoją stronę? To już nie namiot – to foliowy worek na polityczne śmieci, który zaraz pęknie. A Kaczyński, jak ten klaun z cyrku rozpaczy, wciąż powtarza, że wszystko pod kontrolą.

Program? Ma pisać Gliński. Ten sam Gliński, który wciąż nie odróżnia kultury od propagandy. „Szerokie skrzydła” PiS-u? Przypominają bardziej żagiel na Titanicu – efektowny, ale już niepotrzebny.

PiS chce wracać do władzy, jakby nie zauważył, że Polacy już raz powiedzieli: dość. Ale ten cyrk się nie kończy, bo w rolach głównych występują ludzie, którzy nigdy nie przeczytali recenzji spektaklu, w którym grają.

A tymczasem zza kulis wychyla się duch przeszłości – były prezydent Andrzej Duda. Gdy mówi, że „na dwa lata przed wyborami można się kłócić”, to brzmi to jak instrukcja obsługi katastrofy politycznej. I jeszcze to jego słynne: „Jest Nawrocki, Dudy ni ma – sorry, taki mamy klimat”. Ot, prezydentura w pigułce: passus egzystencjalny i umycie rąk w jednej frazie. Wspomina, że Nawrocki czasem do niego dzwoni, co – jak podkreśla – jest „bardzo ujmujące”. Cóż, lepiej chyba byłoby, gdyby nowy prezydent częściej dzwonił do własnego sumienia.

Duda chwali Nawrockiego za weta – choć sam nie bardzo wie, czego one dotyczyły – i ocenia, że „Jarosław Kaczyński jest w dobrej formie”. Ciało może i tak, ale rozum – jakby coraz bardziej zleżały w oparach własnej legendy.

Tymczasem obecny lokator Pałacu Namiestnikowskiego – Karol Nawrocki – zdaje się coraz bardziej urywać ze smyczy Nowogrodzkiej. I wszystko wskazuje na to, że to on dziś jest nieformalnym przywódcą prawej strony sceny politycznej. A Kaczyński? Kaczyński może co najwyżej wbić namiotowy palik i czekać, aż wiatr historii przewróci mu całą konstrukcję. Bo nikt już nie chce spać pod tym płótnem.

I tak trwa ten festiwal politycznej groteski. Pod obitym namiotem, ze stęchłym popcornem i klaunami w garniturach. A Jarosław Kaczyński, staruszek z napompowaną misją, krzyczy: „Jeszcze będzie przepięknie!”. I może nawet ma rację. Ale dopiero wtedy, gdy ten namiot zwiną, a jego aktorzy przejdą wreszcie na zasłużoną polityczną emeryturę. Bez trybunałów, bez Sejmu, bez szkody dla zdrowia publicznego.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights